CZĘSTO LOVE CHOWA

Wpisy

  • niedziela, 08 czerwca 2014
    • BUKARESZT NOCĄ SUBIEKTYWNIE

      Tej notki właściwie miało nie być. Kiedyś postanowiłem, że nie będę recenzował wydarzeń kulturalnych w które zaangażowani są mi najbliżsi. Wiadomo, w takich sytuacjach trudno zachować obiektywizm – raz się jest zbyt entuzjastycznym, innym zbyt surowym. Jednak przed chwilą, po obejrzeniu premierowego „Bukareszt Calling” Teatru Tlen, pomyślałem sobie czemu tym razem nie miałbym właściwie zrobić wyjątku. W końcu nie zamierzam pisać profesjonalnej recenzji (bo nigdy nie byłem profesjonalnym recenzentem), tylko chcę podzielić się garścią subiektywnych opinii na moim prywatnym blogu. Zresztą regularnie zagląda tu pewnie z pięć osób, z czego większość to rodzina. Zatem raz kozie śmierć.

      Bukareszt. Noc. Upał. Radiowy DJ towarzyszy tym, którzy nie mogą spać. Tak zaczyna się ta historia. I to właśnie słowo „historia” jest tu kluczowe – bo nowe spektakl Teatru Tlen to bardzo sympatyczna i sprawnie opowiedziana historia. Brzmi to może jak mało entuzjastyczny komplement, ale to komplement wielkiej miary. Prawda jest taka, że opowiedzieć historię tak po prostu jest najtrudniej. Dużo łatwiej chować się za różnymi scenicznymi sztuczkami, rwaną narracją, metafizycznymi wtrętami, natrętnym symbolizmem itd. Znam to z autopsji, z czasów gdy chciałem być pisarzem i wydawało mi się, że czym dziwaczniej, czym więcej artystycznych wywijasów, tym lepiej. A gdy trzeba było po prostu opowiedzieć jakąś fabułę to leżałem, kwiczałem i miałem pretensje do świata.

      W „Bukareszt Calling” historia jest prosta - nie ma co tu szukać wielkich pytań, czy scenicznej terapii. Momentami jest nawet schematyczna i szablonowa, ale zawsze obraca to w atut, bo dzięki temu łatwiej bawi się w przeplatankę. Tzn. przeplata losy bohaterów we wszelkie możliwe kombinacje, pokazuje że każde miasto to jedna wioska gdzie każdy, każdego zna z każdym się spotka. Bardzo lubię w filmach i teatrze takie przeplatanki. To stary i ograny chwyt, ale nadal działa.

      W tlenowym „Bukareszt Calling” świetna scenografia z karuzelą ogrywa to jeszcze mocniej scenicznie. Dodatkowo minimalizm ruchu aktorów bardzo fajnie kontrastuje z chaotyczną i rozedrganą przeplatanką ich postaci. Trudno mi teraz wyobrazić sobie ten dramat, zagrany w „bardziej chodzony” sposób. Przeplatanka też pozwala temu spektaklowi, zachować właściwie tempo. Uniknąć dłużyzn i monotonii. No bo to jest po prostu bardzo fajnie opowiedziana historia. Historia która, dzięki Bogu, nie ma ambicji zmieniać świata, czy innych ludzi. Pokazuje tylko piątkę młodych zagubionych ludzi i miasto które równocześnie jest bardzo wielkie i bardzo małe. Tylko tyle, albo aż tyle!

      Bardzo fajnie też to wypada aktorsko. Oczywiście TLEN jest teatrem nieprofesjonalnym, więc taką miarę wypadałoby też do niego przykładać - ale właściwie nie ma się do czego bardzo przyczepiać. Ci aktorzy których widziałem we wcześniejszym „Recyklingu” zrobili ooooogromny krok do przodu, tlenowe debiuty też wypadły bardzo dobrze. Choć trzeba brać moje opinie w nawias, bo mogło, być tak, że byłem wpatrzony w jedną osobę na scenie i nic innego do mnie nie docierało ;) A na poważnie szacun dla całego zespołu.

      Oczywiście nie jest to przedstawienie bez wad. Parę rzeczy wypadałoby jeszcze dopieścić. Ale ponieważ „Bukareszt Calling” mi się podobał, więc nie mam nastroju tak na świeżo się czepiać. No może tylko wbiję szpileczkę, że jak na spektakl o nocnej audycji muzycznej, to ścieżka muzyczna powinna być chyba lepiej dobrana i wkomponowana w całość.

      Ponieważ podglądałem przygotowania do tego spektaklu trochę od kuchni to nałykałem się po próbach trochę nerwowej atmosfery i ciśnienia. Ale tym bardziej mogę teraz po premierze napisać: udało się, było warto. „Bukareszt Calling” zdecydowanie najbardziej podobał mi się, ze wszystkich dotychczasowych tlenowych spektakli i to kierunek w którym warto iść.

       

      Zatem jeśli przy następnej okazji, ktoś będzie się wahał czy warto iść na nowy spektakl Teatru Tlen, ja podpowiadam, ze warto.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      niedziela, 08 czerwca 2014 23:05

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR