CZĘSTO LOVE CHOWA

Wpisy

  • piątek, 01 lipca 2011
    • SUMMER REMAINS

      Moja emo teza, że oto skończył się czerwiec i w mieście czeka nas nuda, została błyskawicznie sfalsyfikowana. Z czego należy się tylko cieszyć. W pierwszy weekend lipca przenosimy swoją uwagę na Promenadę gdzie rozpoczyna się będzie druga edycja akcji „Zostań na pokładzie, baw się na promenadzie” (a gdyby liczyć „bujanie miastem” to już prawie trzecia).

      To taki pomysł UM na rozrywkę latem i wykorzystanie odświeżonego amfiteatru. Pomysł zacny i bardzo potrzebny, ale jakoś do tej pory nie budził moich większych emocji. Doceniałem, że tworzy się miejsce, gdzie lokalni twórcy mogą występować, a nawet chwaliłem tą trudną pracę u podstaw. Zawsze jednak okazywało się, ze mam zbyt ciężkie cztery litery, by się ruszyć i powspierać tą inicjatywę swoją obecnością. Tym razem chyba jednak nie będę miał wyjścia.

      W najbliższej rockowej odsłonie akcji, jako gwiazda wieczoru, po lokalnych składach, wystąpi D4D (dawne Dick4Dick). Naprawdę. Nie żartuje. Chłopaki dziś grają na Hainekeinie a jutro u nas.

      Brawo za pomysł, by do przeglądu lokalnych artystów, dorzucić magnes w postaci kapeli z pierwszego szeregu polskiego grania. Dawno mi się marzyła taka formuła, przy okazji różnych inicjatyw, i wreszcie się doczekałem. Jupi! D4D na letniej imprezie częstochowskiego UM. Szok!

      Co do samych Dicków, to ścieżka którą podążają wprawia mnie w totalne zadziwienie. Jeszcze tak do końca nie przyzwyczaiłem się do stylowej rewolucji przy okazji zmiany składu i świetnej płyty „Summer Remains”, a tu kolejny wstrząs w postaci „Who's Afraid of?” . jest bardzo tanecznie, elektronicznie i zupełnie nie do poznania. Przemiana niesamowita i z pewnością warto przyglądać jej się z bliska. Byle tylko pogoda dopisała.

      A za 2 tygodnie LUC na zaproszenie GM. Ludzie co się dzieje? Jeszcze do tego dojdzie, że trzeba będzie odwiesić na kołek gębę lokalnego malkontenta.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „SUMMER REMAINS”
      Tagi:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 01 lipca 2011 11:05
  • czwartek, 30 czerwca 2011
    • FIGHT THE POWER

      Miło było obejrzeć sobie film w sympatycznym towarzystwie, po dłuższej przerwie. Nawet gdy zdradziliśmy surrealizm, na rzecz kina zaangażowanego społecznie. No ale tak czułem, że w końcu przyjdzie czas na Spike Lee i jego „Do The Right Thing”. W końcu jak to już gdzieś pisałem, to ścisły top mich filmowych rankingów.

      Dlaczego? Nie potrafię tego jednoznacznie uzasadnić. Pewnie decydujący jest tu jakiś czynnik czysto subiektywny, emocjonalny. Ale bezsprzecznie nikt tak jak Spike Lee nie potrafi opowiadać o problemach rasowych w Ameryce. Jestem dzieckiem ery telewizji ,więc to jego filmy jako pierwsze tłumaczyły mi czym naprawdę jest rasizm i jak wielowarstwowe są relację społeczne w Stanach. Oczywiście jest to wiedza popkulturowa, ale stanowi świetną trampolinę do poważniejszych źródeł.

      Poza tym „Do The Right Thing” to popis znakomitego filmowego warsztatu. Uwielbiam ten obraz estetycznie: te barwy, ujęcia, muzykę, niezwykłe tempo. Zupełnie jak pamiątkowa widokówka z dzieciństwa w Brooklynie, którego nigdy nie przeżyłem.

      Jest też tam kilka scen które głęboko siedzą w mojej głowie:

      Mooki tłumaczący Pino, że wszyscy jego idole są czarni i on z pewnością też podświadomie chciałby być czarny.

      Radio Raheem opowiadający historie o Miłości i Nienawiści.

      Chłopak w koszulce Larrego Birda depczący po białych jordanach Buggin’ out’a

      Niepohamowany strumień rasistowskich wyzwisk w wykonaniu różnych postaci.

      Czarna młodzież bawiąca się hydrantem i atakująca wodą bogatego białasa w wypasionym kabriolecie. Scena ta ma swoje krzywe odbicie pod koniec filmy, gdy biali strażacy podczas zamieszek, próbują zaprowadzić porządek strumieniami wody.

      I przede wszystkim wisienka na torcie. Finał, gdy Mooki przychodzący pod zniszczoną pizzerie i żądający od Sala wypłaty. Mistrzostwo Świata.

      Czasem wystarczy tak niewiele środków, by powiedzieć tak wiele. Spike Lee mówi o rzeczach trudnych, unikając banału. U niego nienawiść i przemoc zjawiają się nagle, gwałtownie. Choć właściwie buzują, gdzieś pod cienką warstwą lukru, przez cały film. A samej erupcji nikt nie jest winien. Winni są wszyscy. Winny jest niesamowity upał.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 czerwca 2011 12:44
  • środa, 29 czerwca 2011
    • JAK TU TERAZ ŻYĆ?

      Z dziećmi trzeba ostro: trzymać krótko, mówić szorstko i nie pozwalać na zbyt wiele. Niech od początku dziatwa wie, że życie to nie bajka i raczej jest źle niż dobrze.

      Zawsze wydawało mi się, że takie metody wychowawcze to totalna bzdura. A teraz sam czuje się jak rozpuszczony bachor, który dostał palec, i ryczy o całą rękę. Kończący się właśnie kulturowy czerwiec w mieście, był jak to beztroskie dzieciństwo, gdy rodzice kupowali na każde zawołanie słodycze i zabawki. I to było piękne, tylko co dalej? Wakacyjny sezon ogórkowy zapowiada się jak zimny prysznic, albo gwałtowne lądowanie na betonie dorosłości. I wcale mi się to nie podoba. Ja nada chcę być trzymany pod kloszem! Uprzejmie proszę mnie wciąż rozpieszczać.

      Starałem się dużo pisać o częstochowskich, czerwcowych festiwalach i reklamować je, gdzie tylko mogłem. I byłem chyba w tym totalnie monotematyczny, bo wszędzie powtarzałem, że to najlepszy czas, żeby kulturowa tkanka miasta zaczęła się zmieniać. Bo jeśli nie teraz to kiedy?

      I dziś nie za bardzo wiem, co zrobić po takim podbijaniu bębenka. Jeśli udało się nawet zrobić wyłom w częstochowskim marazmie, to i tak na jego owoce przyjdzie nam poczekać. Takie zmiany to trudny i długodystansowy proces. A tu rozbudzony apetyt nie chce kończyć uczty. Rzeczywistość jest bezlitosna. Takiego święta kultury – duża impreza co weekend – najwcześniej można wyglądać za rok. I trzeba znaleźć strategię przetrwania tego szoku termicznego.

      Ja na razie mam syndrom odstawienia i znów mi się chce marudzić. Że w tym roku jakiś dziwny smród powstał koło Reggae Day, z powodu braku głównej gwiazdy, a Rock Fest podobno przesadził z urozmaicaniem lain-up’u. Noc Kulturalna była wyjątkowo jasnym punktem, ale czy wystarczająco jasnym? Czy udało się odgonić ciemne chmury które zbierały się nad tą imprezą od kilku lat. No i Frytka OFF która udała się znakomicie, ale przy tym wysoko zawiesiła poprzeczkę. Czy uda się powtórzyć ten sukces i rozmach w przyszłym roku bez funduszy z UE? A przydałoby się, żeby przy okazji festiwal zrobił krok na przód.

      Widzicie sami.Znów się zaczyna. A tu zamiast mirmiłować trzeba by coś zacząć cos robić.

      Uprzejmie zatem apeluje, żebyście mnie pilnowali w działaniach, co bym się łatwo nie zniechęcił. Jakiś czas temu szukałem nowej formuły dla bloga. Aktywność wychodząca poza formułę „smutnego emo”, wydaje się ciekawą alternatywą. A nuż się uda.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „JAK TU TERAZ ŻYĆ? ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 29 czerwca 2011 10:50
  • wtorek, 28 czerwca 2011
    • LEGENDA MIEJSKA

      „Dawno, dawno temu, Tam Tam na białych skałach, pośród lasów, było sobie miasto zwane Częstochowa. Spokój mieszkańców zakłócały baboki z puszczy aniołowskiej. Były to motylarne kury i monstfuralne muchy. Miastem rządził król Magistrat, który nie mógł sobie z nimi poradzić.

      Przed wieloma laty podpisał cyrograf z Czartem. W zamian za zapewnienie bezpieczeństwa, król Magistrat spełnić miał jedno zadanie Czarta. Od tego momentu, w mieście zapanował ład, porządek i dostatek. Natomiast o Czarcie słuch zaginął.

      Latem w mieście nastały jeszcze radośniejsze czasy. Królowa urodziła śliczną córeczkę – Marysie. Z tej okazji król przygotował wielkie frytkobranie. Do Częstochowy zjechali grajkowie, muzykanci, teatrzyki i cyrkowcy. Zabawa trwała w najlepsze, kiedy nagle wśród ognia i dymu pojawił się Czart! Przypomniał królowi obietnicę sprzed lat i zażądał od króla oddania małej królewny. Mimo rozpaczy królowej oraz błagań króla, Czart zabrał Marysię i zamknął ją w strzelistej wieży.

      Rozpacz królowej Liszki była tak wielka, że z łez przez nią wylanych powstała rzeka Warta. Do pałacu króla przybył Hieronim – leśny dziad mieszkający w puszczy aniołowskiej. Obiecał królowi, że pomoże mu uwolnić Marysię. Zaczarował sześć Dzikich gołębi, które miały ją odnaleźć i sprawować nad nią opiekę.

      Lata mijały, a Marysia dorastała w zamknięciu pod opieką niani oraz zaczarowanych gołębi. Opiekunka kochała królewnę jak własną córkę i z całego serca pragnęła jej szczęścia. Wiedziała, że największym marzeniem Marysi był powrót do rodziców, wiec w dniu ósmych urodzin dziewczynki, niania wręczyła jej prezent -zaczarowany lampion. Dzięki niemu los królewny miał się odmienić. Późnym wieczorem Marysia postanowiła zapalić lampion, niestety nie miała czym. Z pomocą przyszedł jej najbardziej Dziki gołąb, który przyleciał z zapałkami. Marysia zapaliła lampion i w cudowny sposób znalazła się w pałacu Króla.

      W mieście nastąpiła wielka radość. Rodzina znów była w komplecie. Życie wróciło do normy, Marysia poznawała miasto, które znała tylko z gołębich opowieści. Źródełko w Alei Jaskółczego Ogona stało się jej ulubionym miejscem zabaw.

      Pewnego razu radosny śmiech dziewczynki usłyszał Czart, który w tym czasie zaczepiał w parku starsze panie. Zakradając się, po cichutku, na kopytkach, rzucił na nią urok, zamieniając Marysię i gołębie w posag. Wymyślił sposób by kara była jeszcze bardziej dotkliwa. Czart regularnie posyłał swoje baboki, aby polowały na gołębich przyjaciół dziewczynki. I tak w tajemniczych okolicznościach królewna traciła swoich ptasich towarzyszy. Szczęśliwie, zawsze do niej wracali.

      Czart nie wiedział, ze dziad Hieronim pokrzyżował mu szyki. Hieronim sprawił, że jest jeden sposób na odczarowanie Marysi. Każde dziecko mieszkające w Częstochowie musi chociaż raz chwycić rękę dziewczynki. Kiedy ostatni z was dotknie jej dłoni, Marysia znów będzie mogła bawić się razem z wami… a czy Ty jesteś jeszcze dzieckiem?”

      Bajka o tym, jak posąg Marysi znalazł się w Alei Jaskółczego Ogona.

      Przygotowana przez stowarzyszenie CZ-ART, na potrzeby instalacji świetlnej, eksponowanej podczas 8 edycji „Jaśnie Oświeconej” Nocy Kulturalnej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 czerwca 2011 08:18
  • sobota, 25 czerwca 2011
    • PORA NA ROCK

      Jeśli dziś czerwiec i sobota to znaczy, że w Częstochowie gra muzyka! Naprawdę pięknie brzmi to hasło i aż żal, ze to ostatni czerwcowy weekend. No ale cieszmy się, póki jeszcze trwa.

      Ten szalony kulturowy maraton zamyka Rock Fest. Festiwal bliźniak Reggae Day, ale skierowany, co oczywiste, do fanów rocka. Impreza jest skomponowana według zasady: "dla każdego coś miłego". Strategia dla mnie ryzykowna, bo często prowadzi do niepotrzebnego rozwodnienia programu imprezy, no ale to dopiero wieczorem przekonamy się jakie da owoce. Nie przesądzajmy już teraz.

      Uczciwie muszę jednak przyznać, że patrząc na line-up, ja też znajduje tam dla siebie smakołyki.

      Bardzo jestem ciekaw jak na żywo brzmi muzyczne porozumienie ponad granicami spod szyldu TRES.B. Szczególnie na festiwalowej scenie. Na płycie materiał brzmi raczej jak stworzony do kameralnych klubów. Lecz już parokrotnie przekonywałem się jak złudne potrafi być takie wrażenie.

      Chłopaki z CKOD mają własnie dłuższą przerwę. Zastanawiam się na co ich jeszcze stać po nagraniu świetnego "Afterparty". No ale to zawsze są chłopaki z CKOD. Jeden z najważniejszych polskich składów początku XXI w., który totalnie miażdży na koncertach.

      No i oczywiście VOO VOO. Zespół legenda, który tak pięknie się starzeje. I nawet gdyby nie mieli tych wszystkich zasług dla polskiej muzyki i tak kochałbym ich za ten jeden kawałek:

       Zostaje zatem, żal, że mimo wszystko nie uda mi się pojawić dziś na Miejskim Stadionie. Liczę na jakieś relacje.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „PORA NA ROCK ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      sobota, 25 czerwca 2011 10:07
  • piątek, 24 czerwca 2011
  • poniedziałek, 20 czerwca 2011
    • „A TA PIOSENKA JEST ZROBIONA Z TEGO MIASTA ODPADKÓW”

      Lubię Noc Kulturalną za tą atmosferę wypełnienia. Gdy nagle Aleje zmieniają się nie do poznania. Jest gwar, tłok. Tak jakby mieszkańcy nagle odkryli, że w mieście są knajpy, kluby, kina i teatr. Szkoda tylko, że to raz w roku takie szaleństwo. Że później większość częstochowian zapomina o tych wszystkich miejscach, o tym, że w Częstochowie można się bawić po zapadnięciu zmroku.

      Lubię też noc kulturalna za to, że to impreza wielowątkowa. Jest tak dużo, różnorodnych punktów programu, że ilość możliwych ścieżek do przebycia ciąży ku nieskończoności. Dlatego każdy ma swoją noc kulturalną. Indywidualnie odkrywaną. Czuję to oglądając zdjęcia i czytając relację z tegorocznej edycji. Ja większość tych rzeczy po prostu nie widziałem, bo nawet nie próbowałem ogarnąć całości programu.

      To jest fajne, ale też powoduje skrajnie różne oceny. Bo niby wszyscy byliśmy na tej samej nocy kulturalnej, ale tak naprawdę na zupełnie innych. Dlatego będę pisał o mojej NK i nie podejmuje wyzwania ocenienia tej imprezy w całości.

      W końcu to tylko blog, który subiektywność ma wpisaną w html’a. W tym roku zacząłem Noc Kulturalną jak należy, czyli od oficjalnego otwarcia. Nasłuchałem się wcześniej niesamowitych planów na rozpoczęcie, ale byłem też przygotowany, ze z powodów finansowych nie dojdą one do skutku. Ciekaw byłem zatem jak organizatorzy poradzą sobie z tą sytuacją. Niestety poradzili sobie nijak. Puszczanie balonów z marzeniami w niebo, może nie jest złym pomysłem, ale właściwie była to osobna akcja „galerii jurajskiej”, która po prostu dołączyła się do Nocy Kulturalnej. I tak balony były z logo galerii, kartki na marzenia z logo galerii – jakoś nie czuło się, że to właśnie w ten sposób rozpoczyna się ósma edycja Nocy Kulturalnej. Gdyby jeszcze Mistrzem Ceremonii był ktoś z organizatorów… No ale najważniejsze, ze licznie zgromadzona dzieciarnia zupełnie nie zwracała uwagę na takie niuanse i bawiła się doskonale.

      Po otwarciu poszedłem polować na tramwaj. Się trochu naczekałem, bo aTrakcja miała długą trasę, ale zdecydowanie było warto. Akurat w środku grasowała Anka Biernacka zmuszająca ludzi do pisania poezji, metodą symultaniczną z wieloma niewiadomymi. I fakt, galeria na szynach była jednym z mocniejszych punktów całej NK. Genialna gadająca instalacja, świetny różowy kręgosłup, pułapki na focha oraz oprawa zewnętrzna. Jakaś radosna atmosfera tam panowała. To wszystko plus jeszcze trochę malarstwa, fotografii, grafiki, robiło wyjątkowo pozytywne wrażenie. Dodatkowo było reklamą Nocy Kulturalnej na całe miasto. Bardzo efektowną i mam nadzieję efektywną reklamą.

      fot. pjolo

      Później trafiłem na koncert Pablopavo i ludzików. W kwestii muzycznej to był mój docelowy punkt programu i nie zawiodłem się. Hip-hopowe wcielenie wokalisty Vavamuffin przekonuje, że ten gatunek nadal ma coś świeżego do zaoferowania. Warto posłuchać na żywo, bo tak brzmi to jeszcze lepiej. Pablo to doskonały tekściarz i to jego polecam gdy ktoś chce się przekonać czym jest prawdziwe urban poety. Bezwątpienia doskonale czuje on i rozumie miasto. Niestety w tym roku nie udało mi się dotrzeć na muzyczne podwórko Carpe Diem, więc nie wiem jak wypadły Apteka i Brylewski, ale Paplopavo moje muzyczne potrzeby na tą noc zaspokoił w pełni.

      Co więcej tak się w nim zasłuchałem, że spóźniłem się na przedstawienie Teatru Integracyjnego ALA. Bardzo żałuje, bo ten kawałeczek, który udało mi się zobaczyć wyglądał i brzmiał bardzo zachęcająco. No ale cóż, jak to powiedział Piotr N.: „przy działaniach ulicznych, odbiorca musi zachować większą czujność”. Mądrzejszy o tą wiedzę nie spóźniłem się na „odpalenie” instalacji Szymona Motyla. „Jaśniepaństwo” to był hit. Postacie z taśmy klejącej, zwisające z latarni i absorbujące światło. Proste, ale wymowne i intrygujące wizualnie. Miło było obserwować jak podczas całej nocy instalacja ta budziła powszechne zadziwienie. Ludzie podchodzili, głaskali, wpatrywali się. Prosty pomysł, banalne środki, a ile radości. Dla mnie takie akcje są kluczem przy budzeniu ducha nocy kulturalnej.

      fot. A. Markowski

      Następnie na chwilkę wstąpiłem do zaprzyjaźnionego Montmartru gdzie akurat występowała młodzież zachwalająca sztukę rolnictwa. Była wyjątkowo zaangażowana i długo nie chciała zejść ze „sceny” nawołując do sadzenia, wypalania i pewnych aktów prawnych. Udało ją się w końcu przegonić i zrobiło się miejsce dla młodych solistów częstochowskich. Co prawda byli oni tylko względnie młodzi, natomiast brzmieli bardzo sympatycznie. No i okazało się, ze kolega ex-agregat całkiem nieźle wymiata na wiośle oraz jest krzykaczem.

      Dalej był kolejny spacer po Alejach i tropienie „czartowych” działań. Świetlna bajka o dziewczynce z gołębiami to kolejny hicior programu, powszechnie przykuwający uwagę. Do tego strzelnica w postaci rozrzuconej po całych alejach bąbelkowej folii oraz „nocnik” podczas którego główny czart wykazywał się niebanalną konferansjerką. Prawdziwą bombę jednak czarty zostawiły na koniec, ale o tym za chwilę.

      Bo w między czasie oglądałem mimów z Narybku from Poland. Niestety nie udało się wejść z nimi w interakcję. Działały tylko na monety, a ja miałem jedynie karnet. No i przede wszystkim trafiłem na akcję Anki Biernackiej w parku. Tym razem Fugazi zachęcała do zobaczenia światełka w tunelu. Najpierw jednak ten tunel budowała wraz z publicznością za pomocą święcących patyczków. Co więcej znalazł się nawet śmiałek, który postanowił fizycznie zmierzyć się z wyzwaniem tunelu i światełka. W ten oto sposób byliśmy świadkami symbolicznych, ponownych narodzin w podjasnogórskim parku. Epickie.

      O północy przeniosłem się przed Dworzec PKP, gdzie wspomniane już stowarzyszenie czART przygotowało punkt kulminacyjny nocy kulturalnej czyli puszczanie chińskich lampionów. Najpierw się bałem, ze deszcz pokrzyżuje te ambitne plany. Później jak zobaczyłem mocno rozweselony tłum, spragniony kontaktu z ogniem, bałem się, że wszystko skończy się wielkim pożarem. A tu akcja udała się rewelacyjnie. Ludzie szybko załapali na czym polega zabawa i w niebo seryjnie poszły kule ognia. Widok był imponujący i gęba śmiała mi się od ucha do ucha.

      fot. paczka maczku

      Teraz gdy to wszystko próbuje ogarnąć, wychodzi na to, że bardzo mało widziałem podczas tej edycji NK. A przecież wracałem do domu z poczuciem kojącej sytości. Więc albo to ja wybrałem bardzo dobrą „ścieżkę zwiedzenia”, albo po prostu całość się wyjątkowo udała. W zeszłym roku narzekałem, że brakowało mi akcji w przestrzeni miejskiej tym razem udało się to zmienić. Dla mnie to był czynnik bardzo znaczący, ale jak już wspomniałem w przypadku Nocy Kulturalnej skazani jesteśmy jedynie na subiektywne oceny.

      W zeszłym roku narzekałem też, że brakowało jakchiś takichś „dużych atrakcji”. Takich magnesów na publiczność. Tego niestety nie udało się przeskoczyć. Szkoda że nie udało się ściągnąć chociażby dwóch, trzech artystów z najwyższej półki. No ale doskonale wiem, że to kwestia funduszy. Budżet w tym roku był wyjątkowo skromny i trudno było to przekroczyć. Więc nadal apeluje o gwiazdy, ale sam nie mam pomysłu jak je ściągnąć z nieba.

      Przed sobotą, miałem w głowie przekonanie, że to przełomowa edycja Nocy Kulturalnej. Że jeśli w tym roku nie uda się znów ożywić ducha tej imprezy, to pewnie się nigdy już nie uda. A teraz sam już nie wiem. To zapewne była najlepsza noc, przynajmniej od 3 lat. Ale czy udało jej się odbić od dna na tyle wysoko, żeby przetrwać? Nie wiem, choć na pewno bardzo bym chciał. Mam nadziej, ze udało się trochę zachęcić do działania pod tym szyldem lokalnych artystów i animatorów, a to krok we właściwym kierunku. Poza tym ja doskonale się bawiłem i wcale nie chciało mi się narzekać. A to już o czymś świadczy! Zatem nie dopuszczam do siebie myśli, że za rok nie uda się zebrać w całość tych różnych „miejskich odpadków” i stworzyć tą jedną taką noc w Częstochowie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „„A TA PIOSENKA JEST ZROBIONA Z TEGO MIASTA ODPADKÓW” ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 czerwca 2011 11:58
  • sobota, 18 czerwca 2011
    • NA TORACH

      Jednym z bardziej tajemniczych i obiecujących punktów dzisiejszej Nocy Kulturalnej z pewnością jest aTrakcja. Tramwaj pełen twórczości współczesnej, hulający po całym mieście - to pomysł niezwykle urokliwy. Potwornie jestem ciekaw co tam będzie można zobaczyć i jakiś klimat uda się stworzy. Niektóre nazwiska z setlisty oczywiście kojarzę, ale sporo to dla mnie wielka tajemnica. Nie uruchamiam jednak googla - zrobię sobie niespodziankę.

      Trzymam kciuki, żeby wszystko wypaliło. Takie działania artystyczne, w pojazdach komunikacji masowej, to zawsze pewne ryzyko. No ale jeśli ma się udać to właśnie podczas tej jednej, wyjątkowej nocy w roku. Warto kibicować, bo organizatorzy zapowiadają, ze to dopiero początek ich pomysłów na ożywienie Częstochowy. A jak się zaczyna od sukcesu to łatwiej dalej działać.

      Poniżej wklejam rozkład jazdy, żeby nikt nie przegapił tej aTrakcji.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „NA TORACH ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      sobota, 18 czerwca 2011 08:36
  • czwartek, 16 czerwca 2011
  • środa, 15 czerwca 2011
    • FRYTKA OFF – KONDUKTOROWNIA ON

      Przy tym całym około-frytkowym zamieszaniu, warto chwile pomyśleć o Konduktorowni. W zeszłym tygodniu, aż miło było spacerować w jej okolicach i napawać się niecodziennym widokiem. Wczesne popołudnie, a tam tętni życiem. Tu ktoś tańczy, tam żongluje, tu street art’owy ferment, tam teatralne wprawki. Teren pod dyktatem młodych ludzi i ich twórczej energii. „Konduktorownia is still alive” - aż chciałoby się znów zakrzyknąć. Szkoda, że to tylko tak na okazję Festiwalu. Po nim zapewne wróci smutna codzienność. Czyli siedziba częstochowskiej Zachęty w stanie permanentnego uśpienia, przerywanego z rzadka jakimś wernisażem. A tak chciałoby się, by wreszcie udało się przełamać negatywną karmę tego miejsca.

      Tyle razy pisałem już o Konduktorowni, że ktoś mógłby uznać, ze prowadzę tu jakąś propagandę nienawiści. Ale to zupełnie nie tak. Po prostu jakoś uwiera mnie fakt, że to miejsce nadal jest raczej wyrzutem sumienia, niż tętniącym życiem ośrodkiem kulturalnym. Zimno tam, pusto i smutno. Od czasu do czasu jest trochę radości z okazji kolejnego wernisażu, a potem znów cisza. Bo nadal obowiązuje zasada: nie uda Ci się być na otwarciu, masz małe szanse zobaczyć wystawę. Niby teoretycznie są jakieś godziny otwarcia, ale ja po kilku razach gdy odbijałem się od drzwi, przestałem nawet próbować dostać się tam w innych terminach.

      Wiadomo sytuacja nie jest prosta, wszystko rozbija się o fundusze. Co prawda nie słychać już głosów, że Konduktorowni grozi zamknięcie, ale nie znaczy to, że jest dobrze. Brak kasy i pomysłu jak o nią zawalczyć to początek, od którego sypie się cała reszta. Nie ma koncepcji na Konduktorownie. Nie ma planu na jej rozwój. Nie do końca nawet wiadomo jak rodzaj twórczości jest jej priorytetem. Ale przede wszystkim brak jest promocji. Na przykład od czasu do czasu w siedzibie Zachęty odbywają się jazzowe koncerty. Niestety wiedzą o tym tylko najwytrwalsi tropiciele kalendarium kulturalnego Częstochowy.

      Dlatego Frytka OFF była dla Konduktorowni jak zastrzyk adrenaliny prosto w serce. Tygodniowe warsztaty teatralne, graffiti, cyrkowe i breakdance, wreszcie wykorzystały tę przestrzeń z należytą intensywnością. I okazuje się, że to miejsce ma więcej do zaoferowania, niż wernisaże, na których poważni państwo chodzą i kontemplują dzieła sztuki (nie ujmując nic takiej formie uczestnictwa w kulturze). W zeszłym tygodniu, od godziny 14 do 20, siedziba Zachęty była jak wulkan, który za chwile ma wystrzelić energią, kreatywnością i twórczym działaniem. Aż mnie tam ciągnęło, żeby popatrzeć jak tam obiecująco się wszystko gotuje i buzuje.

      Podobnie było na samym festiwalu. Koncerty gwiazd polskiej alternatywy, na drugi dzień namiot z muzyką elektroniczną. I przede wszystkim tu było centrum dowodzenia. Serce i płuca Frytki OFF. Konduktorownia ponownie znalazła się na eksponowanym miejscu w częstochowskiej kulturze. A doszły mnie słuchy, że nie wszystkim podobało się takie zaangażowanie Zachęty we Frytkę. Że niby to świątynia sztuki, sacrum i tym podobne srere morele… Mam nadziej, że to tylko plotki.

      Konduktorownia pełna życia. Konduktorownia w centrum wydarzeń. To widok na który czekałem i którego chciałbym doświadczać już zawsze. Niestety pozostaje pytanie: co po Frytce? Racjonalny umysł posuwa pesymistyczne scenariusze, ale ja na przekór wole pomarzyć. Że oto artystyczny ferment prawem zasiedzenia (tydzień niby krótko, ale liczy się intensywność) postanawia osiąść tam na stałe. Nie tylko epizodycznie. I oto mamy miejsce gdzie sztuka wysoka spotyka się z tą młodą, nieuchwytną i nieprzewidywalną. Gdzie dyskutują i mieszają różne lokalne środowiska artystyczne. A brak kasy jest inspiracją do kreatywnych, wspólnych działań, a nie tylko śmiertelną chorobą.

      Naiwne marzenia? Może. Ale kiedyś Frytka OFF też była tylko naiwnym marzeniem. Dwa lata temu nie postawiłbym złamanego grosza na to, że w Częstochowie możliwy jest taki Festiwalu Kultury Alternatywnej. A jednak właśnie miał on miejsce. Zatem ja wole pomarzyć na przekór zdrowemu rozsądkowi.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „FRYTKA OFF – KONDUKTOROWNIA ON ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 15 czerwca 2011 09:13

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR