CZĘSTO LOVE CHOWA

głos ulicy

  • czwartek, 16 czerwca 2011
  • sobota, 21 maja 2011
    • SŁABE ŻYCIE – MOCNA SZTUKA

      Potwory wlazły do szacownej świątyni sztuki. Naniosły tam brudu, rdzy i złomu. Artyści ulicy wkradli się do Miejskiej Galerii Sztuki w ubłoconych butach i wywrócili wszystko do góry nogami...

      Gdyby to wszystko sprowadzałoby się tylko do takiej prostej negacji, pachniałoby banałem. Na szczęście Monstfur wczorajszym wernisażem udowodnili, że są dojrzałymi artystami. Formuła street artu jest dla nich wyborem, a nie ograniczeniem. Dużo obiecywałem sobie po „Low Life”. A Wyszło jeszcze lepiej, niż się spodziewałem.

      Tak, tak - to piszę ja wieczny maruda i malkontent. Sztuki tworzonej z taką pasją i odwagą szukam i wyglądam w Częstochowie. Dajcie mi jej jeszcze więcej i więcej...

      To nie jest prosta sprawa pokazać sztukę ulicy w galerii. Takie zimne, oficjalne przestrzenie nie najlepiej sprawdzają się jako środowisko dla grafitti. Twórczości nieoswojonej, spontanicznej i często przypadkowej. Monstfur wybrnął z tego doskonale. Wtopił się, przystosował, a przy tym w pełni został sobą. Każdy element był przemyślany, dopieszczony i doskonale skomponowany. Te wszystkie blachy, złom były pokazane w świadomie wy-estetyzowanej formie (ach ten post postmodernizm). Momentami można było zapomnieć, że to sztuka żywiąca się post-indutrialnymi odpadkami. Jednak to my zapominaliśmy, publiczność, a natura tej sztuki pozostawała niezmienna.

      Dla mnie komunikat był jasny: nie ważne czy to uliczna partyzantka w jakimś zapomnianym miejscu, nie ważne czy wystawa w poważnej instytucji. Sztuka jest jedna, a wszelkie podziały, klasyfikacje i ideologie to tylko dodatkowa zabawa. Prawdziwi artyści radzą sobie w różnych sytuacjach.

      Ogromny szacunek dla chłopaków za ilość nowych prac które przygotowali specjalnie na tą wystawę. Monstfur lubi wielokrotnie posługiwać się tymi samymi szablonami. Mnożyć je w nieskończonej ilości modyfikacji. To robi wrażenie w przestrzeni miejskiej, gdy oswajają ją poprzez nadawanie jej graficznego rytmu. Bałem się jednak, że w galerii takie powielanie będzie po prostu nudne. Mirmiłowałem jednak zupełnie niepotrzebnie. Monstfur bardzo ostrożnie, z ogromnym wyczuciem, posługiwał się wczoraj powtórzeniem. Dopiero przy trzeciej rundce poprzez wszystkie prace, zacząłem wychwytywać ten delikatny rytm.

      Oczywiście jestem stronniczy. Ja po prostu lubię tą monstfurową narrację. Opowieść o korozji, niszczeniu, umieraniu i zapominaniu. Chłopaków interesuje to co na marginesie, poza horyzontem zdarzeń. Lubią miejsca gdzie czas się zatrzymał, a śmierć i tak tam zajrzała. Może to zaskakujące, ale ich twórczość jest w pewnym stopniu historyczna. To dotykanie PRLu, badanie go poprzez grzebanie w jego truchle. Odkrywanie jego śladów w naszej codzienności. To niezwykle ważne świadectwo tego jak młodzi dziś radzą sobie z systemowym przełomem. Przełomem który w niektórych ludzkich głowach trwa chyba nadal . Monstfur opowiada o człowieku poprzez przedmioty i miejsca. I tak mi się wydaje, że to wyjątkowo smutna opowieść jest. Choć na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać zupełnie inaczej.

      Dawno nie widziałem tak doskonałej wystawy w Miejskiej Galerii Sztuki. Gdyby wszyscy artyści wystawiający tutaj, wkładali tyle pasji i wysiłku w przygotowania. Jeśli ktoś miał wątpliwości czy Monstfur zasłużył na te wszystkie wyróżnienia, obecność w ważnych polskich i zagranicznych opracowaniach o street arcie, to po wczorajszej wystawie powinien się ich pozbyć.

      To było prawdziwe wydarzenie. Cieszy, że dopisała frekwencja. Wczoraj byłem dumny z mojego miasta.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „SŁABE ŻYCIE – MOCNA SZTUKA ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      sobota, 21 maja 2011 20:43
  • wtorek, 10 maja 2011
  • wtorek, 15 marca 2011
  • środa, 23 lutego 2011
  • piątek, 18 lutego 2011
    • KULTURA W CIEMNYCH ZAUŁKACH

      źródełko

      Bardzo lubię gdy sztuka wymyka się różnym szacownych instytucjom i żywiołowo rozpływa się po mieście. Lubię gdy atakuje zupełnie nieoczywiste przestrzenie. Gdy jej obecność zaskakuje nagle podczas spacerów. Stąd chyba moja słabość do street artu, który jest doskonałym przykładem takiej kulturowej partyzancki miejskiej. No ale oczywiście graffiti nie wyczerpuje tematu.

      Częstochowa nie rozpieszcza takimi akcjami. Nie wiem czy to wynika z przekonania, że prawdziwa sztuka dzieje się tylko w galeriach, czy ze zwykłego lenistwa. No ale jakieś tam jaskółki są. W wakacje była oczywiście kura w akcji, która doskonale wpisuje się w mój postulat „więcej sztuki na ulicach!”. Zabrakło natomiast kultowego „Ruszamy Miastem”. Zupełnie nie wiem dlaczego w zeszłym roku nie odbyło się to zasłużone graffiti jam. Mam nadzieję, ze to tylko wypadek przy pracy i w tym roku tradycja będzie kontynuowana. Ściany „wysmarowane” przy poprzednich edycjach, to prawdziwe częstochowskie galerie zewnętrzne. Podobnie jak monstfurowa ”Kładka Gallery”. I fajnie, że dzieje się to trochę na uboczu, w miejscach wydawałoby się nieprzychylnych sztuce.

      Oswajanie miejsca „nieprzychylnego sztuce” przyświeca chyba również organizatorom FRYTKI OFF. To naprawdę brawurowy pomysł organizować festiwal kultury niezależnej, akurat na ulicy Piłsudzkiego. Mnie jednak to działa na wyobraźnię. Trzeba się wpychać artystycznie tam gdzie niekoniecznie nas chcą, a nuż cos pozytywnego z tego wyjdzie. Bo potencjał ta okolica ma - performance, happeningi, przedstawienia teatrów ulicznych, mogą tam zabrzmieć zupełnie zaskakująco. To spore wyzwanie oswajać akurat taką przestrzeń, ale warto podejmować tylko te największe wyzwania.

      Ale na tym nie koniec. Za przestrzeń miejską bierze się też Gaude Mater. Naprawdę! Chodzą słuchy, że ma ona odgrywać ogromną rolę podczas tegorocznej nocy kulturowej. Yupi! - chciałoby się napisać, ale pożyjemy zobaczymy. Zresztą to działania w ścisłym centrum miasta, więc gdzie te ciemne zaułki? No chyba ze ktoś pokusi się o akcję: „artystyczna instalacja w każdej bramie”, to by było coś. Prawie tak brawurowe jak zaproszenie jakiegoś awangardowego hiphopowa, żeby zagrał koncert w starych budynkach Wełnopolu. Oh wait…

      Po co o tym wszystkim piszę? Bo chciałem puścić troszku puścić wodze wyobraźni i wytypować jeszcze kilka miejsc, które aż się proszą by tam wpaść i narozrabiać:

      Teatr niezależny w MERKURYM – od razu przyznaje się bez bicia, pomysł zasłyszany, który zwalił mnie z nóg. Niby centrum, ale aktualnie zamknięte, niedostępne. Te wszystkie puste przestrzenie, aż się same proszą… Rewelacyjna idea i gdyby się kiedyś udało byłby hit.

      Mega instalacja na starym mieście – jest pewna grupa artystów na świecie która bawi się w ogromne architektoniczne instalacje w przestrzeni miejskiej. Gdyby kiedyś jakiegoś zaprosić, żeby wykazał się na częstochowskim starym mieście. Historia tego miejsca, aż się prosi o jakiś artystyczny komentarz. Byleby tylko z dużym rozmachem. W końcu to ostatnie oddechy tego miejsca, więc mu się należy.

      Body art na Hucie – jeśli kiedyś uda się zrobić drugą edycję Festiwalu Działań Parateatralnych i Performance’u „OFFsceniczny” to myślę, ze nie ma się co skazywać na jakiś ciasny klub. Huta to jest wyzwanie, oni tam chyba mają sporo niewykorzystywanych przestrzeni. Postindustrializm i sztuka ciała, czy to nie komponuje się pięknie?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „KULTURA W CIEMNYCH ZAUŁKACH ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 18 lutego 2011 14:40
  • czwartek, 17 lutego 2011
  • piątek, 04 lutego 2011
  • poniedziałek, 20 grudnia 2010
    • NA ŚWIĘTA POMAZANE ULICE

      Krok po kroku, krok po kroczku najpiękniejsze w całym roczku...

      Święta faktycznie już czuć. Dziś w Cafe Montmartre FOTO Wigilia, a w Gaude Mater Wigilia Środowisk Twórczych. No to ja też korzystając z tego nastroju pochwalę się swoim około-świątecznym prezentem, który już wpadł mi w ręce.

      Tadam:

      Piękna rzecz.

      A w środku miły lokalny akcent, czyli dwadzieścia parę prac Monstfura i tekst o nim. Serdeczne gratulacje, bo ten album faktycznie zbiera śmietankę polskiej sztuki ulicy: Peter Fuss, M-City, Lump, Truth, Coxie, NeSpoon, Zbok, Dwaesha, Twożywo, Pan Jarema, Simpson, Chazme718, Wojciech Gilewicz i inni.

      Nic tylko cieszyć się, że niepostrzeżenie Częstochowa stała się tak ważnym punktem na polskiej mapie street artu. .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 grudnia 2010 17:06
  • wtorek, 02 listopada 2010

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR