CZĘSTO LOVE CHOWA

Wpisy

  • piątek, 31 grudnia 2010
    • TRUDNA SZTUKA CHWALENIA - EDYCJA II

      W zeszłym roku zebrało mi się na podsumowania, to w tym wypadałoby podtrzymać tradycję. Znów postaram się skupić na pozytywach, zatem tylko chwalimy:

      COŚ DLA UCHA

      Wyjątkowo łatwo wskazać na muzyczne wydarzenie roku w tym roku. Bez wątpliwości wygrywa Festiwal Gaude Mater, a dokładnie dwa koncerty w jego ramach: Bobby McFerrin z Morphing Vienna Chamber Orchestra oraz „Siedem Bram Jerozolimy” Krzysztofa Pendereckiego. Trudno to nawet jakoś specjalnie uzasadniać, wydarzenia te nie miały po prostu konkurencji.

      A tak zupełnie subiektywnie, to wyróżnię dwa koncerty na których ja najlepiej się bawiłem w tym roku w naszym mieście: Pustki w KTFP oraz Bajzel z Pogodno na Nocy Kulturalnej. Choć tu każdy pewnie mógłby wstawić coś innego. Co świadczy o tym, że z ofertą koncertową było w tym 2010 całkiem nieźle.

      NA SCENIE

      Teatralnie też nie będzie wielkiego zaskoczenia. Wyścig tak jak w zeszłym roku wygrywa Przegląd „Przez Dotyk”. Może tym razem ta impreza nie zrobiła tak zdecydowanego kroku do przodu jak ostatnio, ale właściwie nie ma ono konkurencji w mieście. Gdyby jej zabrakło wszystko spadłoby chyba na barki „pasjonatów-amatorów”.

      Wyróżnienia: Tu też jak w zeszłym roku trzeba wspomnieć o Teatrach Ogródkowych i Przeglądzie Monodramów. Pełen szacunek za wytrwałość i pasję. A dodatkowo na uwagę zasługuje nowa inicjatywa wakacyjnych warsztatów teatralnych i fakt, że na gościnne występy do Częstochowy nie przyjeżdżają tylko lekkie farsy, ale zdarzają się tez takie perełki jak „Patty Diphusa”.

      SŁOWO PISANE

      Tutaj ponownie powtarzamy schemat zeszłoroczny. Znów trudno wskazać na jakieś szczególne przedsięwzięcie związane ze słowem pisaniem, dlatego w tym roku nie będzie też głównej nagrody. Za to postarałem się znaleźć coś nowego na wyróżnienia: ciekawie wyszła Przychodnia Poetycka, cieszą nowe szaty „Alei 3”, ale najbardziej wyraziście udała się akcja „dotycząca słowa pisanego” podczas nocy kulturalnej.

      X MUZA

      Filmowo też nie byliśmy jakoś szczególnie rozpuszczani, ale udało się uruchomić w mieście regularną taperkę i trzeba to docenić. „Nieme Granie” chwyciło doskonale. Filmy były fajnie dobrane (przynajmniej większość), muzycznie małe cuda się tam działy, a przede wszystkim dopisywała publiczność, co jest dowodem jak była potrzebna w Częstochowie impreza tego typu.

      W wyróżnieniach z pewnością nie można zapomnieć o OKFie, który wytrwale dba o to, żeby pojawiało się u nas dobre kino. Wielka chwała im szczególnie za wszystkie przeglądy i repliki festiwalów. Dodatkowo brawa dla chłopaków z CHACIFDE za to, ze zmontowali w końcu „Dobry, Zły i Zombie”, bo nikt już nie wierzył, że się uda.

      SZTUKI PLASTYCZNE (WIZUALNE)

      Myślę, że to nie tylko wakacje – 2010 to był ROK KURY W AKCJI. To artystyczne przedsięwzięcie przywiało zupełnie nowy klimat do miasta, wypuściło sztuki wizualne z pewnych tutejszych, zastanych form i przede wszystkim okazało się świetną zabawą. W sumie proste środki wyrazu, ale jednocześnie jaka siła.

      W ogóle sztuki wizualne okazały się bardzo mocną kategorią w tymroku, bo i nad wyróżnieniami nie musiałem się jakoś szczególnie długo zastanawiać: kontynuacja Triennale „Dom – droga istnienia”, Dwurnik w Konduktorowi, powrót do miasta Anki „Fugazi” Biernackiej. Działo się.

      DEBIUTY

      W zeszłym roku wymyśliłem tą kategorię, by upchnąć tu nowe inicjatywy, którym wyjątkowo kibicuje i w tym roku tez mi się ona przyda:.

      Bo gdybym miał wskazać na najważniejsze dla częstochowskiej kultury wydarzenie roku, to bezdyskusyjnie byłby to debiut odświeżonego informatora CGK. Dzięki niemu wreszcie powiało normalnością w kwestii promocji wydarzeń kulturalnych w mieście. Takiego wydawnictwa brakowało od lat i wreszcie ktoś spróbował zapełnić tą czarna dziurę. Mam wrażenie, że CGK namacalnie zmienia to miasto. Jeszcze raz wyrazy uznania i mam nadzieję, że to już tak na zawsze będzie.

      I teraz przydałoby się parę słów podsumowania. Jaki był to rok, czy lepszy od poprzedniego, i co z tego wynika? Chyba jednak na takie odpowiedzi na razie mnie nie stać. Za to mogę się podzielić z Wami refleksją, że coraz rzadziej myślę o tym, że chciałbym się z tego miasta wyprowadzić.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 31 grudnia 2010 07:51
  • czwartek, 30 grudnia 2010
    • KAŻDE ŻYWE STWORZENIE NA ZIEMI UMIERA SAMOTNIE

      „Donnie Darko” to nie jest jakiś wybitny film, ale i tak go uwielbiam. To kawał świetnie skrojonego i inteligentnego popkulturowego kina. Doskonale gra na obyczajowych i fantastycznych schematach, a ja mam do takiej konwencji wyjątkową słabość. Dodatkowo, to chyba najlepszy film o podróżach w czasie jaki widziałem. Co jest sztuką wyjątkowo trudną, bo ten motyw, zarówno w literaturze i w filmie, zazwyczaj dziurawi logikę dzieła jak sito. Tutaj sprytnie udało się uniknąć wszystkich pułapek, bo i też ta podróż w czasie jest potraktowana dość umownie.

      Właściwie nie wiadomo, czy Donnie podróżuje do przodu, czy cofa się w czasie. Czy wraca się do momentu katastrofy, by uniknąć śmierci ukochanej, czy też może jednak umiera przygnieciony silnikiem samolotowym, a te dodatkowe 26 dni to taki dany mu dodatkowo bąbel czasowy, podróż w alternatywną przyszłość. Zdecydowanie więcej wskazuje na to drugie rozwiązanie. Jest taka scena, gdy Donnie wspomina swojego psa, który gdy umierał wczołgał się pod werandę, by być sam. Zatem wydaje się, że w filmie śledzimy ten moment, gdy Darko umierając musi pobyć sam i przepracować jeszcze niektóre sprawy.

      W pewnym momencie jego terapeutka mówi: „Gdyby niebo, tak znienacka się otwarło, nie byłoby prawa. Nie byłoby żadnych zasad. Byłbyś tylko ty, twoje wspomnienia, decyzje, które podjąłeś i ludzie, z którymi się zetknąłeś. Gdyby ten świat się skończył, byłbyś tylko ty... on... i nikt więcej.” Czy zatem Richard Kelly chciał uchwycić ten moment gdy po śmierci zostajemy na chwile sam na sam ze światem? Rzeczywistość i czas rządziłyby się wtedy zupełnie innymi prawami.

      Tak naprawdę „Donnie Darko” to dość sentymentalny i smutny film, który rzuca się na poważne tematy. Fajnie by było gdyby popkultura miała tak zawsze.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „KAŻDE ŻYWE STWORZENIE NA ZIEMI UMIERA SAMOTNIE”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 grudnia 2010 10:06
  • wtorek, 28 grudnia 2010
    • MIEJSCE DLA GENERAŁA

      źródełko

      Bardzo się cieszę, że udało się odświeżyć to miejsce. Wcześniej mijało się zawsze Wille Generalską ze smutkiem poczuciem marnowanego potencjału, a teraz wreszcie wygląda ona sympatycznie.

      Co prawda już na początku remontu obstawiałem, że na pewno wyniknie z niego akaś draka i faktycznie już się robi hałas. Ale to prawo ogólne – publiczne remonty zawsze kończą się mniejszą lub większą draką. Przyzwyczaiłem się.

      W tym wszystkim najbardziej mnie ciekawi co tam właściwie będzie się mieścić. Trochę szkoda by Willa było wykorzystana tylko na Ośrodek Dokumentacji Dziejów Częstochowy i siedzibę dyrekcji muzeum, a tej ostatniej chyba nie spieszno dzielić się nową miejscówką z Ośrodkiem Promocji Twórczości Młodych.

      I tak dotarliśmy do największej tajemnicy: cóż to właściwie za twór ten Ośrodek Promocji Twórczych Młodych? Trochę się boje, że na razie jest tylko nazwa – a treść będzie się później składać na chybcika.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „MIEJSCE DLA GENERAŁA”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 grudnia 2010 08:21
  • niedziela, 26 grudnia 2010
    • SZUM RODZI HAŁAS

      Są takie nurty w muzyce rozrywkowej które przynależą młodości, czerpią z niej energię, bunt i błysk. I wszystko jest fajnie gdy muzycy mają po 17,18,19,20-kilka lat, natomiast problem zaczyna się gdy 30kilku letni panowie nadal z całych sił starają się trzymać tego co kiedyś. Wtedy wychodzi na wierzch kto jest prawdziwym artystą, kto potrafi wyjść poza getto gatunku, a dla kogo ważniejsze były etykiety i scenografie, a muzyka pozostawała na drugim planie. Tak kiedyś było z punkiem (z którego wyrośli Kazik, Grabaż, Dezerter itp.) i tak teraz jest z hiphopem. To selekcja naturalna.

      Mam kilku faworytów wśród polskich hiphopowców w tym wyścigu do zajęcia eksponowanego miejsca w polskiej historii muzyki rozrywkowej. Z pewnością są nimi bracia Waglewscy, którzy od zawsze byli awangardą w badaniu granic tego gatunku. Z pewnością jest nim również OSTR który ma niesamowity rapowy warsztat, a do tego niezwykle muzycznie wrażliwe ucho. Nie powinno więc dziwić, że współpracę EMADE (młodszego z Waglewskich) z OSTRym uważam, za jeden z ciekawszych i bardziej obiecujących projektów hiphopowych.

      Pięć lat temu Panowie zaskoczyli niezwykle surowymi i chropowatym materiałem pt. "Szum rodzi hałas". Rzecz była znakomita, ale wyglądała na jednorazowy wyskok. Na całe szczęście po dłuższej przerwie duet zatęsknił za sobą i w błyskawicznym tempie nagrali nowy materiał. "Złodzieje zapalniczek" są ukłonem w stronę klasyki. Emade przygotował niezwykle melodyczne i chwytliwe bity, a Ostry jak to Ostry zagadał wszystkich i wszystko.

      Jak to wyszło, można będzie sprawdzić na żywo 29 grudnia w klubie Rura o 20.00. Ten super-duet rzadko koncertuje razem, więc warto łapać okazję.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 grudnia 2010 11:19
  • środa, 22 grudnia 2010
    • SONDOWANIE W ALEJACH

      Mam nadzieję, ze nie zdradzam zbyt wiele kuchni, pisząc, że ostatni tegoroczny numer "Alei 3" powstawał pod pewną presją czasu. Było w związku z tym trochę obaw czy nie odbije się to na jakości prezentowanych tekstów. Ale dziś gdy wreszcie trafił w moje ręce gotowy egzemplarz magazynu jestem miło zaskoczony. Zastanawiam się nawet czy to nie najlepszy numer w tym roku. Bo okładka jest najlepsza bezdyskusyjnie.

      Autorem grafiki na okładce jest Przemek Kossakowski i rozmowa z tym artystą to jeden z mocniejszych punktów numeru. Tak jak i pozostałe wywiady: z Karoliną Borecką (reprezentantką stowarzyszenia które stoi za rewelacyjną akcją "Kino na trzepaku") oraz zespołem Dagadana (który ma w końcu silny częstochowski akcent w osobie Mikołaja Pospieszalskiego). Ważny głos w sprawie konkursu "Częstochowa w kadrze" zabiera też Mateusz Szkop i trudno nie przyznać mu racji. A na deser Piotrek Nita wnikliwie przygląda się pracom młodych częstochowskich artystów: Pomnikowi Anki Biernackiej i powieści "Czasem słońce, czasem dres" wspominanego już Mateusza Szkopa.

      Natomiast ja dla odmiany zamiast znów pisać o Częstochowie, tym razem postanowiłem posłuchać co do powiedzenia o mieście mają inni. Przeprowadziłem sondę wśród kilku wybranych lokalnych młodych artystów i animatorów, pytając jak oni postrzegają kulturową tkankę miasta, którą w końcu współtworzą. Wielkie dzięki dla wszystkich, którzy zechcieli poświęcić mi chwilę. Ale przy okazji tego przedsięwzięcia muszę podzielić się pewną uwagą.

      Otóż podejrzewam, że podświadomie wypaczyłem wypowiedzi uczestników sondy, bo w ich słowach zbyt wyraźnie widzę moje postrzeganie miasta. Podobne diagnozy, podobne oceny. Odnalazłem tam moje własne zwątpienia i zastrzyki irracjonalnego optymizmu. To strasznie niepokojące. Nawet gdy rozmówcy zaskakiwali mnie jakimiś obserwacjami, to po chwili dochodziłem do tego, że ja też tak mam, tylko nie potrafiłem tego tak ładnie nazwać. Wniosek płynie z tego jeden, albo ja jestem wyjątkowo kiepskim gryzipiórkiem, albo przypadkiem udało mi się uchwycić jakąś wspólnotę odczuć. Jeśli to drugie, to czy coś z tego wynika? Sam już nie wiem, ale jeśli ktoś czytał, to ja strasznie jestem ciekaw opinii w tej kwestii.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „SONDOWANIE W ALEJACH ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 22 grudnia 2010 21:11
  • poniedziałek, 20 grudnia 2010
    • NA ŚWIĘTA POMAZANE ULICE

      Krok po kroku, krok po kroczku najpiękniejsze w całym roczku...

      Święta faktycznie już czuć. Dziś w Cafe Montmartre FOTO Wigilia, a w Gaude Mater Wigilia Środowisk Twórczych. No to ja też korzystając z tego nastroju pochwalę się swoim około-świątecznym prezentem, który już wpadł mi w ręce.

      Tadam:

      Piękna rzecz.

      A w środku miły lokalny akcent, czyli dwadzieścia parę prac Monstfura i tekst o nim. Serdeczne gratulacje, bo ten album faktycznie zbiera śmietankę polskiej sztuki ulicy: Peter Fuss, M-City, Lump, Truth, Coxie, NeSpoon, Zbok, Dwaesha, Twożywo, Pan Jarema, Simpson, Chazme718, Wojciech Gilewicz i inni.

      Nic tylko cieszyć się, że niepostrzeżenie Częstochowa stała się tak ważnym punktem na polskiej mapie street artu. .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 grudnia 2010 17:06
  • piątek, 17 grudnia 2010
    • MIASTO A SPRAWA KOBIET

      Namieszał Urząd Miasta tym nowym kalendarzem. Narobiło się hałasu. Jedni chwalą oryginalny pomysł i fajną realizację. Inni pukają się w głowy: to już nie ma nic ciekawszego do pokazywania w mieście niż urzędniczki? To co w końcu ten Urząd promuje, miasto czy sam siebie? Jeszcze inni widzą w kalendarzu przyczynek do upadek obyczajów w mieście.

      Ja stoję po tej pierwszej stronie barykady. Podoba mi się świeży i odważny pomysł, podoba mi się koncept przeniesienia urzędniczek w krainę bajek. Tego projektu nie uda się zapewne powtórzyć w przyszłym roku, bo jego siła głównie leży w zaskoczeniu, ale dziś cieszy, że ktoś w dziale promocji UM ma fantazję.

      Mam tylko jedno ale: hasło towarzyszące kalendarzowi „ADMINISTRACJA JEST KOBIETĄ” to spora wpadka. Bo niby co ono właściwie ma oznaczać? Że miejsce kobiet w strukturach władzy to wyłącznie administracja? Kobiety mają jedynie pomagać rządzącym mężczyznom? Sugerowanie roli ze względu na płeć to stąpanie po kruchym lodzie. Niby to niewinne skojarzenie, ale właśnie z nagromadzenia takich drobnych skojarzeń, niedomówień czy przyzwyczajeń rodzi się dyskryminacja.

      Domyślam się, że pomysłodawcy mieli inne intencje, ale takie szowinistyczne skojarzenia hasło nasuwa samo. Od PR’owców oczekiwałbym jednak dużo większej wrażliwości na prawdopodobne konsekwencję słów.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „MIASTO A SPRAWA KOBIET”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 17 grudnia 2010 09:13
  • czwartek, 16 grudnia 2010
    • MIĘDZY SACRUM A PROFANUM

      Dziś znów inspiruje mnie wywiad, tylko tym razem bardziej na poważnie. W związku z jutrzejszym finałem II edycji Debiutów From Poland (KTFP, g. 19.00), na Stacji Częstochowa pojawiła się bardzo interesującą rozmowę z Anitą Grobelak. Zdecydowanie warto przeczytać całość, ale mnie zainteresował szczególnie jeden fragment:

      „Śledząc historyczne zapiski dotyczące rozwoju miasta, w czasach PRL-u „oddelegowywano” tu różnej maści proletariuszy celem stworzenia przeciwwagi dla Jasnej Góry. Z socjologicznego punktu widzenia inteligencja albo schodziła do podziemia (najczęściej pro-katolickiego) lub opuszczała miasto. Można by pomyśleć, że Kościół w tej sytuacji sprzyjał w Częstochowie rozwojowi kultury. Owszem, ale głównie sakralnej. Działania alternatywy odbierane były jako z gruntu rzeczy nastawione wrogo do katolików, co sprzyjało próbom odgórnej cenzury. Zatem alternatywa w Częstochowie jest między przysłowiowym „młotem a kowadłem”. Naród nasz butny i żadna ze stron ustąpić nie chce. Ów konflikt między racją sacrum a profanum przenosi się na wszystkie sfery życia mieszkańców Częstochowy i wielu z nich w tym upatruje obecnego upadku miasta. Właśnie! Częstochowa!: zredukowana do powiatowego miasta, pozostającego w cieniu potężnego klasztoru; bez uniwersytetu, a nawet miasteczka akademickiego; z coraz większym gronem bezrobotnych; którzy z konieczności będą musieli skupić się na zaspokojeniu najprostszych potrzeb lub zdecydują się na migrację tudzież emigrację. Bilet na koncert tzw. gwiazdy to dla przeciętnego mieszkańca Częstochowy spory wydatek, a przecież trzeba za coś do klubu dojechać, zapłacić za szatnię, napić się soku, piwa, wrócić; dobrze by było też zaprosić przyjaciela, dziewczynę, itd. Tym sposobem jedna wyprawa może nas kosztować lekko 100zł. Pewien manager kilku znanych w Polsce zespołów, obserwując sprzedaż biletów w GTFP, powiedział: „Jestem zdziwiony, Częstochowa jest chyba pierwszym miastem, w którym ludzie są zdziwienie, że za bilet na koncert trzeba zapłacić. Byłem tu wiele razy i od lat nic się nie zmieniło”. Być może ów manager był zwykłym malkontentem, powtarzającym tę samą formułę w innych miejscach, ale faktycznie niektórym nawet pięciu złotych szkoda za posłuchanie muzyki na żywo.”

      Jakiś czas temu na tapecie miałem pewną sondę o Częstochowie (jej temat jeszcze tu wróci przy innej okazji). I wśród jej uczestników nikt właściwie, nie wskazał tak dosadnie na Jasną Górę, jako na balast, który w pewnym stopniu ogranicza rozwój miasta. A przecież mem „Częstochowy jako wioski przy klasztorze” króluje w zbiorowej świadomości.

      Sam nie wiem do którego momentu zgadzam się z Anitą. Czy dzięki JG Częstochowa jest czymś więcej niż wioską, czy wręcz przeciwnie, przez nią nie może stać się porządnym miastem? A może ten cień Świętej Wieży pada głównie na nasze głowy. Może to mieszkańcy wciąż patrzą na Częstochowę jedynie przez pryzmat Klasztoru i sami wytwarzają sobie ciśnienie. Taka samonakręcająco się spirala.

      Otwartym pytaniem jest czy Jasna Góra może być reklamówką miasta? Czy da się coś zrobić, żeby przekroczyć równanie „być w Częstochowie = być na Jasnej Górze”? A może gdyby próbować zapomnieć o Klasztorze, okazałoby się, ze miasto jest gołe. Nie ma nic innego do zaoferowania i dlatego lepiej konsekwentnie skrywać tą wstydliwą nagość za wieżą.

      W sumie nie zazdroszczę tym, którzy nie mogą tak jak ja tylko sobie radośnie teoretyzować, a na serio muszą zastanawiać się jak wyjść z tego impasu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „MIĘDZY SACRUM A PROFANUM ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 grudnia 2010 09:54
  • środa, 15 grudnia 2010
    • KAMERA! AKCJA!

      W ramach obywatelskiego samouświadomienia przeczytałem wywiad z nowo wybranym Prezydentem Miasta Częstochowa. I zgodnie z oczekiwaniami było bez większych zaskoczeń. Dominowały stonowane odpowiedzi w duchu uniwersalnego politycznego marketingu. Czyli nuda.

      Martwić może zapowiedź majstrowania przy zakazie ruchu samochodowego w III Alei. Zastanawia deklaracja, że Noc Kulturalna powinna się odbywać kilka razy w roku, w kontekście, iż ostatnie edycje tej imprezy były dowodem jej kryzysu. Jeśli nowa władza jest tego świadoma i ma pomysły na przezwyciężenie problemów, to sprawa wygląda obiecująco. Bo bez tego nie uda się prosty trik przemienienia ilości w jakość.

      Coś tam można jeszcze wyłowić z wywiadu, ale dominuje nuda.

      Choć nie do końca – trafiła się tu jedna perełka która usprawiedliwia fakt, że piszę na blogu o politycznym, nudnym wywiadzie:

      „Co pan zrobi, żeby Częstochowa mogła konkurować z innymi ośrodkami akademickimi? -

      Mam taki pomysł, ale nie chcę go spalić, dlatego przedstawię tylko kierunek. Wiele osób ogłada serial "Ojciec Mateusz" - o księdzu detektywie. Żmijewski jeździ na rowerze po Sandomierzu i ściga przestępców. W związku z tym filmem ruch turystyczny w mieście wzrósł czterokrotnie. Może w takim serialu powinno się pokazać częstochowskie życie studenckie? Albo jak wspaniale ktoś kończący studia realizuje się zawodowo w jakimś nowo otwartym zakładzie?”

      Ktoś tu zdrowo odleciał!

      No ale może Pan Prezydent ma znajomości wśród scenarzystów „Klanu” lub „M jak Miłość” i w ten sposób chce się chce się włamać do świadomości milionów Polaków. Może jakiś znany i lubiany bohater przyjedzie do Częstochowy na studia i będzie baletował w „Maluchu”.

      Kurcze wygląda na to, że mamy Prezydenta z ułańską fantazją. Lubię surrealizm. Lubię to.

      A jeśli się uda to proponuje postawić na promocję miasta przez film.

      Kiedyś już się tak bawiłem, ale pomysły na realizację leżą na ulicy:

      KRÓLESTWO ZAWODZIE (na licencji duńskiego serialu „Królestwo” Larsa von Triera) – okazuje się, że szpital na Zawodziu, leży na terytorium prastarych mokradeł i prehistorycznego miejsca kultu z okresu kultury łużyckiej. W szpitalnych pomieszczeniach zaczyna straszyć, a na ulicach miasta organizowane są wyścigi karetek…

      PONIEDZIAŁEK ZACZYNA SIĘ W CZĘSTOCHOWIE (na podstawie powieści „Poniedziałek zaczyna się w sobotę” A i B Strugackich) – siedziba gazety „Poniedziałek” okazuje się przykrywką dla super tajnego rządowego instytutu badań nad magią. Przybywa do niej nowy stażysta, akurat w momencie gdy rodzi się tam kadawer – czyli „model człowieka niezaspokojonego”, uniwersalnego konsumenta, który pożąda wszystkiego i wszystko może…

      OSIEDLE PÓŁNOC (na motywach komiksu „Osiedle Swoboda” Śledzia) – sentymentalna podróż do lat 90. ubiegłego wieku, widziana oczami młodego pokolenia. Tanie wino na promenadzie, wojny kibiców, przeglądy metalowych kapel na amfiteatrze i podryw w czasie „Inwazji Mocy”. A na deser tajemnicze zagadki skrywane w Laseku Aniołowskim.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „KAMERA! AKCJA! ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 15 grudnia 2010 13:46
  • wtorek, 14 grudnia 2010
    • „PANIE BADII, PANIE BADII”

      Czy sztuka tak naprawdę ma możliwość dotknięcia takich tematów jak śmierć? Czy może jedynie żongluje pustymi formami, gestami i ślizga się po powierzchni. Może ten kaliber problemów zarezerwowany jest wyłącznie dla religii, dla strefy sacrum i rytuału?

      A sztuka filmowa czy może jeszcze dziś na serio opowiadać o śmierci? Czy ma do tego prawo, po sposobie w jaki zbanalizowała ten temat w różnych kiepskich horrorach, thrillerach, sensacjach – sprowadzając ją do poziomu wybebeszania flaków. Czy w takim kontekście wolno jej jeszcze porywać się na metafizykę?

      „Smak Wiśni” to irański film o samobójstwie. Samotny mężczyzna krąży samochodem po piaszczystych peryferiach (wielkim placu budowy?) i szuka kogoś kto pomógł by mu pożegnać się z życiem. Kogoś kto będzie asystował mu w tej ostatniej drodze, bo pomoc ma polegać jedynie na zasypaniu jego już martwego ciała.

      I tak naprawdę na drugim planie znajdują się te rozmowy które toczy ze spotkanymi ludźmi. Argumenty którymi próbują przekonać go o wartości życia brzmią jak puste echo. Naprawdę istotne jest pytanie: po co on właściwie kogoś szuka? Zabić planuje się sam, po co więc mu ta obietnica że ktoś zasypie jego ciało. Czy to rozpaczliwa próba szukania pomocy, czy raczej chęć zrzucenia na kogoś części winy, odpowiedzialności za swoją decyzję? Może jest to tylko zwykła ludzka potrzeba, by w takim momencie mieć kogoś obok? Albo po prostu przekonanie, że tak naprawdę nie jest w stanie tego zrobić i potrzebny jest ktoś kto w ostatnim momencie go odratuje. Jeśli widz przeżył samobójstwo kogoś bliskiego, z pewnością rozpozna te pytania kotłujące się w głowie.

      Przez cały film nie dowiadujemy się dlaczego właściwie ten mężczyzna chce się zabić. Nie wiemy nawet czy udaje mu się to zrobić. To nie istotne. Ważna jest ta chwila, gdy metodycznie, na zimno szuka kogoś kto zasypie jego ciało. Ważny jest ten ból, który skrywa się pod wyzbytą z emocji twarzą. To potwornie wolne tempo filmu, koszmarnie długie ujęcia, brzydota otaczającego świata, wciąż powtarzany punkt spojrzenia kamery, monotonia. Jest coś potwornie przerażającego w „Smaku Wiśni”, choć nie potrafię dokładnie tego wskazać.

      No i ta końcówka, to wyjście poza ramy filmu, fabuły. To wskazanie ograniczeń medium. O śmierci można opowiedzieć tylko dotąd, nie da się dotknąć istoty. Ale pewnie jak zawsze to moja nadinterpretacja .

      Wczoraj w bardzo licznym gronie dotrwaliśmy do końca. I sam nie wiem czy to mróz na zewnątrz, czy raczej zwykła ludzka ciekawość: czy po dwóch godzinach jazdy w kółko i gadania, w końcu się ten facet zabił czy nie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „„PANIE BADII, PANIE BADII” ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      wtorek, 14 grudnia 2010 09:06

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR