CZĘSTO LOVE CHOWA

Wpisy

  • środa, 26 marca 2014
    • PRZELITEROWANY WEEKEND

      W tym tygodniu krótko i polecankowo. Weekend zapowiada się intensywnie, bo startuje GENERATOR, a na dodatek dwie po_czytajowe inicjatywy.

      Zacznijmy od końca. W niedziele w Rue de Foch (ul. Focha 10) o 17:00 po_czytajowe spotkanie z Katarzyną Grygą autorką powieści „Suka”. Debiut chwalą, autorka z korzeniami częstochowskimi. Warto przyjść i przekonać się, co się za ową „Suką” kryje. Z kolei w piątek po_czytajowo razem z „Li-TWĄ” świętujemy setne urodziny Pana Hrabla. Tak kameralnie, bez zadęcia. Po prostu spotykamy się, by pogadać i posłuchać o czeskim Mistrzu. No i oczywiście by napić się piwa, bo literatura Hrabala to doskonały podkład do piwa. Jeśli ktoś lubi takie nieformalne spotkania literackie, lubi prozę Bohumila Hrabala to zapraszamy w piątek do Słodko-Gorzkiego (ul. Kilińskiego 5) o g. 18.00. Za urodzinowych wodzirejów będą robić Sławek Domański i Janusz Mielczarek.

      W sobotę zaś, zupełnie bez czytajowych kontekstów, wybieram się do Latarnika (ul Łódzka 8/12) na spotkanie autorskie promujące komiks „Romowe”. O komiksie pierwszy raz słyszę, jaki on przekonam się na spotkaniu, ale najważniejsze, że narysował go Hubert Czajkowski – postać dla mnie kultowa. Do dziś mam dreszcze, gdy przypomnę sobie jego ilustracje do tekstów o „Zew Cthulhu” w „Magi i Miecz”. Ojjjj działały one na wyobraźnie i to jego styl już zawsze będzie kojarzyć mi się z prozą H.P.Lovercrafta. Podczas lektury książek Samotnika z Providence, świat przedstawiony w głowie maluje mi się właśnie kreską Czajkowskiego. Oczywiście dla większość zapewne Czajkowski jest rysownikiem kojarzonym z „Dzikimi Polami” i prozą Komudy, ale dla mnie jego ilustracje szalonych kulltystów mają pierwszeństwo. Zatem w sobotę o 17:00 idę się konfrontować z jednym z graficznych idoli mojej nerdowskiej młodości.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 26 marca 2014 09:56
  • piątek, 21 marca 2014
    • CZY FEJS ZEŻARŁ WSZYSTKO? - CZYLI CZĘSTOCHOWA ON-LINE 5 LAT PÓŹNIEJ

      Kiedyś wierzyłem, że internet to fajne miejsce, by zbierać i przechowywać informacje z życia miasta. Takie masowe i demokratyczne archiwum – gdzie zostają wspomnienia, wizytówki, świadectwa kulturalnego życia miasta. Pięć lat temu miałem o tym notkę tutaj. Rok później popełniłem tekścik o podobnym temacie do „Aleje3” (gdyby ktoś był dociekliwy to w numerze 79/80; maj/sierpień 2010).

      A potem przyszedł fejsbuk i zeżarł wszystko. Przede wszystkim zeżarł moje fantasmagorie. Okazało się, że wirtualne życie w większości przeniosło się na portale społecznościowe, a tam wszystko jest ulotne i chwilowe. Fanpejdże, wpisy, komentarze powstają i szybko znikają z głównej ściany oraz pamięci. Po kilku miesiącach nie dokopiesz się, bez względu na to jak głęboko byś kopał. Hejterzy mówią, że fejsbuk pamięta wszystko, ale jeśli nawet to prawda to zostawia to tylko dla siebie.

      Przyglądam się teraz temu co kiedyś napisałem i zastanawiam co z tego zostało. Blogowa notka jest śmiertelnie nieaktualna. Nie ma już dziś śladu ani po Stacji Częstochowa, ani po Agregacie. Osobiście mi żal, bo dzięki blogowej noce poznałem dwóch Kamilów odpowiedzialnych za tamte projekty i tak się zaczynało... No ale jeden Kamil dawno już czmychnął z miasta, a drugi teraz muzykuje. Bardzo zacnie muzykuje.

      Natomiast w tekście z „Aleje 3” cieszyłem się, że od kilku miesięcy działa portal Co, Gdzie, Kiedy. Dzięki Bogu on przetrwał. Ostatnio miał zasłużony lifting i z jeszcze przyjemniej tam zaglądać. Konsekwentnie zbiera on info o zbliżających się imprezach i robi naprawdę fundamentalną robotę (papierowy protoplasta, który przechrzcił się na „Jasne, że Częstochowa” dostał ostatnio koguta – więc korzystając z okazji ślę szacun dla redakcji) . No ale mnie marzył się nie tylko żywy portal informacyjny, ale też głośny internetowy głos konsumentów kultury, którzy dzielili by się tym co widzieli i przeżyli. Jakoś fajniej, niż przez twitta z limitem znaków.

      Twitter i fejsbuk zeżarły resztki około blogowego życia w mieście. No może jeszcze jako tako trzymają się fotoblogi (pjolo, czestojura – są nie do zdarcia), ale i tak z perspektywy czasu wygląda to skromniej. Jakbym mniej tego, z mniejszą częstotliwością. Wielka szkoda. Za to podobno w Częstochowie kwitną blogi modowe – no ale ponieważ to zupełnie poza moimi horyzontami poznawczymi to nie ogarniam. Chyba zupełnie też padło wszelkie, życie forumowe. Już nawet forum wyborczej jest jakieś takie ospałe, nudne i nie budzi żadnych emocji. Co za czasy!? Jest też kilka portali miejskich, które błyskawicznie się rodzą i równie szybko znikają. Na stan dzisiejszy zaglądam na Twoja Częstochowa i cz.info.pl, ale to wszystko mało, mało...

      Tęskni mi się za medium (obojętnie papierowym czy elektronicznym) które trawiłoby całą ofertę kulturową Częstochowy i zostawiało jakiś TRWAŁY, subiektywny ślad. Bo my tu w mieście tak łatwo zapominamy. A może to wszystko gdzieś jest. Istnieje po właściwej stronie internetu, a ja nie potrafię znaleźć. Jeśli tak to szybko proszę o linki, bym mógł się nacieszyć

      Oki, no to sobie pomirmiłowałem. No ale chyba to ja odstaje od czasów. W związku z czym nieśpiesznie i totalnie bez sensu będę produkował kolejne nikomu nie potrzebne blogowe notki. Kto wie, może za pięć lat napiszę o tym co zeżarło fejsbuka.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 21 marca 2014 15:34
  • poniedziałek, 10 marca 2014
    • TRIBUTE TO OKF

      Jutro częstochowski OKF kończy 25 lat. Taka historia! Jubileusz radosny i ważny. Od dawna na lewo i prawo opowiadam, że nie wyobrażam sobie tego miasta, bez tego kina – zatem jako prawdziwy fanboy z okazji jubileuszu postanowiłem wysmażyć notkę.

      OKF szykuje na święto różne tam drobne smakołyki. Jutro przy kasie mają bonusy wszyscy urodzeni tego samego dnia, czyli 11 marca. W sobotę czeka nas pokaz pakietu 5 filmów za 25 złotych. Podobno takich przyjemności wciągu roku ma być jeszcze więcej. Przede wszystkim jednak OKF zbiera wspomnienia. Do 31 sierpnia, każdy widz będzie mógł nadesłać trochę ciepłych słów, sentymentalnych anegdotek i takich tam. Wspomnienia wylądują TU, a wśród uczestników zabawy rozlosowane zostaną karnety.

      Miło się te wspomnienia czyta. Sławek pięknie napisał. Ja tak ładnie nie potrafię, dlatego nie będę się oficjalnie wyrywał, ale nieoficjalnie na blogu sobie nie odmówię.

      Nie pamiętam swojego pierwszego filmu w OKF... Pamiętam za to wizytę, która odmieniła moje postrzeganie tego miejsca, moje myślenie o kinie w ogóle. Od tamtego momentu sztuka filmowa stała się zdecydowanie czymś więcej niż tylko rozrywką. To była końcówka lat 90., dokładnej daty nie pamiętam, ale chodziłem jeszcze do liceum. Któryś kumpel namówił mnie na przegląd filmów Davida Lyncha. Pamiętam, że karnet zrobił porządną dziurę w moim młodzieńczym budżecie. Jednak zdecydowanie było warto. Pierwsza była „Głowa do wycierania” - mam teorię, ze to właśnie ten obraz zwichrował moją osobowość. Podczas seansu gapiłem się w ekran jak zaczarowany, za to wyszedłem z kina zły i zniesmaczony. Pytałem się: co to było? Po co to było? Ale debiut Lyncha nie dawał mi spokoju. Męczył i siedział z tyłu głowy. Tak że kilka dni później jak już przegląd się skończył, byłem już wielkim fanem tego obrazu. A to był dopiero początek: „Człowiek Słoń”, „Diuna” (zdaje się w tej dłuuugasnej wersji), „Blue Velvet”, „Dzikość Serca”, „Twin Peaks. Ogniu krocz za mną”. Bardzo skondensowana dawka, dość wymagającego kina. Czy była już tam wtedy w zestawie „Zagubiona Autostrada”? Chyba tak, ale do końca nie pamiętam.

      Filmy były puszczane w pakietach po dwa, a to nie są krótkie filmy i była to jeszcze w OKFie epoka starych niewygodnych foteli. Z sali wychodziło się zarówno obolałym fizycznie jak i psychicznie. Ale za to wychodziło się w pełni szczęśliwym. To wtedy nauczyłem się, że w kinie ważna jest atmosfera, skupienie i twórczy odbiór. To w OKFie przekonałem się, że filmy powinny pytać, męczyć, ranić, nie dawać spokoju! Powinny być zdecydowanie czymś więcej, niż tylko miłym tłem do konsumowania popcornu i coli. Jest okazja więc oficjalnie chciałem OKFowi podziękować za tamten przegląd i ważną lekcję jak należy odbierać Kulturę. OKFie trwaj wiecznie!

      Od Lyncha się zaczęło i potem już wpadłem w sidła. OKF stał się kierunkowskazem, co warto oglądać, czego warto spróbować. Tak jest do dzisiaj. Jestem częstochowianinem, ukształtował mnie OKF – myślę, że wiele osób podpisałoby się pod takim hasłem. Ja się podpisuję!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „TRIBUTE TO OKF”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 marca 2014 11:29

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR