CZĘSTO LOVE CHOWA

Wpisy

  • poniedziałek, 30 listopada 2009
    • SZTUKA KUBIZMU

      Pozostańmy jeszcze na chwilkę w obrębie dużych wydarzeń plastycznych w mieście.

      W najbliższą środę o godz. 14.00 w Pawilonie Wystawowym Muzeum Częstochowskiego w Park im. S. Staszica inauguracja wystawy grafik, jednego z ojców malarstwa współczesnego, Pabla Picassa. Do końca stycznia prezentowanych będzie 35 dzieł Mistrza ze zbiorów Malarstwa Współczesnego Muzeum Narodowego w Warszawie.

      Chyba nie trzeba jakoś szczególnie przybliżać sylwetki twórcy, ani szczególnie zachęcać do zwiedzania.

      A o promocji tego wydarzenia już nic nie napiszę, nie chcę być monotematyczny.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „SZTUKA KUBIZMU”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 listopada 2009 11:10
  • piątek, 27 listopada 2009
    • ZAMIESZKIWANIE

      Wreszcie udało się wybrać na wystawę „Dom – droga istnienia”. Ze względu na czynniki zewnętrzne, to właściwie „przebiegłem” przez nią, ale wystarczyło. Jestem oczarowany i już organizuję czas, by przyjść na spokojnie i wgryźć się w temat. Staram się, też wykorzystać wszelkie dostępne mi kanały komunikacyjne, by rozreklamować pierwszą odsłonę 7 Triennale Sztuki Sacrum. Dlatego będzie druga notka na ten temat.

      Od 6 listopada mamy w Miejskiej Galerii Sztuki prawdziwy labirynt: sensów, znaczeń, estetycznych kodów. Wchodząc na sale ekspozycyjne, byłem lekko przytłoczony ilością dzieł, ich różnorodnością. Temat wystawy jest precyzyjny: dom. Ale organizatorzy starają się pokazać nam wszystkie jego aspekty i perspektywy równocześnie. Sięgają do źródeł wyobraźni symbolicznej związanej z domem. W szerokim, współczesnym kontekście opowiadają o doświadczeniu budowania i zamieszkiwania. Nie są to proste tematy, dlatego to sam zwiedzający musi złapać trop i podążyć własną ścieżką interpretacyjną. Ma on oczywiście pewne podpowiedzi, które ułatwiają mu to zdanie.

      Scenariusz wystawy powstał na podstawie książki Danuty i Zbigniewa Benedyktowiczów „Dom w tradycji ludowej” oraz projektu antropologicznego „Dom – droga istnienia”. Wznowienie tej pozycji stanowi integralną część katalogu wystawy, stąd ułatwiony dostęp do kolejnych tropów: „doświadczenie egzystencjalne domu”, człowiek przy rzeczach” Heideggera; „symboliczne doświadczenie domu” Eliadego; „oniryczne doświadczenie domu” Bachelarda. Nie powiem, działa to na moja wyobraźnię. Miałbym ochotę posiłować się więcej z tym tematem. Wybrać się na tą wystawę jako badacz i napisać dziennik z podróży. Jeśli nie braknie mi zapału, tak właśnie zrobię.

      Zgromadzone na wystawie dzieła wymieszane są zarówno pod względem techniki, tematu jak i daty powstania. Sporo tu kontrastu. Poszczególne prace nie prowadzą ze sobą dialogu, tylko wręcz krzyczą do siebie. Kluczem pogrupowania ich w oddzielnych salach są hasła: dom - świątynia, dom - świat, dom – człowiek. Wszystko jest tu dokładnie przemyślane, idealnie ze soba slecione.

      A teraz, nie siląc się już na estetyczne interpretacje, przegląd tego co szczególnie zapadło mi w pamięć podczas krótkiej wizyty w MGS. Wrażenie robi lista dużych nazwisk, które udało się sprowadzić: Andrzej Wróblewski, Tadeusz Kantor, Jerzy Nowosielski, Nikifor, Edward Dwurnik, Stanisław Wyspiański, Józef Czapski, Jacek Malczewski, Jerzy Duda-Gracz, Marcin Maciejowski. To porządny fundament, szkielet wystawy, ale równie ważne jest wykończenie. Takie jak: „Osiedle” Rafała Borcza; geometryczne grafiki Grzegorza Keczmarskiego; rzeźby z włóczki Julity Wójcik, fotograficzny plan mieszkania Anety Grzeszkowskiej i Jana Smagi; model pracowni czy makatka Bogusława Bachoryka. I nie ma znaczenia czy to akurat obraz z końca XIXw. (Lucjan Wędrychowski), przedstawiciel pierwszej awangardy (Zbigniew Pronaszko), twórca lat 70. (Maciej Bieniasz), 80. (Zbyslaw Maciejewski), czy malarstwo najnowsze (Jacek Sztuka) – ta sztuka zaskakuje i intryguje.

      A to tylko mały wyimek, tego co udało mi się wyłowić podczas krótkiej wizyty, Do indywidualnego nurkowania głębiej namawiam wszystkich koniecznie. Jest czas do 14 lutego, a myślę, że to plastyczne wydarzenie roku.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 27 listopada 2009 11:22
  • czwartek, 26 listopada 2009
  • środa, 25 listopada 2009
    • KINOFF

      I znów o kulturowej działalności studenckiej. Jeśli ta passa potrwa kilka miesięcy, będę musiał zweryfikować swoje zdecydowane poglądy dotyczące lokalnej studenckiej braci.

      Dziś o 18:00 Zrzeszenie Studentów Polskich w Częstochowie zaprasza na pokaz filmów amatorskich i niezależnych KAN, do sali widowiskowej Klubu Politechniki.

      No ale ponarzekać niestety znów musze. Bo niby wszystko fajnie, tylko dlaczego promocja, jak zawsze leży na całego. Wiadomo plakaty, słupy - droga sprawa, mogło zabraknąć gotówki. Ale przecież żyjemy w XXI w. Dobie internetu. A tu forum politechniki nic, forum ajd nic. Zero informacji na innych regionalnych forach i portalach. Nawet na stronie KAN’u jakaś wyjątkowo zdawkowa ta informacja.

      I mam jakieś takie wewnętrzne przekonanie, że wśród samych studentów mało kto o tym pokazie wie. Więc właściwie dla kogo on jest?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „KINOFF”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 25 listopada 2009 12:37
  • wtorek, 24 listopada 2009
    • ZALAĆ ASFALTEM BRZYDKIE KACZĄTKO

      Dla statystycznego Polaka Częstochowa to Jasna Góra i prowadzące do niej Aleje. Może to niesprawiedliwie i blokuje rozwój miasta, ale nic nie poradzimy. Tak nas widza, tak nas pamiętają. Dlatego nic nie pomoże absurdalne zaklinanie rzeczywistości w stylu: stare miasto, katedralna - tam przenieśmy centrum miasta. Główna arterią i wizytówką miasta są Aleje NMP. Koniec i kropka.

      Dlatego remont tego miejsca powinien się rozpocząć 15-20 lat temu. Nie wiem czemu tak się nie stało? Zabrakło odważny ludzi u steru? Jesteśmy tak biednym miastem, że nas na to nie było stać? Trudno to teraz roztrząsać. Ważne, że udało się sięgnąć w końcu po europejskie fundusze i powoli zacząć robić porządki. Udało się choćby kawałek miasta unowocześnić, odgonić ducha komunistycznej bylejakości.

      Można narzekać na wykonanie remontu III Alei. Na jego procedury, tempo i detale. Ale wystarczy stanąć na Palcu Biegańskiego, obejrzeć się w jedną i drugą stronę, by przekonać się, że postęp jest ogromny. I nie dam sobie wmówić, że ograniczenie ruchu samochodowego zabija III Aleje. Jest wręcz przeciwnie. Sam dużo chętniej wybieram się tam teraz na spacery i widać, że nie tylko ja. Powstają nowe knajpy, a stare się rozrastają. Oczywiście, byłoby dużo lepiej, gdyby zadbano o lepszy dojazd do III Alei od „drugiej strony”. No ale właśnie, tu powinien być nacisk na UM, a wszelkie pomysł o ponowne włączenie do ruchu, skośne parkowanie należałoby wyrzucić do kosza.

      A teraz czytam, że kontynuacja remontu jest mocno zagrożona. Wszystkiego się odechciewa. Jak można było przy tak dużym i ważnym projekcie czegoś zaniedbać! Czy ktoś poniesie za to odpowiedzialność? Z drugiej zaś strony co przyświeca ludziom wypisujących na sztandarach, że zrobią wszystko by storpedować remont I i II Alei. Czy dobrze im się mieszka w brudnym i brzydkim prowincjonalnym miasteczku?

      Oczyiście, że ten projekt ma wady. Zastanawiam mnie jak można było wybrać koncept, którego integralną częścią był podziemny parking i galeria handlowa pod pl. Biegańskiego, wiedząc, że nigdy na to nie starczy kasy. Ale innej opcji teraz nie ma. Jeśli na czas nie wykorzystamy europejskich funduszy, wyciągnięcie czegoś ponownie będzie graniczyć z cudem. A nie wierze, że taki remont uda się przeprowadzić własnymi siłami. Tyle lat nic się nie działo, to teraz samo z siebie nie zacznie. No chyba, że słucha się głosów oświeconych twierdzących, że wystarczy wylać nowy asfalt.Taaaa się napluje, przetrze szmatką i miasto będzie jak nowe.

      Wiem, wiem, jestem naiwny.Wydaje mi się, że dobro miasta jest ważniejsze niż polityczne interesy. Za dużo się filozofów naczytałem, a to jest prawdziwe życie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 listopada 2009 12:40
  • poniedziałek, 23 listopada 2009
    • CZŁOWIEK ORKIESTRA

      Wygląda na to, że nie znam się na muzyce. Moj faworyt Bajzel się częstochowianom raczej nie spodobał. Przykro było patrzeć jak klub podczas koncertu pustoszeje, a pod sceną bawimy się w sześć osób (liczba ta ciążyła maksymalnie do kilkunastu). To już fotografów „obsługujących” imprezę było więcej. Wiem, wiem niszowe granie, specyficzna stylistyka, trudno oczekiwać żywiołowo reagujących tłumów – ale jakiś niesmak pozostał.

      Co nie zmienia mojej opinii o koncercie. Było rewelacyjnie i bawiłem się doskonale. Bajzel to jest muzyczne ego, które bez przerwy wrze i buzuje. Niby forma bardzo prosta. Jeden człowiek, gitara elektryczna i masa mechanicznych bajerów pod stopami. Ale jaka energia! To się nazywa punk, to się nazywa rock&roll. Bo przecież tak naprawdę nie chodzi o nienaganny warsztat, nie chodzi o perfekcyjność, ale o ładunek emocji, który sprzedajesz publice.

      Bajzel około siedemdziesięciu minut po prostu łoi na wiośle i darł się do mikrofonu - nie gubiąc przy tym ani melodii, ani harmonii. Niby proste, a mało komu się udaje. Było w tym coś niesamowicie autentycznego. Coś z grania na ulicy, czy brzdąkania na gitarze dla znajomych. Taka wyprawa do źródeł muzykowania.

      Ku mojemu zaskoczeniu sporo było kawałków z pierwszej, angielskojęzycznej płyty. A jeszcze więcej kompozycji zupełnie nowych. I tak sobie myślę, że Bajzel to ten typ muzyka, który budzi się rano pisze sześć piosenek i dopiero wstaje z łóżka. Nie widać tego na płytach, gdzie wszystko jest dokładnie wyselekcjonowane i splecione ze sobą. Zapewne gdzieś ta nadwyżka produkcji spada po drodze, co też świadczy o klasie artysty.

      Wracając do domu byłem cały mokry, ale za to z olbrzymim bananem na twarzy. I myślałem sobie, że kto nie był ten frajer.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „CZŁOWIEK ORKIESTRA ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 listopada 2009 08:57
  • sobota, 21 listopada 2009
    • ŚWIAT W OBIEKTYWIE

      Częstochowa w sieci żyje fotoblogami. Fotomedaliki to jedna z najciekawszych i najaktywniejszych lokalnych witryn. Coś na pograniczu katalogu stron a portalu społecznościowego.

      Wniosek stąd płynie prosty, fotografia to jedna z najpopularniejszych u nas pasji. Fajnie, że ktoś próbuje wykorzystać ten potencjał. Organizowane są różne warsztaty, konkursy , a ostatnio wysypało nam wystawami zdjęć.

      O Klimatach Częstochowskich i Grand Press Photo wspominałem już wcześniej. Tym razem w błyskawicznym skrócie chciałem zareklamować 4 inne prezentacje.

      Krótką dokumentację tego jak Jarosław Rozpondek próbował uchwycić Częstochowę i jej mieszkańców, można oglądać w GTFP. Wystawa „12 ławek” będzie prezentowana do 15 grudnia i warto zwrócić na nią uwagę choćby przy okazji innych wydarzeń w klubie, koncertów, monodramów.

      Natomiast jeśli komuś nie udało się załapać w GTFP na II wystawę AFA (Aspirującej Fotografii Amatorskiej) ma szansę to nadrobić. Dońca listopada w kawiarni Duquesa, będzie można obejrzeć większość tych prac.

      Wszystkich chętnych na krótką wycieczkę do sąsiadów Słowaków, zaprasza Regionalny Ośrodek Kultury. Swoje zdjęcia prezentuje tam fotoklub OBZOR z Żiliny. Stęsknieni za bardziej egzotycznymi podróżami powinni odwiedzić Muzeum Pielgrzymowania. Dziś o godz. 18 odbędzie się tam wernisaż trzech wystaw fotograficznych Krzysztofa Muskalskiego z cyklu “Chińska odyseja”: “Lijiang – Klejnot Yunnanu”, “Skarby Xi’Anu”, “Pekin-Miasto nie-Zakazane”

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      sobota, 21 listopada 2009 14:03
  • piątek, 20 listopada 2009
    • DEKA 33

      Dziś znów zaserwuje sobie małą podróż sentymentalną. Do miejsca które w latach 90. wydawało się prawdziwym sercem miasta. Oczywiście mam na myśli przesławną ulicę Dekabrystów, która w tamtych czasach była naszą lokalną odpowiedzią na piotrkowską w łodzi. No dobra trochę przesadzam. Był to raczej zalążek miasteczka studenckiego. Tworzący się na dziko, lecz w sposób naturalny, w pobliżu akademików. Gdzieś wyczytałem, że w najlepszym momencie funkcjonowało w okolicy prawie 40 knajp i żadna nie narzekała na zbyt małą ilość klientów. A potem przyszła prohibicja i dziś trudno uwierzyć, że kiedyś na DeKa umawiali się wszyscy.

      Moje pierwsze wizyty na Dekabrystów to pojedyncze koncerty i jam session w akademikach, a dokładnie w studenckich klubach „Filutek” i „Rywal”. Byłem wtedy na etapie nieśmiałego pukania do dorosłości, wiec fascynował mnie ten studencki świat. Brakowało natomiast śmiałości (i dowodu osobistego) by przesiadywać w kultowym Biffie czy Bisie. Znam więc atmosferę tych miejsc, za najlepszych czasów, tylko z opowieści. Wyobrażałem sobie wtedy, że to intelektualne i rozrywkowe centrum miasta, starzy bywalcy znają się jak rodzina, a legendarny Wujek Józek (model studentów plastyki WSP, późniejsza gwiazda „szansy na sukces”) to guru kontrkultury.

      Zadomowiłem się dopiero w Zanzibarze i Porterze (pozdro Marcin i Piotrek – tak, tak to wy mnie sprowadziliście na złą drogę). Klubach funkcjonujących w podziemiach byłego Komobexu/Montexu. Nie zawsze przy wejściu sprawdzano tam dowodu i młodzież licealna była tolerowana. Przesiadywałem tam, choć nigdy nie pasowałem do tych miejsc. Były to knajpy raczej dla lubiących potańczyć, albo pograć w bilard. Co jednak znaczy presja towarzystwa. Więc siedziało się tam, piło rozwodnione piwo i gadało o Bogu i pierwszych miłościach.

      Na szczęście dość szybko przenieśliśmy się znów bliżej akademików, gdzie właśnie powstawała knajpa, za knajpą. Tawerna ze swoim szantowym klimatem i akwariami. Grota, która wydawała się monteverestem, bo wpuszczali (teoretycznie) powyżej 21 lat. Ulubione SantaFe, które wciąż i wciąż się rozrastało, a i tak cholernie trudno było znaleźć tam wolne miejsce. Można tak wyliczać dalej: Mechaniczna Pomarańcza, Tawerna, D'art, Kongo, West... Idąc wieczorem na DeKa miałeś pewność, że spotkasz kogoś znajomego – więc mogłeś iść nawet sam i bez grosza przy duszy.

      Działo się tam dużo i głośno. Co niestety nie podobało się mieszkańcom pobliskich bloków. Przepychanki trwały kilka lat, aż w końcu władze miasta stwierdziły, że prawdziwi studenci to się uczą, a nie przesiadują w knajpach - i wprowadziły w okolicach akademików prohibicje. Oczywiście po drodze były niesławne juvenalia 2003 i zamieszki, które okazały się gwoździem do trumny tego miejsca. Na szczęście ja już wtedy studiowałem poza Częstochową i minęła mnie wątpliwa przyjemność obserwowania jak DeKa pustoszeje.

      Dziś pawilony na DeKa są ciche i spokojne. Ale przy okazji też puste, brudne i zaniedbane. O tym, że tli się tam życie świadczy tylko kilka pizzerii i innych jadłodajni. Pojedyncze bary funkcjonują gdzieś w dalszej okolicy akademików, ale daleko im do czasów świetności.

      A studenci? Okopali się w akademikach i tylko od czasu do czasu, jak jest ładna pogoda, masowo wychodzą na trawniki przed, by tam grillować, pić piwo i drażnić sąsiadów.

      W necie nie mogłem znaleźć fotografii tych starych knajp, no to wpis „upiększymy” sobie tak:


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „DEKA 33”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 20 listopada 2009 10:08
  • czwartek, 19 listopada 2009
    • MIŁOŚNIJ

      Kurcze naprawdę nie poznaje tego miasta. Rozhulało się muzycznie na dobre. Dzieje się dużo, różnorodnie i na poziomie. I za każdym razem jak już myślę, że to finał, to niespodziewanie przyjeżdża ktoś z moich ulubieńców. Zapraszam zatem na kolejny subiektywny spacer po koncertowych propozycjach najbliższych dni.

      Już dziś przyjeżdżają dwie kapele, które budzą duże emocje, mają sporo fanów. Natomiast ja fenomenu ich popularności nie potrafię zrozumieć. Przede wszystkim w ZERO zagra COMA. Rockowy zespół, który bez szczególnej medialnej promocji zyskał w Polsce status kultowego. Nie to, żebym uważał, że źle grają – chłopaki z łodzi prezentują solidny, średni poziom – ale dla mnie brak im błysku. Brak tego czegoś co pozwala być w awangardzie, przecierać nowe szlaki. Choć może to ich świadomy wybór: opieramy się na klasycznych, sprawdzonych wzorcach; nie męczymy publiki udziwnieniami; gramy starego, dobrego rocka. Ludzie chyba tego nadal potrzebują, bo odbiór jest zdecydowanie pozytywny.

      Zupełnie inaczej ma się sprawa z SOFĄ która zagra dziś w Rurze. Oni wciąż poszukują swojej tożsamości, w różnych muzycznych regionach. Słychać u nich trochę neo soulu, hiphopu, r’n’b czy funku. Nie wszystko tu jednak się zazębia, czuć, że to poczwarka z której dopiero coś fajnego może się urodzić. Ale wcale nie musi. Dlatego nie do końca rozumiem, skąd, juz teraz aż taka popularność tego zespołu ze stajni Kajaxu. Mają co prawda na koncie doskonałą wspólną koncertówkę z Ostrym, ale też nijaki płytowy debiut. Choć uczciwie musze przyznać, że najnowszy singiel mocno wpada w ucho:

      Dziś też kontynuacja projektu Młoda Scena Jazzowa. W Paradoksie zagra MPS Quintet, w skład którego wchodzą studenci Akademii Muzycznej w Krakowie. Natomiast jutro na zakończenie Festiwalu „Jesień Jazzowa 2009”, koncert Dominik Bukowski & Joonatan Rautio Quartet.

      W weekend przypomina o sobie również Galeria Teatr From Poland. W piatek zaprasza na rockowo-punkowe koncerty Radio Bagdad i NAIV. Niestety ci pierwsi już chyba zawsze będą mi się kojarzyć z nieszczęsnym Londyn dzwoni, a drudzy są wyjątkowo anonimowi. Dlatego reklamuję to imprezę z pewną taką ostrożnością.Śmielej zapraszam na sobotę, kiedy to grać będzie Nefre i Niceness, ale to impreza dla lubiących rytmy reagge.

      Natomiast w niedziele, koncert który mnie bardzo cieszy. Bardzo, bardzo, bardzo. Klub Carpe Diem i Fight This Generation zapraszają na występ Bajzla. Jednoosobowego projektu, który rzadko pojawia się w mediach. Nie ma statusu wielkiego alternatywnego wydarzenia. Ale w mojej opinii jest autorem najlepszej polskiej płyty tego roku: Miłośnij. Już debiut Piotra Piaseckiego (bo to ten muzyk, znany chociażby z naprzykłat, stoi za tym projektem) obiecywał sporo. Takiej energii często nie potrafi wygenerować wieloosobowy band, a tu mieliśmy do czynienia z muzyką, od początku do końca przez jednego człowieka. Ba! Nawet na koncertach, rzadko kiedy korzystającego z pomocy innych muzyków. A druga płyta, daje jeszcze więcej. Jest po polsku i widać jak doskonale Bajzel czuje język. Żonglerka słowami i znaczeniami na najwyższym poziomie. Muzycznie też jest jakby o poziom wyżej. Zresztą co ja będę gadał po próżnicy:

      Taki bajzel warto przeżyć i mieć.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 listopada 2009 12:10
  • środa, 18 listopada 2009
    • DOBRZE

      Żeby wyrwać się z ponurych klimatów, narzekania na miasto i kulturę akademicką, dziś będzie o fajnej inicjatywie częstochowskich studentów.

      Studenckie Koło Teatralne „naJana” powstało dwa lata temu i ma już w swoim dorobku pięć spektakli. Osobiście nie udało mi się widzieć ich na scenie, ale opinie zbierają dość pozytywne. Słychać głosy, że jest potencjał, pasja, ambicje i energia. Czyli wszystko czego tak naprawdę potrzeba amatorskiemu teatrowi.

      Moją prywatną miarą tego typu zjawisk, jest pytanie: czy ograniczają się one do zastanych, okrzepłych form, czy też krążą bez ustanku, w poszukiwaniu coraz to nowszych środków wyrazu? Wygląda na to, że „naJana” aspiruje do tego drugiego modelu, co nie ukrywam bardzo mnie cieszy. Ich nową inicjatywą jest „Spotkanie z dramatem” czyli prezentacja współczesnych utworów dramatycznych. Publiczne czytanie sztuk teatralnych ma w Częstochowie juz pewną tradycję, dobrze więc, że ktoś ją kontynuuje i rozwija. Na pierwszy ogień, w październiku, poszedł tekst Lidii Amejko „Nondum”. Frekwencja była przyzwoita (przykładając oczywiście odpowiednią miarę), wrażenia pozytywne, a całość zakończyła się gorącą dyskusją o dramacie i teatrze.

      Dziś o 20:00 w Iluzja Alamo Music Club druga odsłona spotkań. „naJana” przeczyta „Dobrze” Tomasza Mana. Dobrze

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 18 listopada 2009 10:20

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR