CZĘSTO LOVE CHOWA

Wpisy

  • środa, 17 kwietnia 2013
    • Z PAMIĘTNIKA NERDA

      Dziś notka retro-sentymentalna, bo zorientowałem się, że na tym blogu nie pisałem jeszcze nigdy o moich przygodach z klubami fantastyki. A przecież to kawał mojego życia, ważne emo łączące mnie z Częstochową i pierwsze próby „robienia kultury” w mieście. Zatem proszę Państwa czas na długo oczekiwany coming out: tak od wielu lat jestem nerdem!

      Za młody jestem, żeby pamiętać wszystkie próby łączenia się fanów fantastyki w grupy, bo w Częstochowie już w latach 80. coś działo się w tym temacie. Próbowałem kiedyś dokopać się do jakiś konkretnych informacji na temat początków fandomu fantastycznego w mieście, ale moje starania spełzły na niczym. Okazuje się, ze pamięć ludzka jest zawodna i znaczna część tej pierwszej ekipy gdzieś znikła, rozjechała się. Ja załapałem się za to na początki „Częstochowskiego Klubu Miłośników Fantastyki i Gier Fabularnych TUATHA DE DANANN”. Jej co za nazwa! - pamiętam, że była ona jednym z powodów przedłużającej się formalnej rejestracji stowarzyszenia. Ktoś opowiadał anegdotę, ze chłopaki musieli iść do sądu i tłumaczyć o co właściwie chodzi. To był chyba rok 1997r.

      Pamiętam, jak pojawiłem się tam pierwszy raz i byłem zachwycony tą atmosferą wspólnego współdziałania, chęcią dzielenia się wiedzą o hobby, konwentowanymi planami itd. I faktycznie początki były bardzo obiecujące: regularne dyżury w bibliotece, zinowe wydawnictwo, klubowy księgozbiór plus tematyczne spotkania. Z wielkim bananem na twarzy wspominam wielogodzinny maraton trzech części „Obcego” z dvd. I jeszcze grupowe granie w „Diablo” w jakiejś knajpie. Właśnie wtedy odkrywałem na czym polega przyjemność współ-przeżywania z innymi fanami popkulturowych przyjemności. Niestety szybko zaczęła w tę bajkę wcinać się proza życia i zobaczyłem jak to ciężko żyć w NGO'sie. Dużo ludzi, różne charaktery, niedomówienia, spory i konflikty. Zamiast zwartego i skutecznego w działaniu klubu fantastyki, ostał się jakiś taki nieokreślony twór. A ja pojechałem na studia i też udzielałem się jedynie z doskoku.

      Na szczęście jednak fani łatwo się nie poddają. Ich potrzeba gromadzenia się jest olbrzymia i potrafi pokonać wszelkie trudności. Klub fantastyki przeniósł się z biblioteki do knajp, z nazwy odpadło gdzieś w międzyczasie to nieszczęsne „ TUATHA DE DANANN”, a priorytetem stało się organizowanie konwentów. I to było dobre! Oczywiście większość tych fanowskich zlotów rodziło się w bólach i nerwowej atmosferze, ale jak patrzę na to z perspektywy czasu to było warto. Jeśli nic nie pokręciłem to pierwsze Częstochowskie Dni Fantastyki odbyły się w 1999r. Wszystko było zrobione z prawidłami: szkoła, gry bitewne, karciane, rpgi, spotkania tematyczne i z zaproszonymi gośćmi. Trzeba pamiętać, ze inetrnet, był wtedy w powijakach i to właśnie konwenty były prawdziwą skarbnicą dla nerdów, gdzie mogli zdobyć przeróżne info, gadżety i tym podobne słodkości. Podobny był sens wydawania fantastycznych zinów, składanych na domowych kompach i kserowanych gdzie popadnie. W Częstochowie był „Samhain”, i tu odrobina lansu: przez krótką chwilę byłem odpowiedzialny za jego redakcje. Tak, ma się te prestiżowe stanowiska w CV! Co zaś do Dni Fantastyki, to udało im się przetrwać nawet do 2006 r., choć pod zmienioną nazwą Bunkier.

      Mieliśmy też w mieście próby zorganizowania ogólnopolskiego konwentu. Zwał się on Czekon i miał dwie edycje w 2004 i 2005r. Ja pamiętam go głównie z tego, ze było to szansa spotkania naprawdę sporego zestawu pisarzy (byli Sapkowski, Ziemiański, Pilipiuk, Drzewiński, Kres, Kossakowska, Grzędowicz, Dębski, Inglot, Orbitowski) oraz że była to niezła nauka jak skomplikowane i niewdzięczne jest organizowanie czegokolwiek w kulturze.

      Wtedy trochę marudziłem, że te konwenty nie takie, za rzadko, za często, z mało atrakcyjne, za bardzo... Dziś sobie myślę, że jednak działo się wtedy sporo w fantastycznym światku i szkoda, że niewiele pozostało po tym śladów. Internet prawnie nie pamięta, ziny poginęły gdzieś w składach makulatury. Ja sam nie pamiętam gdzie są moje egzemplarze.

      Po 2006 zaczęła się robić w mieście fantastyczna pustynia. Dopóki istniał sklep Fantasy/Dragon, tam można było spotkać jeszcze ludzie z klucza wspólnych pasji. Grali głównie w karcianki, bitewniaki, ale i tak jakoś lżej było ze świadomością, że jest w mieście ta ostatnia fantastyczna wysepka. A potem sklep upadł i wszyscy ostatecznie rozeszli się już do domów i ciemnych zakątków internetu.

      Oczywiście jakieś próby reanimacji fandomu istniały. Ktoś tam marzył o restarcie klubu i organizowaniu Polkonu, inni spotykali się w knajpach grać w planszówki, inni znaleźli jakiś kącik na bitewniaki, a mangowcy... nie no co robią i robili mangowcy to nie mam pojęcia. Fakt jest jednak faktem, że wszystko przykrył jakiś smutny i pesymistyczny marazm. Może dlatego, nie chciało mi się pisać o fandomie częstochowskim na czestolovechowa.

      Ostatnio jednak zaczęło się coś dziać. Całkiem fajnie hula klub gier bitewnych, za nami dwie edycje ploanszówkowego konwentu „Twierdza”, pojawił się także nowy klub miłośników fantastyki i mangi „Gildia”, który organizuje regularne spotkania, bawi się w larpy i nawet za e-zina się zabrał. Serce rośnie, jest duch w narodzie. Ciesze się tym bardziej, że to w dużym stopniu nowi ludzie, nowa energia i zapał. Z tego wszystkiego i we mnie obudził się młodociany nerd, który nie tylko kibicuje tym wszystkim inicjatywom, ale też sam chce krzewić fantastyczną radochę w społeczeństwie. Dlatego zapraszam również na dwa okołofantastyczne spotkania, które będę niebawem prowadził. W sobotę z Michałem Centnarowskim, szefem działu prozy polskiej w „Nowej Fantastyce”, a we wtorek ze Szczepanem Twardochem w ramach Światowego Dnia Książki

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 17 kwietnia 2013 11:24

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR