CZĘSTO LOVE CHOWA

Wpisy

  • środa, 30 czerwca 2010
    • REMONT ALEI

      Choć sam słowem poruszam się raczej w przestrzeni internetowej, bardzo mnie cieszy, że kultura w mieście na nowo zdobywa swoją pozycję w sferze słowa drukowanego. Co prawda obiecujące „Zero” zaginęło gdzieś w akcji (to chyba już rok od ostatniego numeru), za to „Co, Gdzie, Kiedy”- po przemianie w coś więcej niż suchy informator - ma bardzo silną pozycję, a i ktoś wziął się za solidny remont w „Alejach 3”. Zapowiadałem te zmiany już kiedyś, a teraz trafił do mnie świeżutki numer i jest szansa skonfrontować rzeczywistość z oczekiwaniami.

      Nowe logo i szata graficzna zdecydowanie na plus. Widać, że to jeszcze nie forma docelowa, że wszystko się jeszcze dociera, ale kierunek zmian jak najbardziej właściwy. Wreszcie trochę życia, komiksowej kreski, eksperymentu. Ja poszedłbym w to jeszcze bardziej radykalnie, połamał niektóre strony w zupełnie nieoczywisty sposób. Szczególnie te prezentującą twórczość. Poezja współczesna, aż się prosi, żeby jakoś nietypowo ją wyeksponować.

      Widać, też że nowa szefowa stara się wpuścić do „Alei 3” więcej kultury niezależnej. Oczywiście nadal znalazło się miejsce dla recenzji z premiery teatru im. A. Mickiewicza, wystawy częstochowskich medalierów, czy krótkiej zajawki o VII Triennale Sztuki Sacrum (swoją drogą zdecydowanie za krótkiej), ale większość tekstów poświęcona jest temu co obok ‘głównego nurtu”. Wywiad z zespołem 69, niezależne pokazy filmowe, spotkania klubów książki, poetycka Strofa Debiutu, prezentacja sylwetki Anny Biernackiej i jej monodramu „M.”, krótki tekst o Michellu Phunku i jego muzycznych produkcjach. Jeśli chodzi o mnie, tego właśnie bym oczekiwał. Zastanawiam się tylko jak na te wszystkie zmiany zareagują stali czytelnicy magazynu.

      Ważne również jest to, że udało się też zachować odpowiednie proporcje między publicystyką, a prezentacją poezji i prozy. Z czym poprzednio „Aleje 3” miewało poważne problemy. Samej publikowanej twórczości, nie zamierzam oceniać. Ale życzyłbym sobie tylko, żeby udało się do każdego numeru zaprosić gwiazdę pokroju Piotra Macierzyńskiego. Poeta znany, ze sporą osobowością – a wiersze rewelacja.

      „Aleje 3” zaczynają nabierać charakteru. Trzymam kciuki, żeby nie zatrzymały się w pół kroku, żeby te zmiany udało się dociągnąć do końca. Kultura częstochowska, mimo wszystko, zasługuje na dobry papierowy magazyn. Może tym razem się uda.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „REMONT ALEI ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 30 czerwca 2010 09:33
  • poniedziałek, 28 czerwca 2010
    • ZMIERZCH KSIĄŻKI

      Teatr Blee potwornie narozrabiał podczas sobotniej nocy kulturalnej. W centrum miasta, pod samymi oknami Publicznej Biblioteki Głównej, głośno i efektownie zniszczył ponad sto książek.

      Straszne!

      Książka jest dla mnie świętością. Zajmuje wyjątkowo ważne miejsce w moim życiu i nóż mi się w kieszeni otwiera gdy ktoś robi jej krzywdę. Niby to tylko kawałki zadrukowanego papieru, ale gdy mam jakieś niepotrzebne to staram się ich nie wyrzucać, tylko znaleźć im jakiś nowy dom. Dlatego gdy tylko usłyszałem o planach Piotrka Nity i jego przyjaciół, by publicznie dokonać zamachu na świętość, coś się we mnie zagotowało. Jak to? Sztuka, sztuką; ekstremalne środki, ekstremalnymi środkami – ale czy koniecznie trzeba niszczyć prawdziwe książki? Nie można by podpalić czegoś w zastępstwie? Bez sensu to wszystko!

      Teraz jestem przekonany, że Blee chodziło właśnie o wzbudzenie tego stanu sprzeciwu. Tego poczucia, że to żadna sztuka, tylko bezsensowny akt wandalizmu. Że za takie zachowania powinno się wsadzać do więzienia, a nie promować je podczas kulturowych imprez miejskich. Tylko wtedy za kratkami powinni wylądować, również ci którzy odpowiadają za wysokość podatku VAT na książki czy zamykanie bibliotek. A przede wszystkim należałoby ukarać większość polskiego społeczeństwa, które do książki jest po prostu wrogo nastawione (żeby się o tym przekonać wystarczy spojrzeć na statystyki czytelnictwa).

      Los książki większości jest mocno obojętny. Pojedyncze przypadki ratowania przed zniszczeniem co ciekawszych tytułów, to zbyt mało. Myślę, że Piotrek Nita po cichu liczył na jakiś większy opór społeczeństwa. Że ktoś się oburzy, rozgoni to całe towarzystwo, udowodniając, że dla kogoś ta książka jest jednak istotna. Niestety całość akcji przebiegła dość piknikowo. Ludzie chętnie włączali się do okrutnych aktów przemocy wobec książki. Były kiełbaski, które można było wygrać za rzut literaturą do sracza, wybuchy i interakcja z młodzieżą w dresach oraz strażą miejską. Zabrakło tylko tandetnej muzyki i wyszedłby z tego standardowy, małomiasteczkowy festyn.

      źródełko

      Wniosek z tego płynie smutny: książka skazana jest zagładę. Tak przyzwyczailiśmy się do podkopywania jej wartości, że nawet nie reagujemy, gdy ktoś ostentacyjnie dokonuje na niej masowego mordu w centrum miasta. Mamy wszyscy z tego powodu na sumieniu wielki grzech.

      To zdecydowanie był najciekawszy, niemuzyczny, punkt wczorajszej nocy kulturalnej. Szkody, że taki odosobniony. Choć nadal uważam, ze był bezsensowny i tych książek, tak po ludzku, mi żal.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „ZMIERZCH KSIĄŻKI ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 czerwca 2010 11:09
  • niedziela, 27 czerwca 2010
    • POGODNA NOC

      Nie będę próbował pisać jakiejś szerszej relacji z wczorajszej nocy kulturalnej. W tym roku odpuściłem sobie ambicję, żeby zobaczyć jak najwięcej i być wszędzie. (Przy okazji szacun dla Stacji Częstochowa, która podjeła wyzwanie zrobienia relacji na żywo). Skupiłem się na tych punktach, po których spodziewałem się najwięcej i wcale nie żałuje. Warto było dla tego cudownego stanu, gdy jesteś zmęczony, jest bardzo późno, a ty leżysz w łóżku i nie możesz zasnąć, bo masz głowę pełną muzyki, a po całym ciele szaleje adrenalina w rytmie linii bębnów i basu.

      Zgodnie z planem większość czasu spędziłem na muzycznym podwórku Carpe Diem, z tym że nie zdążyłem na występ lokalnych kapel. Najpierw przecież musiałem zaliczyć kilka punktów programu dla dzieci (bez większych emocji, ale faktycznie musiałem szybko uciekać przed olbrzymem), podejrzeć monstfurowców w akcji oraz zobaczyć jak Teatr Blee grzeszy w centrum miasta. Ta ostatnia akcja zasługuje na osobna notkę i zapewne jutro się doczeka.

      W każdym bądź razie, gdy dotarłem na miejsce docelowe, na scenie do występu szykował się już Bajzel. Moje uwielbienie do tego muzyka nadal jest bezgraniczne. Uwielbiam jego pomysł na granie: bez zbędnych ozdobników, czy wygórowanych ambicji. Po prostu scena, gitara, elektronika i jazda. Zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem jak jeden człowiek potrafi wygenerować taką ilość energii. Bajzel ma muzyczne ADHD. Wciąż zmienia swoje kawałki, gra nowe, wygrzebuje strasznie stare i miksuje to wszystko. Dzięki czemu to był zupełnie innym materiał, niż na koncercie w zeszłym roku. Dałem się porwać, choć może lata już nie te i trochę nie wypadało. No ale co zrobić, gdy tak uwielbiam tą rockandrollową energię , proste melodie i poprane teksty. Nie potrafię tylko zrozumieć, czemu reszta ludzi nie dała się porwać? Przecież przy tej muzyce nie da się stać w miejscu! To grzech! No dobra wiem, jestem niepoprawnym fanboyem.

      Na Pogodno, publiczna była już zdecydowanie żywsza i licznie zgromadzona. Z tym, że na gwiazdę wieczoru trzeba było zdrowo poczekać. Chyba nie przesadzę, szacując że chłopaki stroili się na scenie dobrą godzinę. Powiadam jednak: nic to! To co się działo później w pełni wynagrodziło te przydługie oczekiwania. Nowy materiał na żywo, brzmi rewelacyjnie. Otworzyły mi się oczy na nowe sensy, znaczenia poukrywane w tych piosenkach. I coraz mocniej przekonuje się do nowego, pochmurnego, oblicza Pogodno. Totalnie depresyjny kawałek: „Czemu Wciąż Jest Czwartek”, zabrzmiał w taki sposób, że nadal coś mnie boli w środku na samo wspomnienie. Całość okraszona było kilkoma starymi kawałkami, w tych nowych smutnych i pełnych złości aranżacjach. Smaczku dodawał gościnny występ Antoniego Gralaka, który był dyskretny, schowany trochę w cieniu, ale znaczący. Jednym słowem Pogodno było wczoraj totalne i bezkompromisowe. A to co zrobili na bis, ech brak słów: „na wa la mi mó zg, mó zg mi na wa la, na wa la mi mó zg, mó zg mi na wa la, na wa la mi mó zg, mó zg mi na wa la, na na na na na na na na, na wa la mi mó zg, mó zg mi na wa la, na wa la mi mó zg, mó zg mi na wa la, na wa la mi mó zg, mó zg mi na wa la, na na na na na na na na, na wa la mi mó zg, mó zg mi na wa la, na wa la mi mó zg, mó zg mi na wa la, na wa la mi mó zg, mó zg mi na wa la, na na na na na na na na...”

      Później udało mi się załapać już tylko na fragmencik ukraińskiego folku w Belgu i wpaść do Montmartre, by zebrać opinie jak tam premiera „Dobry, zły i zombie”. Ale i tak ten krótki spacer po mieście wystarczył, by się naładować optymistycznie. Czyli jednak są jacyś ludzie w tym mieście, którzy potrafią wyjść nocą do miasta i szukać dobrej zabawy. Co więcej przy odrobienie zachęty, są skorzy zainteresować się kulturą niezależną. Dlatego jakkolwiek oceniana by była tegoroczna noc kulturalna, to jej bezdyskusyjnym ogromnym sukcesem jest fakt, że znów udało się wyciągnąć taką masę ludzi z domów. Czy nie można by tak częściej?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „POGODNA NOC”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 czerwca 2010 20:09
  • piątek, 25 czerwca 2010
    • MYŚLMY POZYTYWNIE

      Pastwie się potwornie nad tegoroczną Nocą Kulturalną, i w notkach i w rozmowach. Bo ten spadek jakościowy z roku na rok jest coraz bardziej bolesny. Bo się sam oszukuję, że jak będę tak narzekał to ktoś się przejmie (tylko kto?) i w przyszłym roku będzie lepiej.

      Ale z drugiej strony, ile można kopać leżącego. To nie wypada. Nie pasują też mi piórka internetowych krytyków NocKul – mój ulubiony na Stacji Częstochowa narzekał, że musi kupować bilet za CAŁE 10 złotych (thx "...") , a nic ciekawego w programie i on tylko na jeden koncert się wybiera. Masakra. Dlatego dziś odsuwam na bok negatywne nastawienie i postaram się poszukać powodów dla których mimo wszystko warto na tej imprezie się pojawić.

      Podstawowy powód to muzyczne podwórko przy Carpe Diem. Koncert Bajzla i Pogodno to jeden z moich wymarzonych zestawów i już tylko ich obecność w programie w pełni uzasadnia 7 edycję NocKul. Zeszłoroczne wizyty tych wykonawców w Częstochowie to był muzyczny hit i liczę, że podobnie będzie tym razem. Bajzel, który najprostszymi środkami serwuje prawdziwą muzyczną ucztę, przy pomocy głosu, gitary i samplera generuje niesamowitą ilość energii, harmonii, emocji. Do tego odmienione Pogodno, w zmienionym składzie, z zupełnie nowym materiałem. Już nie tak lekko, już nie tak beztrosko. Ich najnowsza płyta, „Wasza Wspaniałość”, to podróż w dużo bardziej mroczne rejony ludzkiej duszy. Teksty Budynia są jeszcze bardziej enigmatyczne, surrealistyczne niż zawsze. Całość dość ponura i oślizgła, a przy tym hipnotyzująca i po prostu wspaniała.

      Intrygująco zapowiada się też występ w Cafe Belgu ukraińskiego zespołu Ludy Dobri, który zbiera i interpretuje ludową muzykę naszych wschodnich sąsiadów. Z kolei Klub Teatr From Poland zaprosił legendę polskiego reggae Bakshish z jego SoundSystemem, a Częstochowska Młoda Scena Jazzowa w Teatrze S weźmie się za interpretację Chopina. W ramach symbiozy NocKul i trwających warsztatów jazzowo-bluesowych zagrają, na scenie przed liceum Sienkiewicza: Josh Lawrence (USA) and Damage Control oraz Pi Band - Fair of Noise. Gdy dodać do tego tradycyjne punkty programu w stylu: koncertu Pospieszalskich w Coffeeart, koncertu balkonowego i kilku klubowych imprez itd. - to wychodzi na to, że muzycznie wcale nie jest tak źle w tym roku.

      Dlatego temat wystaw i literatury szybciutko przeskakujemy, żeby nie psuć sobie dobrego wrażenia, i przechodzimy do teatru oraz jego okolic. Tutaj niestety wszystko właściwie lokalnymi siłami, co wcale nie musi oznaczać, że będzie nudno. Grupa „na Jana” tradycyjnie zaprasza na czytanie dramatu współczesnego, tym razem „Tragedia florencka” Oskara Wilde’a. Teatr Autorski Blee wychodzi na ulicę i przed Biblioteką Publiczną szykuje tajemniczą akcję „Komu książka, komu?”. Teatr From Poland zaserwuje plenerowy spektakl „Hedoniści” – ironiczną opowieść o życiu mieszkańców przeciętnego blokowiska, ulokowanego w średniej wielkości polskim mieści – a także autorski spektakl Wojciecha Kowalskiego „Porady Dobrego Wojaka Szwejka”. Zapewne jak zawsze, największe tłumy będą w Teatrze im. Adama Mickiewicza, który podczas tej edycji Nocy Kulturalnej zaprezentuje „Plażę” i „Igraszki z Diabłem”.

      Filmowo, wiadomo, największy hit to premiera „nowego” obrazu lokalnej grupy CHACIFDE. Można do tego dodać przegląd częstochowskiej twórczości filmowej w Alamo Bistro, oraz musicalową noc w OKFie.

      W ramach bonusu polecam: graffiti fasadowe 3D w wykonaniu grupy Monstfur i Cezarego Łopacińskiego w Miejskiej Galerii Sztuki, wyprawę do pracowni artystycznej Jacka Sztuki i pokaz średniowiecznych walk rycerskich przed „Szafą Gra”. Ciekaw też jestem co zaprezentują młodzi adepci sztuki w III Alei.

      Czyli choć program dość skromny to kilka sposobów na spędzenie tej nocy się znajdzie. Pacjent chory, ale oznaki życia daje. Może nie warto jeszcze kupować mu pogrzebowych wieńców. Może się wybroni. Bo gdyby tak odszedł ostatecznie, to już zupełnie pusto by się zrobiło.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „MYŚLMY POZYTYWNIE ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 25 czerwca 2010 09:22
  • środa, 23 czerwca 2010
  • wtorek, 22 czerwca 2010
  • poniedziałek, 21 czerwca 2010
    • I ZOMBIE

      Wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że zbliża się Armagedon. Dwa lata temu Guns’N’Roses wydali Chinese Democracy, a teraz chłopaki z CHCIFDE zapowiadają premierę „Dobry, Zły i Zombie” podczas Nocy Kulturalnej. Jeszcze trochę i doczekamy się „Duke Nukem Forever” i wtedy trzeba będzie już tylko wyglądać końca świata.

      Zapowiada się prawdziwa uczta dla fanów kiepskiego kina. Liczę na absurdalną fabułę, drętwą grę aktorską, sztuczne dialogi, nawarstwienie schematów oraz niczym nieuzasadnione akty przemocy. Czyli wszystko zgodnie z wytycznymi kina Made In Hollywood. Mam nadzieję, że premiera okaże się wielkim sukcesem, który pchnie CHCIFDE do życia po życiu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „I ZOMBIE”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 21 czerwca 2010 08:21
  • piątek, 18 czerwca 2010
    • POGADUCHY

      Ku mojemu zaskoczeniu, tegoroczna debata na temat kultury niezależnej, była dużo ciekawsza niż zeszłoroczna. Było bardziej kameralnie, przedstawiciel władzy był takim przedstawicielem władzy jedną nogą, dzięki czemu temat rozmowy nie ograniczył się jedynie do systemu finansowania, i w sumie gadaliśmy ponad dwa razy dłużej niż było zaplanowane.

      Oczywiście można zapytać o sens takich debat. Bo do żadnych konkretnych wniosków nie doszliśmy, nie znaleźliśmy żadnych recept, nie narodziła się żadna genialna inicjatywa która odmieni sytuację kultury niezależnej w mieście. Ale moim zdaniem, mimo wszystko zdecydowanie było warto. Kultura niezależna tak naprawdę rodzi się właśnie w takich warunkach, że ktoś z kimś spotyka się w knajpie i po prostu gada. To tworzy pewne tło, klimat, otwiera dialog, który daje możliwość jakiejś aktywności. Ja wczoraj miałem możliwość skonfrontowania moich obserwacji z osobami ważnymi dla częstochowskiej kultury niezależnej i to było wielce owocne.

      Tak naprawdę, wczorajszą dyskusję zdominował temat frekwencji. Czy warto się starać, stawać na głowie gdy na imprezy, koncerty, spektakle mało kto przychodzi. Niby mówiliśmy o oczywistościach: że częstochowscy studenci, wydawałoby się naturalne środowisko odbiorców kultury niezależnej, nie bywają nigdzie; że odbiorca jest leniwy i najchętniej chciałby wszystko, za darmo i dostawą do dużego pokoju, że coś kuleje na poziomie edukacji i człowiek nie przygotowany (chociażby przez szkołę) do odbioru kultury ogólnie, tym bardziej głuchy będzie na kulturę niezależną. A także że sami twórcy, animatorzy kultury niezależnej nie tworzą „środowiska”, rzadko bywają na imprezach swoich kolegów. I choć nie jest to duża grupa, wszyscy się znają, to poczta pantoflowa nie funkcjonuje. Ktoś coś robi, ale nikt nic nie wie.

      To była dobra dyskusja, choć bez puenty, bez pomysłów na rozwiązanie problemów. Mimo wszystko, gdy wychodziłem wczoraj z KTFP miałem irracjonalne poczucie, że może wcale to miasto nie jest skazane na bylejakość. Dlatego chociażby warto gadać.

      Dostało mi się trochu też za notkę o II edycji Free Art Fest From Poland. Co w sumie było do przewidzenia. Że może za ostro, że były różne czynniki (finansowe, życiowe, frekwencyjne właśnie) wpływające na to, że całość wygląda tak a nie inaczej. Ale rzecz w tym, że ja naprawdę kibicuje tej imprezie. Tylko bym nie chciał, żeby ograniczyła się jedynie do przeglądu kapel. Tak po ludzku, byłoby mi szkoda.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 18 czerwca 2010 08:52
  • czwartek, 17 czerwca 2010
    • KOSZMARY KLASY NIENASYCONEJ

      Lato, mundial, starcie tytanów trash metalu w stolicy – nic dziwnego, że frekwencyjnie było wczoraj dość skromnie. Ale wierni „fani” nie zawiedli i chwała im za to. Zresztą sam film nadawał się raczej do kameralnego oglądania. „Dyskretny Urok Burżuazji” na tle poprzednich obrazów, wypada wyjątkowo oszczędnie i spokojnie. Bunuel nie szokuje i nie sięga po ekstremalne środki. Niespiesznie snuje on swoją surrealistyczną opowieść, tkając sensy między ujęciami.

      Surrealistyczny jest tu z pewnością fundament. To przekonanie, że na całość rzeczywistości składa się dopiero połączenie jawy i snu, i żadna z nich nie stoi na uprzywilejowanej pozycji wobec drugiej. Zamiast onirycznych strumieni, mamy w tym filmie strukturę szkatuły jawa-sen-jawa-sen. Przy czym tak naprawdę nie sposób nawet zgadywać, który fragment przynależy do którego porządku.

      Idąc dalej, jeśli sen i surrealizm, to nie da się, też uciec od freudyzmu. I w istocie jest sporo odniesień do psychoanalizy w „Dyskretnym Uroku Burżuazji”. Oczywiście najbardziej widoczne to jest gdy o swoich snach opowiadają nam żołnierze (pełno tam nieuświadomionych pragnień, pożądań, ciążeniu ku śmierci), ale gdyby bardziej szczegółowo rozłożyć ten film z pewnością to samo odnaleźlibyśmy na innych poziomach.

      Bunuel nigdy nie krył się ze swoimi lewicowymi poglądami (podobno początkowo film ten miał nosić przewrotny tytuł „Precz z Leninem, czyli Matka Boska w stajni”.). Również „Dyskretnym Uroku Burżuazji” to swoista krytyka układu społecznego, jako układu współzależności, władzy i interesów - skrywanym za rytuałem i konwenansem. Bunuel pociąga to do absurdu, uwypuklając, jak te wszystkie gesty, zwyczaje konwenanse są umowne i ulotne. Kluczowa jest tu scena gdy jednemu z bohaterów śni się, że kolacja zmienia się w przedstawienie teatralne (kiepskie swoją drogą). Komunikat jest wiec jasny: wchodząc w role klasowe, tak naprawdę bierzemy udział w wielkim przedstawieniu. W którym burżuazji przypadła rola bohatera bezsilnego i bezideowego. Mimo wszystko pochód burżuazji trwa, co widać przez cały czas i czym kończy się ten film. Wciąż są oni nienasyceni i liczą, że wreszcie uda im się zjeść tą umówioną kolację.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 czerwca 2010 09:34
  • środa, 16 czerwca 2010
    • KRÓTKIE FORMY KINA

      OKF (k.s. Iluzja – trzeba w końcu zacząć oswajać się też z tą nową nazwą) nie zawodzi i regularnie serwuje nam repliki ważniejszych festiwali filmowych w kraju. Obrał taką strategię i konsekwentnie w niej trwa, choć miłośników dobrego kina nie ma w mieście, aż tak wielu. Chwała mu za to.

      W najbliższy weekend czeka nas przegląd tego co można było obejrzeć podczas 50. Krakowskiego Festiwalu Filmowego (31 maja – 6 czerwca). To specyficzny festiwal, który skupia się, na mocno niedocenianej formule krótkich form filmowych. Można tu obejrzeć rzeczy które rzadko kiedy znajdują dla siebie miejsce w dystrybucji kinowej czy dvd – tym bardziej warto.

      W tym roku będzie to szansa by spojrzeć na wolność i rodzicielstwo zarówno z polskiej („Poza zasięgiem” Złoty Smok dla reżysera najlepszego filmu), jak i amerykańskiej post-hipisowskiej perspektywy („Życie jest gdzie indziej” Złoty Róg w kat. powyżej 60 min.). Wybrać się do Moskwy w towarzystwie najemnych robotników fizycznych ("Sanya i wróbel" Złoty Róg w kat. 30 - 60 min) i planować porwanie razem z Frakcją Czerwonej Armii RAF („Tussilago” Nagroda EFA dla Najlepszego Filmu Europejskiego). Przyjrzeć się tematowi depresji, smutku i samobójstwo przez pryzmat dokumentu montażowego („W mroku” Srebrny Smok dla reżysera najlepszego filmu dokumentalnego). Zobaczyć filmowe studium niezwykłości w codzienności („Incydent w banku” Srebrny Smok dla reżysera najlepszego filmu fabularnego) oraz animowany „horror” o władzy („1000 głosów” Srebrny Smok dla reżysera najlepszego filmu animowanego). A na koniec cztery migawki z Konkursu Polskiego: sytuacja kobiet w popegeerowskiej wsi („Warszawa do wzięcia” Złoty Lajkonik dla reżysera najlepszego filmu); historia pewnego łódzkiego kina („Seans w Kinie Tatry” Srebrny Lajkonik dla reżysera najlepszego filmu dokumentalnego); animowana wariacja na bazie twórczości Nicka Cave’a („Millhaven” Srebrny Lajkonik dla reżysera najlepszego filmu animowanego) oraz niezwykle chwalona fabuła opowiadająca o kryzysie jednostki w rodzinie, widzianej oczami jedenastolatki („Ciemnego pokoju nie trzeba się bać” Srebrny Lajkonik dla reżysera najlepszego filmu fabularnego)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 16 czerwca 2010 12:44

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR