CZĘSTO LOVE CHOWA

Wpisy

  • poniedziałek, 31 maja 2010
    • WARIACJE W POLITECHNIKU

      Nie wiem jak często częstochowscy studenci bywają w częstochowskim teatrze, ale rzecz w tym, że przyszedł czas na rewizytę (choć może raczej ma tu zastosowanie wykładnia: Mahomet nie chciał do góry, to góra przyszła do Mahometa).

      Jutro o 18 w klubie Politechnik aktorzy Teatru im. Mickiewicza przypomną spektakl „Wariacje bernhardowskie”. Ta oryginalna sztuka napisana została na zasadzie utworu muzycznego z charakterystycznym tempem i powtórzeniami. Rzecz jest idealna dla studenckiej publiczności bo rozgrywa się w środowisku akademickim (Akademia Muzyczna) i rozlicz się ze stereotypami „wiecznego studenta” oraz „ciała profesorskiego”, które stara się za wszelką cenę „...zdusić w zarodku każdy wyrastający ponad przeciętność młody talent”. Literacką podbudową jest tu twórczość, jednego z najwybitniejszych austriackich prozaików i dramaturgów, Thomasa Bernharda.

      Kto przegapił tą sztukę w okolicach premiery trzy lata temu, ma teraz wyjątkową okazję do nadrobienia. Tym bardziej, że wstęp na przedstawienie jest wolny.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 31 maja 2010 09:35
  • piątek, 28 maja 2010
  • czwartek, 27 maja 2010
    • SIOSTRA SZCZUR

      Ostatnio „Kret” chyba faktycznie postraszył ludzi, bo grono oglądających przetasowało się prawie kompletnie. Ale nie narzekam, zmiana jest dobra, zmiana może sugerować rozwój. A tym razem i fabuła i humor były i żadne problemy techniczne nie stanęły na ich drodze.

      „Pośród Ciemności” to filmowa perełka i podobała mi się jeszcze bardziej, niż gdy oglądałem po raz pierwszy. Wtedy zatrzymałem się na tym poziomie obrazoburczym, humorystycznym, a wczoraj chyba udało mi się złapać głębsze sensy. Bo Almodovar bardzo sprytnie przeprowadzą dekonstrukcję zakonu, czy raczej Kościoła. Niby ośmiesza, krytykuje, wrzuca go w postmodernistyczne gry skojarzeń, ale tak naprawdę wcale nim się nie zajmuje. To tylko fasada, którą trzeba odstawić na bok, żeby przyjrzeć się człowiekowi w środku. A dokładniej, jak to zawsze u Almodovara, kobiecie.

      Nie jest to jakiś wielki film, nie ukrywa jakiś wielkich mądrości, ale ma jakąś taką autentyczną dzikość w sobie. Później Almodovar nauczył się przekształcać ją w swoisty klimat filmu, oryginalne smaczki, lecz na początku jego reżyserskiej drogi to była jeszcze walka z nieujarzmionym żywiołem. I ma to swój niebanalny urok, dla którego jestem nawet w stanie znieść tą przeklętą estetykę lat 80.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „SIOSTRA SZCZUR ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      czwartek, 27 maja 2010 08:58
  • środa, 26 maja 2010
  • wtorek, 25 maja 2010
    • MNIEJ O ZERO?

      źródełko

      Wczoraj wieczorem pojawiła się w necie oficjalna wiadomość, że od czerwca klub ZERO przestaje funkcjonować na zasadach na jakich funkcjonował do tej pory. Z tym, że nie bardzo wiadomo czy będą w ogóle jakieś nowe zasady funkcjonowania.

      Mimo wszystko jestem zaskoczony. Trochę przeczuwałem taki koniec, ale że to już, tak nagle. Ciekawe czy to wina nieszczególnej lokalizacji, słabej koncertowej frekwencji, czy może coś zupełnie innego?

      Ich zeszłoroczna, jesienna ofensywa koncertowa, to było coś. Działo się dużo, na wysokim poziomie i dodatkowo nakręciło konkurencje. Pogodno, L.Stadt, Lao Che, The Car is On Fire, Pijani Powietrzem, Tymon, Acid Drinkers… Częstochowa budziła się muzycznie. Jednak wraz z nowym rokiem, było widać jak klub hamuje coraz wyraźniej. Trochę się oszukiwałem, że może ZERO znów zbiera siły na jesień – a tu okazuje się, że nie doczeka nawet pierwszych urodzin.Wielka szkoda.

      W najbliższą sobotę koncert pożegnalny. Aż by się chciało, żeby całe to info było tylko akcją marketingową, bo żal sympatycznego miejsca.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 maja 2010 09:06
  • poniedziałek, 24 maja 2010
    • CAŁE MIASTO MOCNO ŚPI

      Wyjdzie na to, że jestem jakiś wielkim krytykiem tej imprezy, bo znów się jej czepiam. Ale jak tu się powstrzymać? Dzisiejszy poranek przywitał mnie programem tegorocznej Nocy Kulturalnej na stronach Gaude Mater i okazuje się, że moje złe przeczucia się urzeczywistniają. Tendencja kurczenia się tej inicjatywy, jej ciążenie ku bylejakości – jest już widoczne gołym okiem.

      Gdyby nie koncertowa propozycja w Carpe Diem (Elephant Stone, PCTV, Bajzel, POGODNO) muzycznie byłoby potwornie słabo. No może warte uwagi jest jeszcze noc z Chopinem w Gaude Mater i goście z Ukrainy w Cafe Belgu, ale cała reszta to nuda i powtórki. Wydało by się, że to najważniejsza kulturowa noc w mieście i wszyscy powinni serwować najlepsze rodzynki i rarytasy, jednak wygląda na to, że przeważa strategia wystawiania tego co zalega w magazynach. Tak samo jest z wystawami, teatrem, literaturą, filmem.

      We wcześniejszych edycjach Nocy Kulturalnej dało się zauważyć próbę wyciągnięcia częstochowian na ulicę, próbę konstrukcji artystycznych przestrzeni w plenerze. Żeby było słychać, żeby było widać! W tym roku raczej wszyscy się pochowają. Koncerty plenerowe w mniejszości, jedno przedstawienie przed KTFP, akcja Teatru BLEE przed biblioteką miejską i to chyba będzie na tyle. Może faktycznie nie bardzo jest się czym chwalić, więc nie ma co pchać na afisz.

      I tylko twórca plakatu do tegorocznej imprezy trafił w sedno. Telewizyjny obraz kontrolny, to taki substytut prawdziwego programu telewizyjnego. Tegoroczny program „Nocy Kulturalnej” to taki substytut tego, czym kiedyś ona bywała.

      Nie ma się co oszukiwać, taka formuła „Nocy Kulturalnej” już się wyczerpała. Dla klubów i knajp to już jedynie forma taniej reklamy, dla instytucji miejskich listek figowy, którym można zakryć nędze kultury niezależnej w mieście. Brak pomysłu, zapału i rozmachu.

      Wielka szkoda, bo kilka lat temu to naprawdę było Wydarzenie. Podejrzewam, że teraz nie da się już go obronić. Dlatego przydałaby się jakaś nowa oddolna inicjatywa

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „CAŁE MIASTO MOCNO ŚPI ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 maja 2010 10:06
  • sobota, 22 maja 2010
    • MOHER I GEJ

      Warszawski Teatr Kwadrat ma opinie sceny „pop” (spytać się OSY czy bywa ;) Stawia zazwyczaj na proste przedstawienia, które wiadomo, że trafią do gusta dużej ilości widzów. Dzięki temu nie ma problemów z frekwencją i nie musi się martwić o piękne artystyczne klapy.

      I tak naprawdę to nic złego. Gdyby polski teatr obrał tylko jedną ścieżkę Klaty, Lupy, Warlikowskiego itd, byłoby monotonie i okazałoby się, że jest on interesujący tyko dla wąskiego grona teatrofilów. A Warszawa to duże miasto, ma wiele teatrów i niektóre z nich mogą pozwolić sobie tylko na „rozrywkową” specjalizację. Problem zaczyna się gdy w mieście jest tylko jeden teatr, ale to temat na zupełnie inną notkę.

      W niedziele do klubu Politechnik, przyjeżdża zespół teatru „Kwadrat” z przedstawieniem „Berek upiór w moherze”. Wszystko tu przygotowane jest zgodnie ze sprawdzoną formułą: materiał wyjściowy to powieść Marcina Szczygielskiego, gwiazdorska obsada (Kasprzyk, Małaszyński), a całość utrzymana jest w klimacie sentymentalnej farsy. Oto na scenie dochodzi do konfrontacji na tle lokalowym między oddaną słuchaczką Radia Maryja, a młodym homoseksualistą. Oczywiście mimo toczonej wojny okazuje się, ze obydwoje mają ze sobą wiele wspólnego. Znamy? Właściwie tak, ale nie musi przeszkadzać nam to by dobrze się bawić.

      Dla nas miłą ciekawostką może być fakt, że w tym przedstawieniu swój udział ma (zarówno jako aktorka jak i asystent reżysera) Ilona Chojnowska. Aktorka z Częstochowy, która debiutowała na deskach Teatru Mickiewicza.

      Szkoda w tym wszystkim tylko, że jak przyjeżdżają do nas teatry z gościnnymi występami, jest to zazwyczaj repertuar pop. Wiem, ma to swoje racjonalne, komercyjne przesłanki – ale i tak szkoda. I do chodzimy w ten sposób do smutnej puenty: bilety zależnie od miejsca w cenie 50-100 złotych. Za gejowską farsę? Dziękuje bardzo, jeśli chodzi o mnie to mówię pass.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „MOHER I GEJ ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      sobota, 22 maja 2010 13:11
  • piątek, 21 maja 2010
    • "DZIEŃ DOBRY PAŃSTWU I RZUCAM SIĘ NA SZYJĘ"

      Jeśli ktoś uważnie śledzi moje muzyczno-koncertowe wynurzenia (sprawdzić czy nie wynaturzenia), pewnie zorientował się, że mam mieszane uczucia w stosunku do hiphopu. Z jednej strony ogromny sentyment do tego rodzaju muzykowania, a z drugiej jestem sceptyczny wobec tego co aktualnie się w tym gatunku dzieje. Obserwujemy jakiś stan wypalenia. Już to wszystko nie inspiruje, nie nakręca, aż tak bardzo. To chyba stan naturalny - mody, style, gatunki przychodzą i odchodzą, a liczą się nie ci artyści, którzy do ostatniej chwili trwają przy jednej etykiecie, lecz ci którzy potrafią się inspirować i płynnie przechodzić między różnymi stylistykami.

      Na rodzimej scenie hiphopowej sztandarowym przykładem takiego właśnie podejścia jest FISZ&EMADE, którzy dziś zagrają KTFP. Już debiut Fisza „Polepione dźwięki” w 2000 r. był sygnałem, że oto mamy do czynienia z czymś niezwykłym. Zupełnie inny poziom liryki, inny poziom wrażliwości – młodzi Waglewscy wyglądali wtedy jak totalni kosmici. Publiczność, tak naprawdę dopiero od paru lat poznająca gatunek, była zszokowana i zachwycona, że tak też się da, że w ten sposób można wykroczyć poza schematyczny mundurek hiphopowa. Nie inaczej było na wydanym rok później „Na wylot”.

      Ale już przy trzeciej płycie Fisz i Emade zupełnie zmienili kierunek. Zmienili szyld na Tworzywo Sztuczne, zaprosili żywe instrumenty i zaczęli badać stany graniczne rapu. To dużo trudniejszy materiał muzyczny. Eklektyczny, zawiły, ciążący ku eksperymentom. Fisz w swoich tekstach coraz mocniej zanurzał się w osobistym, zamkniętym świecie – właściwie porzucając techniki hiphopowe. Jeszcze bardziej ekstremalnym pod tym względem jest album numer cztery „Wielki Ciężki Słoń”. A ukoronowaniem tego okresu jest koncertowe „Tworzywo sztuczne na Rzywo w Mózgu”. Ta płyta to najlepszy dowód mojej tezy, że hip hop to świetny punkt wyjściowy, który może zaprowadzić w smakowite, zaskakujące rejony muzyczne. I

      tu nastąpiło chyba jakieś zmęczenie tworzywa, bo chłopaki zrobili sobie nieformalną przerwę, która zaowocowała Bassisters Orchestrą (genialna kolaboracja z yassowcami) oraz współpracą Fisza z Envee („Fru!”) i Emade z Ostrym (POE „Szum rodzi hałas”).

      Zaś dwie ostatni płyty – wydane jako „Fisz Emade” – to powrót braci do hip hopu. Ale to już zupełnie inne granie. Dużo dojrzalsze, bogatsze o wszystkie doświadczenia muzyczne zdobyte po drodze. To raczej zabawy z gatunkiem, niż jego zwykłe uprawianie.

      Tą ewolucję doskonale widać również podczas koncertów. Miałem przyjemność oglądać ich na żywo trzykrotnie: w okolicach drugiej płyty, później jako tworzywo sztuczne i wreszcie w zeszłym roku po wydaniu „Heavi Metalu”. Pierwszym razem, miałem wrażenie, że dusi ich ta prosta hiphopowa formuła występów: mc i dj; za drugim widziałem muzyków zafascynowanych tłokiem na scenie i bawiących się eksperymentem; aż wreszcie w zeszłym roku spotkałem się już z dojrzałymi muzykami, którzy potrafią czarować nową aranżacją, energią i mają całkowitą kontrole nad publicznością.

      Dlatego potwornie żałuje, że nie dane mi będzie dziś sprawdzić jak wygląda to ich nowe koncertowe wcielenie. Gdy znów zrezygnowali z żywych instrumentów, na rzecz elektronicznych eksperymentów. Niemniej polecam i liczę, że ktoś się podzieli wrażeniami.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 21 maja 2010 09:02
  • czwartek, 20 maja 2010
  • środa, 19 maja 2010
    • IDEE UPADŁE – ODSŁONA PIERWSZA

      Przyglądam się przygotowaniom do tegorocznych edycji Nocy Kulturalnej, Festiwalu Reggae Day czy Free Art Fest From Poland i trochę się martwię, ze brak tu rozwoju. Widać raczej dreptanie w miejscu czy wycofanie na z góry upatrzone pozycje. Z pewnością za wcześnie, by przesądzać o czymkolwiek, ale rozmyślania o tym nie nastawia mnie w pozytywnie. A wręcz przypominają się różne fajne idee, które nie pożyły w tym mieście zbyt długo.

      I to przygnębiający, ale niezły temat. Dlatego z pewnością kiedyś się w niego wgłębię i powrócę do sprawy. Jednak tak na gorąco przypomniały mi się cztery takie inicjatywy. Więc  proponuje na nie szybki, sentymentalny rzut oka.

      „Festiwal działań parateatralnych i performance’u OFFsceniczny”, który niestety skończył się na pierwszej edycji w 2006r. Jak ja go przegapiłem??? Zupełnie nie wiem… Na swoje usprawiedliwienie mam tylko fakt, że byłem świeżo po ważnych życiowych wydarzeniach i nie miałem głowy na nic innego. A program wyglądał imponująco, trzydniowo impreza, artyści z całej polski i prawdziwa gwiazda Grupa SUKA OFF. Sztuka performance to rejony artystycznych poszukiwań, które wyjątkowo rzadko można zobaczyć pod Jasną Górą. Dlatego potwornie żałuje, że przegapiłem i nie miałem drugiej szansy. Może ktoś był i może chociaż podzielić się wrażeniami?

      „Scena Błazen” – na której pojawiłem się raz i uciekałem stamtąd w popłochu. Muszę przyznać, że to zdecydowanie nie moje rejony. Dużo wzniosłości, patosu, formy odstającej od treści. Ale sama idea zbudowania przestrzeni, do spotkań oraz dialogu różnych artystów, była świetna i dość mi bliska. Tego mi w tym mieście brakuje i trzeba docenić, że były próby ratowania tej sytuacji. Choćby zupełnie odmienne od mojej estetyki. Niestety „Błazen” wałęsał się trochę w przestrzeni miasta „Gaude Mater”, „Utopia”, „GTFP” i znikł.

      „Naciapane” – to taka spontaniczna grupa działająca poza oficjalnymi instytucjami wystawienniczymi, wokół której zaczęli gromadzić się różni lokalni plastycy. Idea zdaje się była taka, że w kupie raźniej i łatwiej się pokazać. Łączyły ich głównie wspólne wystawy, ale i jakieś kolektywne działania artystyczne się zdarzały (chociażby przy okazji akcji „stop przemocy w Tybecie”). Od jakiegoś czasu zupełnie o nich cicho. Pewnie jak zawsze ludzie się porozjeżdżali, zajęli „poważnym życiem”, energia uleciała. „

      Impreza w obronie niezależnej Konduktorowni” – po cichu liczyłem, że wspólna inicjatywa Agregata i FTG ma szansę zmienić się w coś cyklicznego. Że to impuls, który wprowadzi trochę życia w puste mury Konduktorowni. Że młodzi dobrze się tam poczują i zawłaszczą sobie to miejsce. Skończyło się jak się skończyło. Niestety nie ma miejsca na sztukę w ciasnej przestrzeni polityki

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „IDEE UPADŁE – ODSŁONA PIERWSZA”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 19 maja 2010 11:50

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR