CZĘSTO LOVE CHOWA

częstochowa rozmodlona

  • czwartek, 16 grudnia 2010
    • MIĘDZY SACRUM A PROFANUM

      Dziś znów inspiruje mnie wywiad, tylko tym razem bardziej na poważnie. W związku z jutrzejszym finałem II edycji Debiutów From Poland (KTFP, g. 19.00), na Stacji Częstochowa pojawiła się bardzo interesującą rozmowę z Anitą Grobelak. Zdecydowanie warto przeczytać całość, ale mnie zainteresował szczególnie jeden fragment:

      „Śledząc historyczne zapiski dotyczące rozwoju miasta, w czasach PRL-u „oddelegowywano” tu różnej maści proletariuszy celem stworzenia przeciwwagi dla Jasnej Góry. Z socjologicznego punktu widzenia inteligencja albo schodziła do podziemia (najczęściej pro-katolickiego) lub opuszczała miasto. Można by pomyśleć, że Kościół w tej sytuacji sprzyjał w Częstochowie rozwojowi kultury. Owszem, ale głównie sakralnej. Działania alternatywy odbierane były jako z gruntu rzeczy nastawione wrogo do katolików, co sprzyjało próbom odgórnej cenzury. Zatem alternatywa w Częstochowie jest między przysłowiowym „młotem a kowadłem”. Naród nasz butny i żadna ze stron ustąpić nie chce. Ów konflikt między racją sacrum a profanum przenosi się na wszystkie sfery życia mieszkańców Częstochowy i wielu z nich w tym upatruje obecnego upadku miasta. Właśnie! Częstochowa!: zredukowana do powiatowego miasta, pozostającego w cieniu potężnego klasztoru; bez uniwersytetu, a nawet miasteczka akademickiego; z coraz większym gronem bezrobotnych; którzy z konieczności będą musieli skupić się na zaspokojeniu najprostszych potrzeb lub zdecydują się na migrację tudzież emigrację. Bilet na koncert tzw. gwiazdy to dla przeciętnego mieszkańca Częstochowy spory wydatek, a przecież trzeba za coś do klubu dojechać, zapłacić za szatnię, napić się soku, piwa, wrócić; dobrze by było też zaprosić przyjaciela, dziewczynę, itd. Tym sposobem jedna wyprawa może nas kosztować lekko 100zł. Pewien manager kilku znanych w Polsce zespołów, obserwując sprzedaż biletów w GTFP, powiedział: „Jestem zdziwiony, Częstochowa jest chyba pierwszym miastem, w którym ludzie są zdziwienie, że za bilet na koncert trzeba zapłacić. Byłem tu wiele razy i od lat nic się nie zmieniło”. Być może ów manager był zwykłym malkontentem, powtarzającym tę samą formułę w innych miejscach, ale faktycznie niektórym nawet pięciu złotych szkoda za posłuchanie muzyki na żywo.”

      Jakiś czas temu na tapecie miałem pewną sondę o Częstochowie (jej temat jeszcze tu wróci przy innej okazji). I wśród jej uczestników nikt właściwie, nie wskazał tak dosadnie na Jasną Górę, jako na balast, który w pewnym stopniu ogranicza rozwój miasta. A przecież mem „Częstochowy jako wioski przy klasztorze” króluje w zbiorowej świadomości.

      Sam nie wiem do którego momentu zgadzam się z Anitą. Czy dzięki JG Częstochowa jest czymś więcej niż wioską, czy wręcz przeciwnie, przez nią nie może stać się porządnym miastem? A może ten cień Świętej Wieży pada głównie na nasze głowy. Może to mieszkańcy wciąż patrzą na Częstochowę jedynie przez pryzmat Klasztoru i sami wytwarzają sobie ciśnienie. Taka samonakręcająco się spirala.

      Otwartym pytaniem jest czy Jasna Góra może być reklamówką miasta? Czy da się coś zrobić, żeby przekroczyć równanie „być w Częstochowie = być na Jasnej Górze”? A może gdyby próbować zapomnieć o Klasztorze, okazałoby się, ze miasto jest gołe. Nie ma nic innego do zaoferowania i dlatego lepiej konsekwentnie skrywać tą wstydliwą nagość za wieżą.

      W sumie nie zazdroszczę tym, którzy nie mogą tak jak ja tylko sobie radośnie teoretyzować, a na serio muszą zastanawiać się jak wyjść z tego impasu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „MIĘDZY SACRUM A PROFANUM ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 grudnia 2010 09:54
  • poniedziałek, 11 października 2010
  • środa, 10 marca 2010
    • SACRAL SCULPTURE

      Ten pomnik od lat mnie fascynuje, a szczególnie jego powszechny odbiór.

      Prymas Tysiąclecia doczekał się swojej figury przed wejściem na Jasną Górę - lecz jednak w formie, wydaje mi się, zdecydowanie odstaje ona od klasycznych standardów sztuki. Autor rzeźby Jan Kucz postawił na odważną formę. Nie powiem ciekawą, ale idę o zakład, że dla statystycznego pielgrzyma Prymas Wyszyński wygląda po prostu jak wielki, półkolisty głaz z głową...

      A mimo wszystko, odbiór pomnika jest wielce pozytywny. Nikt nie narzeka na bezpodstawne udziwnienia, zmienianie na siłę zasad sztuki, które przecież od setek lat tak dobrze się mają.

      Ach, ta siła autorytetu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „SACRAL SCULPTURE”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 10 marca 2010 11:42
  • piątek, 05 marca 2010
  • poniedziałek, 08 lutego 2010
    • GOLGOTA JASNOGÓRSKA

      Do tej pory rzadko wspominałem tutaj o Jasnej Górze. Miejscu, które przecież do głębi wrośnięte jest w to miasto i właściwie jest jego symbolem na świecie. Unikałem tego tematu trochę z premedytacji, a trochę dla tego, że mnie Jasna Góra przerasta. Nie do końca ogarniam aspekt duchowy tego miejsca, ale też jego wpływu na politykę i rozwój Częstochowy. Dlatego też zabieram się za Klasztor Jasnogórski od nietypowej strony.

      Jest jedno takie miejsce na Jasnej Górze, które bez względnie uwielbiam. Same mnie tam nogi niosą, gdy już u paulinów się pojawię. Mam tu na myśli „Golgotę Jasnogórską” Jerzego Dudy Gracza. Ta malarska droga krzyżowa niezwykłego artysty, wyeksponowana jest na górnej kondygnacji wejściowej części kaplicy Matki Bożej. Czyli trochę na uboczu, ale też w bezpośredniej bliskości serca klasztoru. Ma to swoje znaczenie, bo dzięki temu nie jest to miejsce nazbyt zatłoczone, ale słychać też tam wyraźnie puls religijno-pielgrzymkowego życia.

      Mam mocno osobisty stosunek do tych obrazów. Jasna Góra kojarzy mi się ze sztuką klasyczną, przejrzystą, przewidywalną – a tu mamy osiemnaście dzieł współczesnego malarstwa, które wychodzi daleko poza to, co oferuje na co dzień „estetyczny przemysł religijny” w parafialnych kościołach. Nie wstydzi się być świadomie jarmarczne, prowincjonalne, przerysowane. Na tych obrazach dzieje się za dużo, jest za tłoczno. Zapełniają je charakterystyczne dudo-graczowe postacie: smutne, brzydkie, komiczne. Przeglądam się tam trochę jak w lustrze, a za plecami widzę patetyczną, głośną, polską religijność.

      Ale jest tam coś niesamowicie optymistycznego. Obietnica czegoś więcej. Pod fasadą teatralnej rytualności, nachalnego symbolizmu widać metafizykę. Tajemnice. To malarstwo jakoś gra na mojej wrażliwości religijnej i estetycznej. Lubie tam przychodzić i zanurzać się po prostu we własne myśli. To miejsce temu sprzyja

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 lutego 2010 16:41
  • sobota, 23 stycznia 2010
  • piątek, 23 października 2009
  • czwartek, 01 października 2009
  • wtorek, 18 sierpnia 2009
  • sobota, 15 sierpnia 2009
    • MIASTO W CIENIU

      żródełko

      15 sierpnia. Uwaga mediów jak co roku w dużym stopniu skupiona jest na Częstochowie. Niby fajnie ale...

      Gdy byłem dzieckiem inaczej to przeżywałem. Wychodziło się witać pielgrzymów, a dla mnie i moich rówieśników, była to szansa na zdobycie słodyczy i kolekcji świętych obrazków. Było to Wydarzenie. Teraz w w połowie sierpnia zamykam się raczej w domu – podobnie jak spora część częstochowian. Nie umawiam się w knajpach, nie spaceruje. P o prostu czym dalej od Jasnej Góry tym lepiej. I nie chodzi o to, ze nie lubię pielgrzymów. Po prostu w tym okresie czuje się we własnym mieście.

      Odczucie to nie ma podłoża ideologiczno-religijnego. W pewnym stopniu podziwiam tych wszystkich ludzi, ich pielgrzymkę, chęć duchowej odnowy. Wiadomo w takiej masie ludzi zdarzają się różni ludzie, ale uciekając od uogólnień sama idea mi imponuje. Myślę, że chodzi tu raczej o niechęć estetyczną. To wspólne śpiewanie, głośne modły, gesty na pokaz - jest dość odległe od mojej wrażliwości religijnej. Od zawsze unikałem wspólnotowych klimatów i tak mi zostało.

      W szerszej perspektywie myślę, że chodzi jednak i o coś więcej. Te miliony ludzi przychodzą na Jasną Górę, a nie do Częstochowy. Miasto jest tylko dodatkiem do klasztoru. Dostarczycielem ławek, krawężników, trawników, miejsc gdzie można przysiąść i odpocząć. Niczym więcej. I to jest przykre.

      Chciałbym być dobrze zrozumianym: wiem, że Częstochowa bardzo wiele zawdzięcza Jasnej Górze. Nawet nie próbuje sobie wyobrazić miasta bez niej. Ale w takie dni jak dziś, widzę jak Częstochowa nie może wyjść z jej cienia. I zostaje coś w głowach władz, ale też zwykłych, szarych mieszkańców: jesteśmy miastem jednej atrakcji, wioską przy klasztorze. A na to zgody nie powinno być. Dlatego wole posiedzieć w domu. Oddać na tą krótką chwile przestrzeń pielgrzymom i zbierać siły. Bo oni zaraz uciekają, a my zostajemy z naszym miastem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „MIASTO W CIENIU ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      sobota, 15 sierpnia 2009 14:55

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR