CZĘSTO LOVE CHOWA

miejsca kultu

  • poniedziałek, 10 marca 2014
    • TRIBUTE TO OKF

      Jutro częstochowski OKF kończy 25 lat. Taka historia! Jubileusz radosny i ważny. Od dawna na lewo i prawo opowiadam, że nie wyobrażam sobie tego miasta, bez tego kina – zatem jako prawdziwy fanboy z okazji jubileuszu postanowiłem wysmażyć notkę.

      OKF szykuje na święto różne tam drobne smakołyki. Jutro przy kasie mają bonusy wszyscy urodzeni tego samego dnia, czyli 11 marca. W sobotę czeka nas pokaz pakietu 5 filmów za 25 złotych. Podobno takich przyjemności wciągu roku ma być jeszcze więcej. Przede wszystkim jednak OKF zbiera wspomnienia. Do 31 sierpnia, każdy widz będzie mógł nadesłać trochę ciepłych słów, sentymentalnych anegdotek i takich tam. Wspomnienia wylądują TU, a wśród uczestników zabawy rozlosowane zostaną karnety.

      Miło się te wspomnienia czyta. Sławek pięknie napisał. Ja tak ładnie nie potrafię, dlatego nie będę się oficjalnie wyrywał, ale nieoficjalnie na blogu sobie nie odmówię.

      Nie pamiętam swojego pierwszego filmu w OKF... Pamiętam za to wizytę, która odmieniła moje postrzeganie tego miejsca, moje myślenie o kinie w ogóle. Od tamtego momentu sztuka filmowa stała się zdecydowanie czymś więcej niż tylko rozrywką. To była końcówka lat 90., dokładnej daty nie pamiętam, ale chodziłem jeszcze do liceum. Któryś kumpel namówił mnie na przegląd filmów Davida Lyncha. Pamiętam, że karnet zrobił porządną dziurę w moim młodzieńczym budżecie. Jednak zdecydowanie było warto. Pierwsza była „Głowa do wycierania” - mam teorię, ze to właśnie ten obraz zwichrował moją osobowość. Podczas seansu gapiłem się w ekran jak zaczarowany, za to wyszedłem z kina zły i zniesmaczony. Pytałem się: co to było? Po co to było? Ale debiut Lyncha nie dawał mi spokoju. Męczył i siedział z tyłu głowy. Tak że kilka dni później jak już przegląd się skończył, byłem już wielkim fanem tego obrazu. A to był dopiero początek: „Człowiek Słoń”, „Diuna” (zdaje się w tej dłuuugasnej wersji), „Blue Velvet”, „Dzikość Serca”, „Twin Peaks. Ogniu krocz za mną”. Bardzo skondensowana dawka, dość wymagającego kina. Czy była już tam wtedy w zestawie „Zagubiona Autostrada”? Chyba tak, ale do końca nie pamiętam.

      Filmy były puszczane w pakietach po dwa, a to nie są krótkie filmy i była to jeszcze w OKFie epoka starych niewygodnych foteli. Z sali wychodziło się zarówno obolałym fizycznie jak i psychicznie. Ale za to wychodziło się w pełni szczęśliwym. To wtedy nauczyłem się, że w kinie ważna jest atmosfera, skupienie i twórczy odbiór. To w OKFie przekonałem się, że filmy powinny pytać, męczyć, ranić, nie dawać spokoju! Powinny być zdecydowanie czymś więcej, niż tylko miłym tłem do konsumowania popcornu i coli. Jest okazja więc oficjalnie chciałem OKFowi podziękować za tamten przegląd i ważną lekcję jak należy odbierać Kulturę. OKFie trwaj wiecznie!

      Od Lyncha się zaczęło i potem już wpadłem w sidła. OKF stał się kierunkowskazem, co warto oglądać, czego warto spróbować. Tak jest do dzisiaj. Jestem częstochowianinem, ukształtował mnie OKF – myślę, że wiele osób podpisałoby się pod takim hasłem. Ja się podpisuję!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „TRIBUTE TO OKF”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 marca 2014 11:29
  • środa, 06 lipca 2011
    • RYNEK ŚW. JAKUBA

      W ostatnim numerze Alei3 jest bardzo ładny tribute to Plac Biegańskiego. Czytam sobie kolaż wspomnień o tym miejscu, jego historii, przemianach, i tak mnie naszło, że ja postrzegam je bardzo na zimno. Załapałem się na okres bylejakości placu Biegańskiego i taki utrwalił mi się w głowie.

      Szukam jakiś wyraźnych, naładowanych emocją wspomnień i przychodzi mi to z ogromnym trudem. Jakieś odległe odbicie tłumu ludzi podczas wyścigu kolarskiego w dzieciństwie, wielka choinka na Boże Narodzenie, średnio fajne koncerty, tablice z przygnębiającymi twarzami przed każdymi wyborami, ostatnio "Kura w akcji". Chyba tyle. Ten plac nigdy jakoś nie wydawał mi się centrum życia miasta.

      Na zimno też podchodzę do toczącego się właśnie remontu. Podobno są tacy, którzy uważają, że nowy wygląd Biegana to będzie zbrodnia na mieście. Nie potrafię tego ocenić, ale myślę, że brzydziej niż było, raczej nie będzie. Wiadomo, że fajnie, gdyby udało się pod nim zbudować wielki podziemny parking i galerie handlową, ale to zawsze była tylko strefa marzeń. Oczywiście mam trochę obaw, że pod ratuszem będzie od teraz przeraźliwie pusto i tylko wiatr sobie pohula. Ale przecież wcale nie musi tak być. W centrum miasta powstanie nam duża, otwarta przestrzeń która, aż sama będzie się prosić o wykorzystanie. Sceptycy mówią, że to będzie plac wykorzystywany trzy razy do roku przy okazji jakiegoś koncertu. Może i tak być. Ale ja bym chciał, żeby „trwał tam karnawał” cały rok.

      Znaczy nie proponuje formuły „koncert każdego dnia”, raczej trwałe wylanie tam sztuki najnowszej. Miałem nawet taki pomysł, by zrobić akcję walki o urządzenie „ulicznej galerii sztuki współczesnej” w tym miejscu. Wiecie: instalacje, rzeźby, happeningi, performance. Miasto oszczędza, ale może udało by się jednak znaleźć fundusze na zaproszenie uznanych polskich twórców. A byłoby w kim wybierać. Jeśliby się udało, fajna nowa wizytówka miasta by powstała. Taka nieoczywista. Chciałem pisać listy otwarte, słać pisma, organizować akcje artystyczne, szeptane prowokacje. Po chwili namysłu stwierdziłem jednak, że aktualnie nie jestem chyba najlepszą wizytówką takiej inicjatywy. Więc odpuściłem.

      Wciąż mam jednak w głowie obrazek pielgrzymek, które chciał czy nie chciał, zwiedzają tą zewnętrzną galerię i chłoną sztukę współczesną. W ten sposób, ta artystyczna ekspozycja miałaby chyba najlepszą frekwencję w kraju. Fakt, głównie w sierpniu, ale zawsze.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „RYNEK ŚW. JAKUBA ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 06 lipca 2011 11:00
  • wtorek, 28 czerwca 2011
    • LEGENDA MIEJSKA

      „Dawno, dawno temu, Tam Tam na białych skałach, pośród lasów, było sobie miasto zwane Częstochowa. Spokój mieszkańców zakłócały baboki z puszczy aniołowskiej. Były to motylarne kury i monstfuralne muchy. Miastem rządził król Magistrat, który nie mógł sobie z nimi poradzić.

      Przed wieloma laty podpisał cyrograf z Czartem. W zamian za zapewnienie bezpieczeństwa, król Magistrat spełnić miał jedno zadanie Czarta. Od tego momentu, w mieście zapanował ład, porządek i dostatek. Natomiast o Czarcie słuch zaginął.

      Latem w mieście nastały jeszcze radośniejsze czasy. Królowa urodziła śliczną córeczkę – Marysie. Z tej okazji król przygotował wielkie frytkobranie. Do Częstochowy zjechali grajkowie, muzykanci, teatrzyki i cyrkowcy. Zabawa trwała w najlepsze, kiedy nagle wśród ognia i dymu pojawił się Czart! Przypomniał królowi obietnicę sprzed lat i zażądał od króla oddania małej królewny. Mimo rozpaczy królowej oraz błagań króla, Czart zabrał Marysię i zamknął ją w strzelistej wieży.

      Rozpacz królowej Liszki była tak wielka, że z łez przez nią wylanych powstała rzeka Warta. Do pałacu króla przybył Hieronim – leśny dziad mieszkający w puszczy aniołowskiej. Obiecał królowi, że pomoże mu uwolnić Marysię. Zaczarował sześć Dzikich gołębi, które miały ją odnaleźć i sprawować nad nią opiekę.

      Lata mijały, a Marysia dorastała w zamknięciu pod opieką niani oraz zaczarowanych gołębi. Opiekunka kochała królewnę jak własną córkę i z całego serca pragnęła jej szczęścia. Wiedziała, że największym marzeniem Marysi był powrót do rodziców, wiec w dniu ósmych urodzin dziewczynki, niania wręczyła jej prezent -zaczarowany lampion. Dzięki niemu los królewny miał się odmienić. Późnym wieczorem Marysia postanowiła zapalić lampion, niestety nie miała czym. Z pomocą przyszedł jej najbardziej Dziki gołąb, który przyleciał z zapałkami. Marysia zapaliła lampion i w cudowny sposób znalazła się w pałacu Króla.

      W mieście nastąpiła wielka radość. Rodzina znów była w komplecie. Życie wróciło do normy, Marysia poznawała miasto, które znała tylko z gołębich opowieści. Źródełko w Alei Jaskółczego Ogona stało się jej ulubionym miejscem zabaw.

      Pewnego razu radosny śmiech dziewczynki usłyszał Czart, który w tym czasie zaczepiał w parku starsze panie. Zakradając się, po cichutku, na kopytkach, rzucił na nią urok, zamieniając Marysię i gołębie w posag. Wymyślił sposób by kara była jeszcze bardziej dotkliwa. Czart regularnie posyłał swoje baboki, aby polowały na gołębich przyjaciół dziewczynki. I tak w tajemniczych okolicznościach królewna traciła swoich ptasich towarzyszy. Szczęśliwie, zawsze do niej wracali.

      Czart nie wiedział, ze dziad Hieronim pokrzyżował mu szyki. Hieronim sprawił, że jest jeden sposób na odczarowanie Marysi. Każde dziecko mieszkające w Częstochowie musi chociaż raz chwycić rękę dziewczynki. Kiedy ostatni z was dotknie jej dłoni, Marysia znów będzie mogła bawić się razem z wami… a czy Ty jesteś jeszcze dzieckiem?”

      Bajka o tym, jak posąg Marysi znalazł się w Alei Jaskółczego Ogona.

      Przygotowana przez stowarzyszenie CZ-ART, na potrzeby instalacji świetlnej, eksponowanej podczas 8 edycji „Jaśnie Oświeconej” Nocy Kulturalnej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 czerwca 2011 08:18
  • środa, 15 czerwca 2011
    • FRYTKA OFF – KONDUKTOROWNIA ON

      Przy tym całym około-frytkowym zamieszaniu, warto chwile pomyśleć o Konduktorowni. W zeszłym tygodniu, aż miło było spacerować w jej okolicach i napawać się niecodziennym widokiem. Wczesne popołudnie, a tam tętni życiem. Tu ktoś tańczy, tam żongluje, tu street art’owy ferment, tam teatralne wprawki. Teren pod dyktatem młodych ludzi i ich twórczej energii. „Konduktorownia is still alive” - aż chciałoby się znów zakrzyknąć. Szkoda, że to tylko tak na okazję Festiwalu. Po nim zapewne wróci smutna codzienność. Czyli siedziba częstochowskiej Zachęty w stanie permanentnego uśpienia, przerywanego z rzadka jakimś wernisażem. A tak chciałoby się, by wreszcie udało się przełamać negatywną karmę tego miejsca.

      Tyle razy pisałem już o Konduktorowni, że ktoś mógłby uznać, ze prowadzę tu jakąś propagandę nienawiści. Ale to zupełnie nie tak. Po prostu jakoś uwiera mnie fakt, że to miejsce nadal jest raczej wyrzutem sumienia, niż tętniącym życiem ośrodkiem kulturalnym. Zimno tam, pusto i smutno. Od czasu do czasu jest trochę radości z okazji kolejnego wernisażu, a potem znów cisza. Bo nadal obowiązuje zasada: nie uda Ci się być na otwarciu, masz małe szanse zobaczyć wystawę. Niby teoretycznie są jakieś godziny otwarcia, ale ja po kilku razach gdy odbijałem się od drzwi, przestałem nawet próbować dostać się tam w innych terminach.

      Wiadomo sytuacja nie jest prosta, wszystko rozbija się o fundusze. Co prawda nie słychać już głosów, że Konduktorowni grozi zamknięcie, ale nie znaczy to, że jest dobrze. Brak kasy i pomysłu jak o nią zawalczyć to początek, od którego sypie się cała reszta. Nie ma koncepcji na Konduktorownie. Nie ma planu na jej rozwój. Nie do końca nawet wiadomo jak rodzaj twórczości jest jej priorytetem. Ale przede wszystkim brak jest promocji. Na przykład od czasu do czasu w siedzibie Zachęty odbywają się jazzowe koncerty. Niestety wiedzą o tym tylko najwytrwalsi tropiciele kalendarium kulturalnego Częstochowy.

      Dlatego Frytka OFF była dla Konduktorowni jak zastrzyk adrenaliny prosto w serce. Tygodniowe warsztaty teatralne, graffiti, cyrkowe i breakdance, wreszcie wykorzystały tę przestrzeń z należytą intensywnością. I okazuje się, że to miejsce ma więcej do zaoferowania, niż wernisaże, na których poważni państwo chodzą i kontemplują dzieła sztuki (nie ujmując nic takiej formie uczestnictwa w kulturze). W zeszłym tygodniu, od godziny 14 do 20, siedziba Zachęty była jak wulkan, który za chwile ma wystrzelić energią, kreatywnością i twórczym działaniem. Aż mnie tam ciągnęło, żeby popatrzeć jak tam obiecująco się wszystko gotuje i buzuje.

      Podobnie było na samym festiwalu. Koncerty gwiazd polskiej alternatywy, na drugi dzień namiot z muzyką elektroniczną. I przede wszystkim tu było centrum dowodzenia. Serce i płuca Frytki OFF. Konduktorownia ponownie znalazła się na eksponowanym miejscu w częstochowskiej kulturze. A doszły mnie słuchy, że nie wszystkim podobało się takie zaangażowanie Zachęty we Frytkę. Że niby to świątynia sztuki, sacrum i tym podobne srere morele… Mam nadziej, że to tylko plotki.

      Konduktorownia pełna życia. Konduktorownia w centrum wydarzeń. To widok na który czekałem i którego chciałbym doświadczać już zawsze. Niestety pozostaje pytanie: co po Frytce? Racjonalny umysł posuwa pesymistyczne scenariusze, ale ja na przekór wole pomarzyć. Że oto artystyczny ferment prawem zasiedzenia (tydzień niby krótko, ale liczy się intensywność) postanawia osiąść tam na stałe. Nie tylko epizodycznie. I oto mamy miejsce gdzie sztuka wysoka spotyka się z tą młodą, nieuchwytną i nieprzewidywalną. Gdzie dyskutują i mieszają różne lokalne środowiska artystyczne. A brak kasy jest inspiracją do kreatywnych, wspólnych działań, a nie tylko śmiertelną chorobą.

      Naiwne marzenia? Może. Ale kiedyś Frytka OFF też była tylko naiwnym marzeniem. Dwa lata temu nie postawiłbym złamanego grosza na to, że w Częstochowie możliwy jest taki Festiwalu Kultury Alternatywnej. A jednak właśnie miał on miejsce. Zatem ja wole pomarzyć na przekór zdrowemu rozsądkowi.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „FRYTKA OFF – KONDUKTOROWNIA ON ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 15 czerwca 2011 09:13
  • czwartek, 09 czerwca 2011
    • KRÓTKA DEPESZA OD GENERAŁA

      Się nasłuchałem z różnych stron historii o nowych szatach Wilii Generalskiej. Że pełno niedoróbek, że przestrzeń raczej biurowa, niż miejsce na centrum kultury itd. Nie mówiąc o tym, że sam już mirmiłowałem trochę na Centrum Promocji Kultury Młodych, które tam powstaje. Jednym słowem, się już na starcie źle nastawiłem A to nie można tak. Z pewnością nie jest to droga do pokochania Częstochowy.

      Zatem zrobiłem sobie tabula rasa i postanowiłem się wybrać na miejsce z tajną misją. Wyczytałem w gazecie, że tam już otwarte, zatem bez ociągania ruszyłem. Los mi sprzyjał bo okazało się, że właśnie trwają tam obrony studentów Instytutu Plastyki z AJD (których wystawa prac zainaugurowała działalność tego miejsca), więc łatwo wmieszałem się w "tłum". Teraz się zastanawiam, czy fakt ten nie zaburzył trochę moich badań: może gdyby nie było akurat obron to odbiłbym się od zamkniętych drzwi. Ale to najwyżej sprawdzi się jeszcze dostępność tego miejsca, jakąś podwójna ślepą próbą, albo co.

      W każdym bądź razie pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Will Generalska ma swój potencjał, swój klimat. Specyficzny układ pomieszczeń, wąskie klatki schodowe, miejsca pełne światła i schowane w cieniu. Przekradałem się od pokoju do pokoju i już oczami wyobraźni widziałem, jak fajnie można by zagospodarować tu każdy fragment przestrzeni: ściany, sufity, podłogi. Może nie da się tu robić wielkich imprez z ogromnym rozmachem, ale jako centrum zarządzania kulturą młodych, kulturą niezależną - miejscówka genialna. Jest tam jakaś dusza. Teraz tylko umiejętne ją wykorzystać... No ale miałem dziś nie marudzić [kocham swoje miasto, kocham swoje miasto]

      Sama wystawa specyficzna. Trudno ją oceniać całościowo, bo to prace różnych osób na różnym poziomie. Wiadomo klucz jest tu rocznikowy i uczelniany. Trzeba potraktować to jako formę motywacji dla młodych artystów, a nie estetycznej uczty. Mnie się parę rzeczy podobało, parę nie - lecz ogólnie myślę, że to dobre miejsce na obrony plastyków. Więc inauguracja CPKM raczej na plus. Oczywiście chciałoby się czegoś bardziej twórczego, widowiskowego, rozpalającego wyobraźnię na start - no ale jak już pisałem, miałem nie marudzić. [z tego powodu nie wspomnę również, ze oferta tego miejsca na noc kulturową zapowiada się wyjątkowo skromnie. Jeden slajdshowł?ja nic więcej w programie nie znalazłem].

      Na koniec przydała by się jakaś puenta. No to może tak: fajnie się czułem w Willi Generalskiej. Chciałbym tam bywać częściej, tzn. chciałbym żeby były powody, by tam regularnie zaglądać. A zależy to wszystko od czynnika ludzkiego. Trzymam zatem kciuki i składam ofiary pod rzeźbą Częstocha, by właściwe osoby znalazły się na właściwym miejscu. I to miejsce rozkwitło. Żeby było normalnie, a nie tak jak zawsze.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „KRÓTKA DEPESZA OD GENERAŁA ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      czwartek, 09 czerwca 2011 11:40
  • środa, 01 czerwca 2011
    • ANIMACJA I ZNIECHĘCENIE

      Ze smutkiem podglądam jak projekt G18 znika z horyzontu. Szkoda bo plany byłe ambitne, otwarcie huczne i perspektywy niezłe. Jednak jak szybko błysło, tak szybko zaczęło gasnąć. Wystawa, koncert, seans filmowy –trochę mało jak na pierwsze dwa miesiące działalności. W końcu start to okres gdzie powinno promować się najlepszymi pomysłami, działaniami, by wyrobić sobie markę.

      Cały czas miałem jednak nadzieję, że w końcu to miejsce zaskoczy. Ruszy pełną parą. Jak już kiedyś pisałem – bardzo potrzeba takiego centrum kultury niezależnej w mieście. Więc kibicuje.

      Dziś jednak przeglądam internety i trafiam na tekst, w którym czytam : „Młodzi Częstochowy nie reagują na propozycje i swoją postawą potwierdzają, że nic się nie dzieje... G18 w opałach.” Aż mi się wszystko zlało do środka. Jak to?

      Okazuje się bowiem, że moje wyobrażenie tego miejsca, nie pokrywało się z wyobrażeniem gospodarzy. „Założeniem było zaoferowanie młodym, często nie mającym możliwości ludziom, warunków, w których mogliby tworzyć i się rozwijać. Mimo początkowego entuzjazmu lokalnych dojrzewających artystów przestrzeń pozostaje nadal niewykorzystana…” Czyli wychodzi na to, ze chodzi głównie o udostępnienie przestrzeni. To chyba słaba strategia w naszym mieście. Częstochowę trzeba obudzić, trzeba zapalać do działania, inspirować, dodawać śmiałości. Wyciągać ludzi z domów poprzez mozolne i konsekwentnie działania kulturalne. Postawa my mamy miejsce, wy dawajcie pomysły – to zdecydowanie za mało. Żeby taka inicjatywa jak G18 zaskoczyła trzeba ją najpierw wypromować. Wpompować w nią masę własnej energii i kreatywności. Jak inni zobaczą, że hula to chętniej się podłączą.

      Wiem, łatwo mi o tym pisać gdy wygodnie siedzę sobie za klawiaturą i sam właściwie nie robię nic. Rola internetowego marudy niewiele kosztuje. Zatem żeby była jasność: mam autentyczny szacun do chłopaków, że znaleźli to miejsce i wpadli na pomysł, żeby akurat tak je wykorzystać. Ale nie mogę pozbyć się wrażenia, ze gdzieś po drodze zabrakło konkretnej strategii dla G18. Zabrakło działania animacyjnego.

      Najgorsze, że minęło zaledwie dwa miesiące działalności a już pojawił się artykuł, który brzmi jak wywieszenie białej flagi. Że oto znów lokalne malkontenctwo stłamsiło świetną inicjatywę. Nie za wcześnie trochę. G18 nadal jest właściwie w okresie niemowlęcym, więc wszystko da się jeszcze zgrać, skorygować. Frycowe płaci każdy. Pozostaje tylko pytanie: czy G18 chce się jeszcze chcieć?

      źródełko

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „ANIMACJA I ZNIECHĘCENIE ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 01 czerwca 2011 10:00
  • czwartek, 26 maja 2011
    • JUVE, JUVE, JUVENALIA - KTO NIE PIJE TEN KANALIA

      Próbuję napisać tą notkę od kilku dni, ale jakoś nie potrafię dobrze poukładać sobie wszystkich myśli.

      Punktem wyjścia jest powracający jak bumerang temat „koniec z prohibicją na ul. Dekabrystów”. Który oczywiście także pojawił się przy okazji tegorocznych juwenaliów. Sama prohibicja jest jednak nudna – bo o czym tu właściwie dyskutować? To jest dziwny, sztuczny zakaz, który zarżnął parę knajpek i legendarny klimat tego miejsca. Są inne metody prewencyjnie przed hałasami i rozróbami, niż szlaban na koncesje alkoholowe.

      Dużo ciekawszy jest temat samego miasteczka akademickiego. Tu jest źródło problemów, które doprowadziły do prohibicji. I wielu innych przy okazji też.

      Tak naprawdę to żal mi częstochowskich studentów. Ktoś kiedyś postawił akademiki w samym środku dużego osiedla i tyle. Ot jak kilka kolejnych wieżowców. Zupełnie bez architektonicznego planu, nie uwzględniając funkcji jakie te budynki mają właściwie pełnić. Zazwyczaj akademiki budowane są gdzieś trochę na uboczu, przestrzeń wokół niech często tworzy na wpół zamkniętą enklawę. Jest to jasny komunikat wysyłany przez urbanistę: to jest miasteczko akademickie, to teren należący do żaków, ktokolwiek tu wchodzi robi to na własną odpowiedzialność.

      W Częstochowie studenci nie mają co liczyć na odrobinę prywatnej przestrzeni. Jak obce ciało są wszczepieni w tkankę mieszkalnego osiedla. Nie powinny więc dziwić konflikty miedzy nimi a innymi mieszkańcami. I właściwie żadna ze stron tak do końca nie jest winna.

      Czy da się coś z tym stanem rzeczy zrobić? Chyba nie. Nie ma szans by wokół naszych akademików stworzyć teraz miasteczka z prawdziwego zdarzenia. Tkanka miasta zarosła już zbyt gęsto. Przenieść akademiki gdzieś indzie? To chyba inwestycja zdecydowanie przerastająca częstochowskie uczelnie. Mamy więc pata.

      Z czym jeszcze kojarzy mi się hasło: miasteczko akademickie? W sposób oczywisty z klubami studenckimi, z akademickimi centrami kultury i różnymi zakręconymi inicjatywami. I znów mi żal naszych studentów. Słabnące na zdrowiu kluby „Filutek” i ”Rywal” ostatecznie zarżnęła prohibicja. Natomiast jak funkcjonuje ACK Politechnik, chyba nie muszę opowiadać. Już nawet nie marzę o działających w jego ramach studenckim radio czy prasie. Tam nawet jakiegokolwiek wydarzenia studenckiego trudno szukać.

      Oczywiście to nie tak, ze brak akademickiej infrastruktury, w całości odpowiada za stan żakowskiej kultury. Studenci powinni być akurat tą częścią społeczeństwa, która sprytem i brawurą pokonuje wszelkie niedogodności. Ale może gdyby to wszystko było lepiej ze sobą zgrane, lepiej funkcjonowało to inspirowałoby do jakiś kulturalnych/ społecznych studenckich działań.

      I tak oto dobrnęliśmy do puenty: Koniec prohibicji na dekabrystów – oczywiście TAK! Ale co dalej?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „JUVE, JUVE, JUVENALIA - KTO NIE PIJE TEN KANALIA ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      czwartek, 26 maja 2011 13:35
  • czwartek, 12 maja 2011
    • MERKURY NIEPOKONANY

      Tak to jest zaprosić do miasta kogoś z boskiego panteonu, to potem nie sposób go ruszyć. Częstochowski Merkury, gdy powstawał w 1975 r., był gwiazdą. Niestety szybko i brzydko się zestarzał, podobnie jak cała socrealistyczna estetyka. Został klasycznym „strachem miejskim” i nawet wygrywa różne plebiscyty w tej kategorii.

      A miało być tak pięknie, gdy obiekt został w 2006 r. kupiony przez polsko-amerykańską spółkę. Galeria Częstochowa, perła architektury, estetyczna wizytówka… itd. Wygoniono kupców, którzy tam handlowali i już, już miała się zacząć rozbiórka. Od tego czasu można śledzić tylko różne tytuły prasowe: „ Merkury straszy i czeka na wykonawcę”, „Merkury rośnie – na papierze”, „DH Merkury nie do ruszenia”, „Merkury stoi, straszy i straszyć będzie”. Zmieniały się terminy, plany i pozwolenia na budowę. Aż w końcu ktoś przyznał, że nie zmieni się nic. Podobno kupcy już szykują się do powrotu, a znając życie to gmach nie doczeka się nawet drobnego liftingu.

      Merkury nie dał się ruszyć. Chwała lokalnym bohaterom!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 maja 2011 12:13
  • poniedziałek, 09 maja 2011
    • CENTRUM PROBLEMÓW Z MŁODĄ KULTURĄ

      Z młodymi to jest tylko kłopot. Rozwydrzeni, kapryśni, nie przewidywali. Nie mieszczą się do segregatorów. Zamiast grzecznie chadzać do filharmonii i na odczyty patriotyczne to tylko narzekają, że w nocy w mieście nic się nie dzieje. Należałoby takich trzymać w zamkniętych internatach i wypuszczać dopiero gdy przemienią się w klasę znudzonych urzędników po czterdziestce.

      Częstochowa ma znów problem z młodymi. A dokładnie z Centrum Promocji Twórczości Młodych. Ktoś kiedyś wpisał taki byt do wniosku o unijne pieniądze na remont Wilii Generalskiej i teraz trzeba nieść ten krzyż. O jakie nieszczęśliwe jest Muzeum Częstochowskie, o jakie nieszczęśliwe jest całe miasto. Żal pomieszczeń, żal kadry – no bo właściwie po co komu twórczość młodych. Nie ma jednak wyjścia trzeba coś zrobić (o zgrozo 5 lat! trzeba będzie to robić). Ale jak tu podejść do młodych żeby nie ugryźli? Najbezpieczniej będzie nie wychylać się, panie z działu edukacji MCz zrobią kilka imprez dla dzieci i już będzie czym się pochwalić UE.

      Ech. Jak się temu przyglądam to mi wszystko odpada. Nikt nie widzi tu szansy, by zacząć budować jakiś zalążek instytucji wspierającej młodą kulturę w mieście. Większość tak jak redaktor Piersiak martwi się, ze biedne muzeum ma zbędny balast. A czy naprawdę najważniejsze są formalne relacje władzy? Czy to potencjalne CPTM nie mogłoby funkcjonować w miarę niezależnie w ramach muzeum przez te wymagane 5 lat? A później jeśli projekt by wypalił to odłączyłoby się te dwie instytucje, zaś jeśli nie, to bez sentymentów narośl odcięło. Próbowaliśmy, nie udało się, trudno.

      Czy to naprawdę taki kłopot znaleźć dwie kompetentne osoby, które wiedzą o co chodzi w młodej kulturze, i dać im pole do popisu? Miasto ma legion urzędników, tacy animatorzy kultury nie byliby zapewne jakimś wielkim dodatkowym obciążeniem. Jeśli byłaby przychylność miasta i muzeum to mogłoby się udać. Młodzi szukają miejsc na próby teatralne, wystawy, koncerty. Często mają pomysły i nie wiedzą do kogo się zwrócić. Gdy kiedyś usłyszałem o projekcie CPTW, zamarzyło mi się właśnie takie miejsce, które z jednej strony pomagałoby przy takich fundamentalnych problemach, a z drugie organizowało imprezy, które mają pokazać co się w twórczości młodych dzieje się w kraju. Tak w ramach inspiracji.

      Wiadomo, że kultura młodych w Częstochowie znajduje się w wielkim kryzysie i nie zmieni się to z dnia na dzień. Ale dobre rozegranie sprawy CPTM, mogłoby być krokiem we właściwą stronę. No ale jakoś nie mogę się pozbyć przekonania, że dziś i w tym miejscu to się nie uda. Szkoda.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „CENTRUM PROBLEMÓW Z MŁODĄ KULTURĄ ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 maja 2011 10:00
  • wtorek, 28 grudnia 2010
    • MIEJSCE DLA GENERAŁA

      źródełko

      Bardzo się cieszę, że udało się odświeżyć to miejsce. Wcześniej mijało się zawsze Wille Generalską ze smutkiem poczuciem marnowanego potencjału, a teraz wreszcie wygląda ona sympatycznie.

      Co prawda już na początku remontu obstawiałem, że na pewno wyniknie z niego akaś draka i faktycznie już się robi hałas. Ale to prawo ogólne – publiczne remonty zawsze kończą się mniejszą lub większą draką. Przyzwyczaiłem się.

      W tym wszystkim najbardziej mnie ciekawi co tam właściwie będzie się mieścić. Trochę szkoda by Willa było wykorzystana tylko na Ośrodek Dokumentacji Dziejów Częstochowy i siedzibę dyrekcji muzeum, a tej ostatniej chyba nie spieszno dzielić się nową miejscówką z Ośrodkiem Promocji Twórczości Młodych.

      I tak dotarliśmy do największej tajemnicy: cóż to właściwie za twór ten Ośrodek Promocji Twórczych Młodych? Trochę się boje, że na razie jest tylko nazwa – a treść będzie się później składać na chybcika.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „MIEJSCE DLA GENERAŁA”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 grudnia 2010 08:21

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR