CZĘSTO LOVE CHOWA

Wpisy

  • piątek, 30 kwietnia 2010
    • W WIECZNEJ BUDOWIE

      Wizytówki miast, tonie tylko rzeczy ładne, funkcjonalne i estetyczne. Często do rangi miejsc kultowych i nieoficjalnych symboli urastają rzeczy szpetne, np. niedokończone budynki I tak Kraków ma od lat swojego „szkieletora” w okolicach Uniwersytetu Ekonomicznego, Lublin „teatr w wiecznej budowie”, Opole do niedawna miało „Blue Tower”. W większości miast z pewnością można by coś takiego znaleźć i te potworki, mimo, że najchętniej byśmy o nich zapomnieli, też stanowią ważną część lokalnego kolorytu. To swoiste pomniki niezrealizowanych marzeń, przypomnienie, że człowiek tak do końca nie potrafi ujarzmić miejskiej przestrzeni.

      Gdybym miał znaleźć odpowiednik w Częstochowie, stawiałbym na ten właśnie przybytek:

      Może nie imponuje rozmiarami, jak wcześniej przywołane przypadki, wygrywa za to lokalizacją. Tuz obok Jasnej Góry, z niezłym dojazdem - miejsce, aż prosi się o infrastrukturę turystyczną. I właściwie hotel miał tam powstać. Dlaczego się nie udało? Podobno znaczenie miała prohibicja wprowadzona w okolicach klasztoru, jakieś zamieszanie co do własności też było. Koniec końców od kilkunastu lat właścicielami brzydala są paulini. Moja teza: trzymają go w tym surowym stanie, by przypominać pielgrzymom o kruchości świata materialnego i nieuchronności rozkładu. Memento Mori.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „W WIECZNEJ BUDOWIE ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 30 kwietnia 2010 11:25
  • czwartek, 29 kwietnia 2010
    • KULTURY SPOTYKAJĄ SIĘ WIECZOREM

      Pozostając w temacie festiwalu „Gaude Mater”, chciałem dziś polecić jedną z imprez towarzyszących czyli ETNO*C. Inicjatywa spotkań z kulturami świata poprzez warsztaty, pokazy, wykłady czy koncerty zrodziła się przy okazji poprzedniej edycji Festiwalu Muzyki Sakralnej i okazała się pomysłem trafionym. Przynajmniej na tyle, że w tym roku postanowiono ją powtórzyć.

      Zatem w najbliższy weekend czeka nas wieczór z kulturą celtycką (piątek, Konduktorownia). Będzie to szansa na naukę tańca celtyckiego i bretońskiego, a także możliwość zobaczenia pokazu tanecznego zespołu "Glendalough" oraz koncertów zespołów "Danar" i "The Alan Kelly Quartet" (IRL). Ku mojej radości, swoją chwilę będzie tez miało mówione i wykład o legendach celtyckich (niezwykle interesujący temat) przedstawi Pani Ewy Żydowicz z Zakładu Języków Celtyckich Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu

      W sobotę przenosimy się do Teatru im. Adama Mickiewicza, gdzie czekać na nas będzie prezentacja kultury żydowskiej. W kontekst wprowadzi wykład "Od narodzin do śmierci – cykl życia religijnego Żyda", a następnie odbędą się: warsztaty śpiewania nigunów z elementami tańca chasydzkiego, warsztaty kuchni żydowskiej, ceremonia Hawdali zamykająca Szabat, koncert Urszuli Makosz z zespołem, koncert zespołu "The Israeli Ethnic Ensemble" (Tel Awiw) oraz spektakl „Wilki” z repertuaru naszego teatru.

      Niedzielny finał w Klubie Teatr From Poland i spotkanie z kulturą indyjską. Dominować w nim będą warsztaty: tańca Odissi, tańca Chhau, zakładania sari i makijażu. Ale też znajdzie się miejsce na wykład o mudrach ilustrowany tańcem i koncerty indyjskiego wirtuoza Wajahata Khana (sarod) (UK) oraz zespołu "Wniebowzięci".

      Fajny pomysł, sympatyczna formuła, ciekawe jak to wychodzi w praktyce. Ale tak sobie myślę, że ETNO*C zasługuje na oddzielną egzystencje. Szkoda by było gdyby to była akcja tylko przy okazji „Gaude Mater”.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      czwartek, 29 kwietnia 2010 13:41
  • środa, 28 kwietnia 2010
    • MIASTO MUZYKI SAKRALNEJ

      Mój stosunek do Festiwalu Muzyki Sakralnej „Gaude Mater” jest dwoisty. Z jednej strony jest to całkiem interesująca impreza, z bogatym programem i ciekawą historią. Jest ona zauważana w kraju i ma już swoją renomę. Organizacyjnie właściwie nie ma się do czego przyczepić, ktoś tam dba, żeby co roku było z pomysłem i rozmachem. Przyjeżdżają artyści z całego świata, reprezentujący różne kultury, wyznania – co również jest bezsprzecznym atutem. Oczywiście jest to impreza niszowa, skierowana głównie do melomanów ciekawych wydarzeń na styku muzyki i religii. Ale to przecież także zaleta, bo często to co najciekawsze w kulturze dzieje się właśnie w niszach. I rolą miast, samorządów i państwa jest sprawować nad taką sztuką mecenat. Nawet gdy sale koncertowe nie pękają w szwach.

      Mój problem z tym festiwalem, zaczyna się gdy słyszę, że to wizytówka miasta. Najważniejsza impreza kulturalna Częstochowy, która pożera sporą cześć budżetu przeznaczonego na kulturę. Jasna Góra, Muzeum Pielgrzyma, Dni Kultury Chrześcijańskiej, Triennale Sacrum w Sztuce, Festiwal Muzyki Sakralnej... Czy naprawdę nie ma innych pomysłów na promowanie tego miasta. Przecież to jest najprostsza ścieżka, najbardziej oczywista i przez to banalna. Utrwala stereotyp Częstochowy, która nie ma nic do zaoferowania oprócz atrakcji spod klucza sacrum. Nie jestem specjalista od promocji, ale wydaje mi się, że rzecz polega na poszerzaniu targetu, a nie wąskiej specjalizacji. Poza tym na sztandarową imprezę kulturalną wypadałoby wybrać coś odrobinę mniej niszowego. Czy ja wiem, choćby Noc Kulturalną, czy teatralny przegląd „Przez dotyk”. Zresztą nie trzeba ograniczać się do imprez już istniejących, królestwo Sztuki jest nieograniczone. Marzy mi się wielki międzynarodowy salon sztuki performance, festiwal dialogu muzyki poważnej i popularnej, czy zakrojone na olbrzymią skale święto streetartu. Brak nam może infrastruktury kulturalnej na wydarzenia z naprawdę wielka pompą, ale większość problemów da się pominąć pomysłowością.

      To wszystko jednak marzenia, ale rzeczywistości też nie daje powodów by zbytnio narzekać. Bo tegoroczne „Gaude Mater” zapowiada się bardzo obiecująco. Koncert Bobbego McFerrina z Morphing Vienna Chamber Orchestra to ogromne wydarzenie. McFerrin to artysta światowego formatu (10 statuetek Grammy) i fakt, że jeden z jego polskich koncertów odbędzie się właśnie w Częstochowie to olbrzymi sukces organizatorów. Magnes, który zapewne przyciągnie sporo ludzi z całej Polski i duża reklama dla całej imprezy.

      Festiwal „Gaude Mater” zaczyna się z bardzo wysokiego C, ale i też będzie miał efektowny finał. „Siedem Bram Jerozolimy” Krzysztofa Pendereckiego to również uznana, światowa marka. Natomiast z tego co pomiędzy, mnie osobiście najbardziej ciekawią muzyczne podróże po świecie: sakralna poezja arabska (zespół „Rozaneh” – Iran), muzyka synagogalna (chór Synagogi pod Białym Bocianem -Polska), muzyka cerkiewna (Zespół Staroruskiej Muzyki Religijnej „Sirin” - Rosja), muzyka muzułmańska (m.in. WIRUJĄCY DERWISZE z Aleppo) czy też muzyka z czarnego lądu (The Sakala Brothers - Zambia).

      Intrygująco zapowiada się też Widowisko "Logos" - Międzynarodowy Projekt Różnych Kultur. Ale by przekonać się co za przedsięwzięcie para-teatralne kryje się pod tak wymyślą nazwą trzeba będzie pojawić się 3 maja o 21. na Placu Biegańskiego.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „MIASTO MUZYKI SAKRALNEJ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 28 kwietnia 2010 12:58
  • wtorek, 27 kwietnia 2010
    • COŚ OPTYMISTYCZNEGO

      źródełko

      Trzeba się cieszyć nawet z tych małych znaków, obiecujących, że to miasto nie jest jednak skazane na bylejakość.

      W cieniu wspaniale odremontowanej Kamienicy Kupieckiej odbyła się ostatnio kolejna mała bitwa o wizerunek Alei. Bitwa zwycięska – bo udało się zachować tradycyjny, gastronomiczny charakter lokalu na parterze. A mało brakowało, byśmy mieli kolejną aptekę – bo jakiś urzędnik zapomniał/ zaniedbał/ nie zależało mu/ zależało mu za bardzo (niepotrzebne skreślić) i nie ograniczył odpowiednio kolejnej przetargowej oferty. I gdy wydawało się, że już pozamiatane, zrobił się hałas. Ktoś oprzytomniał na czas, postawił towarzystwo do pionu i namówił przedstawiciela branży farmaceutycznej, który wygrał przetarg, do negocjacji.

      Fajnie, że od czasu do czasu ktoś tam na górze, potrafi przyznać się do błędu i odkręcić całą sprawę. Miło, że szef tanich aptek zdecydował się odstąpić od wygranego przetargu. „Deka smaku” to co prawda nie szczyt wyrafinowania, ale i tak lepiej, by w tak reprezentatywnym dla miasta miejscu był tego typu lokal, niż kolejna apteka czy bank.

      Cała ta historia to szczegół, detal. Ale właśnie z takich małych elementów składa się obraz miasta. Więc trzeba się cieszyć z tych malutkich sukcesów, nawet gdy giną one wśród innych zatrważających rewelacji. Chociażby takich, że kupcy z Wałów Dwernickiego umiłowali blachę i rzucili wyzwanie grafficiarzom.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „COŚ OPTYMISTYCZNEGO ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 kwietnia 2010 13:10
  • poniedziałek, 26 kwietnia 2010
    • ŚPIEWAĆ, TYLKO DLA KOGO?

      Dziś w Rurze miał śpiewać Czesław, ale przełożyli koncert. Mówią na mieście, że słabo się sprzedawały bilety. Kurczę, nie wierzę, zabrakło publiki na Czesława „zagram 2 koncerty pod rząd, bo ludzie się w klubie nie mieszczą”? Rozumiem, że mógł się osłuchać - w końcu gra u nas n-ty raz i sam się już nie wybierałem -, ale żeby aż przesuwać koncert? Choć z drugiej strony na Novice też podobno świeciło pustkami.

      Zazwyczaj piszę tu z perspektywy słuchacza konsumenta. Ciągle chcę jeszcze więcej koncertów, jeszcze lepszych, jeszcze bardziej różnorodnych. Ale tak naprawdę ciekawy jestem, jaki to interes w Częstochowie organizować koncerty? Chyba to dość ryzykowna to zabawa. Gdy zbierze się na publice 50-60 to już chyba jak na lokalne realia sporo. Ciekawe jak to wypada w porównaniu do innych miast. Chyba szału nie ma...

      Może są jakieś sprawdzone mechanizmy wyciągania ludzi z domów, zmieniania ich przyzwyczajeń spędzania wolnego czasu?

      Ale pytajników w tym wpisie. Wiec na koniec zamiast puenty: wie ktoś jak tam frekwencja na sobotnim Feel'u? Może to jest metoda?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „ŚPIEWAĆ, TYLKO DLA KOGO?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 kwietnia 2010 21:41
  • piątek, 23 kwietnia 2010
    • NOTORYCZNI DEBIUTANCI

      Jest czas żałoby, jest i czas zabawy. W ten weekend zaczynamy nadrabiać zaległości koncertowe.

      W piątek można mieć dylemat Sidney Polak w Retro czy Novika w Rurze. Perkusista T.Love chyba polubił nasze miasto, bo koncertuje tu ze sporą regularnością. Jego solowy projekt nie jest może jakimś wielkim artystycznym wydarzeniem, ale to dość intrygującą ciekawostka. Sidney pokazuje jak rockmeni patrzą na zjawisko hiphopu i jak starsza generacja może inspirować się młodszą. Bo mimo hiphopowej stylizacji, widać tam rockową duszę - tylko odbitą w krzywym zwierciadle. Płyty trochę mnie nużą, ale to muzyka przeznaczona wybitnie do zabawy. Najlepiej słuchać ją na żywo, przy piwku, ze znajomymi.

      Novika zdecydowanie jest artystą bardziej wielowymiarową. Wokalistka, dj’ka, dziennikarka muzyczna. Przynosi muzykę klubową pod strzechy – w formie strawnej i niezwykle smakowitej. Przy czym z nią mam odwrotnie niż z Polakiem – uwielbiam jej płyty, a koncertu jednak trochę bym się obawiał. Mam stracha, że na żywo przekracza pewien próg „klubowości”, który jestem w stanie zaakceptować. No ale to co dla mnie jest wadą, dla innych jest zdecydowaną zaletą.

      Hit weekendu to jednak zdecydowanie niedzielne Fight This Generation i koncert Much. Zespołu który przez pewien czas był sztandarem niezależnego grania w Polsce i błyskawicznie zdobył sobie sporą grupę fanów, szczególnie wśród słuchaczy „Trójki”. Sam przekonywałem się do nich dość długo, ale gdy usłyszałem ich na żywo przekonali mnie całkowicie. Mają patent na niezłą melodykę, piszą świetne teksty. Ich kawałki są stworzone, by hulać w radiowym eterze. A komercyjny potencjał, nie gryzie się z niezależnym zadziorem. Mam tylko problem z wydanym niedawno drugim albumem „Notoryczni debiutanci”. Niby wszystko ok., a nie cieszy tak jak debiut. Choć może to też kwestia potrzeby usłyszenia tego materiału na koncercie.

      Ale, żeby nie było, zauważam też inne koncerty poza tymi „niezależnymi”. Trudno nie zauważać, gdy od kilku dni po mieście jeździ samochód z głośnikami reklamujący, że o to przed nami jedyny niepowtarzalny koncert Feel. Zauważam ofensywę właścicieli dyskotek – klubów, którzy w poszukiwaniu nowych klientów sięgają po rodzime „gwiazdy” znane z Pudelka. Tylko tak naprawdę nie bardzo wiem jak to komentować. Dlatego o tym nie pisze.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 23 kwietnia 2010 10:07
  • czwartek, 22 kwietnia 2010
    • TEATR ŚMIERCI

      Jest coś totalnie hipnotyzującego w Kantorze. Jego teatr jest niewolnikiem rytmu, tempa. Obrazy, słowa, muzyka - choć absurdalne, przerysowane, wewnętrznie sprzeczne - to jednak ułożone są w pewna harmonię, rytmiczną kompozycję. I wydaje mi się, że tu trzeba szukać sensów sztuki Kantora, w tych szczelinach, gdzieś poza słowami.

      A sam Kantor w środku tego dzieła. Niesamowity, szalony demiurg, okaleczony logos, na gorąco układający poszczególne elementy w jedną całość. Odbudowujący rozbite wspomnienia. Doskonale udało się Wajdzie uchwycić go w tym niezwykłym stanie. Gdzieś w zawieszeniu pomiędzy twórcą, a samym dziełem sztuki.

      „Umarła Klasa” to z pewnością nie najłatwiejsze przedstawienie. Fajnie, że udało się je obejrzeć w kilku osobowym gronie. Bo samemu przed telewizorem, byłoby chyba jeszcze trudniej zmierzyć się z tym materiałem. Mam nadzieje, że dla większości nie było to tylko zderzenie się ze ścianą bezsensu i bełkotu i uda się kiedyś spotkać na kolejnym seansie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „TEATR ŚMIERCI”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 kwietnia 2010 08:51
  • środa, 21 kwietnia 2010
    • M JAK MAŁŻ

      Klub Rura zdecydowanie nie kojarzył się do tej pory z teatrem, a tu w czwartek czeka nas miła niespodzianka. O 19tej będzie szansa, właśnie tam zobaczyć Anne Biernacką w monodramie „M.” (reż. Karol Rębisz). Przedstawieniu na podstawie książki „Małż” Marty Dzido.

      „Małż” to proza ze stajni korporacji „Ha!art”. Wpisała się ona w szerszy nurt książek młodych autorów, którzy po roku 2000 głośno zaczęli wyrażać swoje niezadowolenie rzeczywistością po transformacji systemowej. Wyraziście mówili o tym jak uwiera ich wyścig szczurów, korporacyjny model pracy czy system wartości oparty na przekazie mediów masowych. Tak wyczekiwany kapitalizm, okazał się nie rozwiązywać wszelkich problemów współczesnego człowieka. A książka Dzido musi faktycznie mieć spory potencjał sceniczny, bo nawet mnie udało się już odnotować kilka prób dramatycznych zmierzenia się z tym materiałem.

      Po spektaklu zapowiadane jest spotkanie z autorką książki połączone z prezentacją jej dorobku filmowego

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 21 kwietnia 2010 10:21
  • wtorek, 20 kwietnia 2010
    • U CHŁOPAKÓW

      Oswajanie obcego miasta zaczynam zazwyczaj od szukania fajnych księgarni. To takie wynajdywanie punktów lokalizacyjnych, zaznaczanie miejsc w których czuje się dobrze. Ich funkcja komercyjna ma drugorzędne znaczenie (szczególnie dziś gdy większość książek kupuje się w necie), księgarnia to dla mnie przede wszystkim miejsce gdzie można obcować z książkami. I nie chodzi tu o ich czytanie na miejscu – taki Empik to dla mnie miejsce bez duszy.

      W Częstochowie interesujących księgarni jest jak na lekarstwo. Lubię „Tanią książka” i antykwariat na ul. Kościuszki, ale to głównie miejsca do szukania okazji cenowych. Było za to kiedyś pewnie miejsce, które mocno ukształtowało moje podejście do sklepu z książkami. Mam tu oczywiście na myśli mieszczącą się kiedyś w alejach księgarnie „U chłopaków”. Dziś już nawet nie jestem pewien, czy to była jej oficjalna nazwa, czy tylko tak się na nią mówiło.

      Niewielkie pomieszczenie, na niskim parterze w kamienicy, wydawało mi się wtedy pępkiem świata. Przechodząc obok po prostu zawsze musiałem tam zajrzeć – trochę na tej samej zasadzie jak ludzie przechodząc obok kościoła, musza zajrzeć do kaplicy. Uwielbiałem natłok kolorowych okładek, uwielbiałem zapach papieru. A co najważniejsze nikt mnie stamtąd nie gonił. Nikogo nie dziwiło, że po prostu stoję i gapię się na grzbiety, od czasu do czasu tylko wyjmując którąś książkę i niespiesznie ją kartkując. Było tam ciasno, zazwyczaj pełno ludzi i panowała jakaś nieuchwytna atmosfera, która sprawiała, ze czułem się tam po prostu dobrze.

      Jeśli chwilę się zastanowić, to wychodzi na to, że właściwie tam zaczynało się lub rozkwitało większość moich życiowych pasji. Znów jak dzieciak mam banana na twarzy, gdy przypomnę sobie jak kupowałem tam Thorgale, Sapkowskiego, Dukaja. W ramach księgarni funkcjonował, też antykwariat gdzie można było wypatrzyć niezłe okazje. Pamiętam z jaką dumą i przejęciem wychodziłem z trojakiem Tatarkiewicza. Ale te wspomnienia sięgają czasu sprzed okresu moich w pełni ukształtowanych czytelniczych wyborów. Był taki moment, że wszystkie dzieciaki zbierały naklejki zwierząt do albumu WWF i „U chłopaków” były organizowane giełdy wymiany dla młodocianych kolekcjonerów. Bardzo żywo pamiętam tamte emocje.

      W pewnym momencie księgarnia „U chłopaków”, zaczęła się rozrastać. Przejęli lokal obok, zrobili filię naprzeciwko Politechniki. I tak jak nagle gwałtownie błysło, tak i gwałtownie zgasło. Pojawiły się jakieś problemy finansowe i księgarnie przejęła ogólnopolska sieć księgarni. Niby dużo się nie zmieniło, ale gdzieś mimochodem uleciał ten niepowtarzalny duch. Nadal lubię tam zaglądać, ale zdarza mi się to wyjątkowo rzadko. Chyba po prostu wole swoje wspomnienia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „U CHŁOPAKÓW ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 kwietnia 2010 09:20
  • niedziela, 18 kwietnia 2010
    • ŻAŁOBA

      Sam już jestem mocno przytłoczony narodową żałobą i od kilku dni szukam wyciszenia poza medialnym zgiełkiem.

      Miałem tez tu już nie wracać do tego tematu. Ale znalazłem pewien kadr w temacie, który mnie zachwycił i musiałem go podać dalej.

      źródełko

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 kwietnia 2010 14:42

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR