CZĘSTO LOVE CHOWA

Wpisy

  • środa, 22 maja 2013
    • WSPIERAJMY CZYTAJ!

      Dwa tygodnie temu, miała miejsce mała rocznica. Minęły cztery lata, od pierwszego wpisu na czestolovechowa. Nie bardzo jest co świętować - bo dwóch latach intensywnego blogowania, nastąpiły dwa lata uśpienia, przeplatane rzadkimi przypadkami lunatykowania. Jubileusz to jednak jubileusz i miałem coś specjalnego z tej okazji napisać coś specjalnego. Rozgrzebałem nawet tekst w którym próbuje opisać doświadzcenie przejścia od opisywania kultury do jej animowania. Rozgrzebałem i ostatecznie zostawiłem... Chyba nie jestem jeszcze gotów żeby się tak uzewnętrzniać.

      Może i dobrze się stało, bo mogę pretekst jubileuszu wykorzystać, by zwrócić się do Was z prośbą. Oto już po raz trzeci organizujemy w Częstochowie imprezę paraliteracką Festiwal Dekonstrukcji Słowa „Czytaj!”. I jak to zawsze w kulturze, w imprezach krążących wokół tematu książki, najtrudniej poradzić sobie z budżetem imprezy. By go jakoś skonstruować chwytamy się różnych metod, a tym razem postanowiliśmy spróbować crowdfundingu. Zatem jeśli ktoś chciałby nam pomóc w zrobieniu fajnej imprezy może to zrobić poprzez platformę WSPIERAMY KULTURĘ. I prawda jest taka, ze każda złotówka się liczy. Więc jeśli ktoś chciałby czestolovechowa obdarować z okazji rocznicy, to tak byłoby najfajniej!

      Festiwal „Czytaj!” urodził się spontanicznie i niespodziewanie zaczął się nam rozrastać. Mam wrażenie, że coraz mocniej zaczynamy funkcjonować w świadomości częstochowian. Frekwencyjnie też jest całkiem nieźle, choć to zapewne kwestia skali. Z imprezami pod marketami , czy w Galerii Jurajskiej nie mamy zamiaru się ścigać. Wydaje mi się, że ludzie doceniają fakt, że próbujemy to robić inaczej, wykroczyć poza formułę szablonowego spotkania autorskiego, sięgnąć do promowania literatury po sztukę wszelaką.

      Osobiście jednak najbardziej sobie cenię, ze FDS „Czytaj!” stało się tak trochę platformą do spotkania różnych środowisk w mieście. Bo w jego organizację zaangażowane są prawie wszystkie instytucje kultury oraz mała armia niezależnych animatorów, artystów i miłośników kultury. To unikatowe doświadczenie. „Czytaj!” okazało się pretekstem do spotkania ludzi, z którymi inaczej pewnie bym się rozminął. Dzięki temu mocno poczułem, że ten potencjał ludzki w Częstochowie wcale nie jest taki mały. I chyba nie jestem w tym poczuciu odosobniony. Zatem jeśli ktoś ma ochotę robić jesienią „Czytaj!” to my jesteśmy otwarci i czekamy.

      Dlatego ponawiam apel. Trzecia edycja Festiwalu „Czytaj!” jest w Waszych rękach. Bardzo, bardzo liczymy, że wesprzecie nas przez portal WSPIERAMY KULTURĘ i dzięki temu uda nam się utrzymać wysoki poziom merytoryczny festiwalu (nasz dorobek świetnie ujęła Aga na stronie portalu). A jak ktoś nie może pomóc nam finansową wpłatą, to zapraszamy do współorganizowania festiwalu. Przyda się każda głowa pełna pomysłów, każda para nóg i rąk. Liczymy na Was!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 22 maja 2013 13:10
  • środa, 15 maja 2013
    • INACZEJ

      Wczoraj jednak Pink Freud mnie zaskoczył. Jestem przyzwyczajony, że na koncertach w 2 sekundy rozpędzają się do setki, a potem systematycznie tylko zwiększają prędkość, wyrzucając inne pojazdy na pobocze. Tym razem było trochę inaczej, co oczywiście nie znaczy, że gorzej.

      Na początku jednak zaskoczyła mnie Muzyczna Meta. Przyjemnie urządzone wnętrze, sensownie zagospodarowana post-utopijna przestrzeń... Wchodzę jednak na salę koncertową, a tam stoły i krzesełka, po samą scenę. Stoły i krzesełka na koncercie Pink Freud? Naprawdę? Z miejsca poczułem się obco. Reszcie publiczności zdawało się to jednak nie przeszkadzać. Trwali przez cały koncert w bezruchu i pełnym skupieniu. Jakby byli rzeźbami lub androidami odliczającymi wszystkie takty i półnuty. Przedziwne doświadczenie.

      Stanąłem sobie więc wciśnięty w ścianę i obiecałem nie narobić wstydu. Oczywiście nie dałem rady... Od pierwszych dźwięków koncertu zaczęło mną szarpać, telepać, rytmicznie podrzucać i nie przestało do ostatniego bisu. Wniosek, nie nadaje się do przyzwoitych lokali.

      Wracając jednak do Freudów, to pierwszy raz słyszałem ich w klubie – więc może stąd różnica w energii koncertu. W festiwalowej odsłonie serwują dziką jazdę na pełnej prędkości non-stop. Wczoraj natomiast rzucali bomby energetyczne, a potem cieli, przerywali i składali przestrzeń muzyczną w małe kostki. Tempo cały czas się zmieniało: nagłe przyspieszenia, bolesne hamowania. Chłopaki wyczyniali improwizacyjne cuda, tworząc z własnych melodii wielopoziomowe konstrukcje. Misterna robota. Do końca nie potrafiłem się wczuć, bo jednak rozpraszała mnie ta publiczność zmieniona w kamień przez złego bazyliszka. Ale gdy zamykałem oczy byłem tylko ja i magia. Czułem się jakbym stał naprzeciw tsunami. Czułem na twarzy wiatr i deszcz. Byłem szczęśliwy. Bałem się co będzie za chwilę? gdzie mnie rzuci ten żywioł? a może po prostu mnie zgniecie? Piękne chwile.

      Czym dalej w koncert, tym energia była bardziej spójna. Zaczynało być widać, że taki był plan. Że każdy element układanki miał zaprowadzić do niesamowitego finału. Niezapomnianych bisów: premierowa Godzilla wyrzuciła mnie z butów, potem był równie energetyczny Flying Dolphy, a na dobranoc subtelne Diamond Way (tak przepięknej wersji jeszcze nie słyszałem). W tym momencie klub oderwał się od ziemi, zaczął wirować wokół swojej osi i odleciał w przestrzeń kosmiczną.

      Wielkie dzięki Pink Freud!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 15 maja 2013 10:15

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR