CZĘSTO LOVE CHOWA

Wpisy

  • sobota, 23 lutego 2013
    • POST SOAP

      Tym razem odrobina prywaty, czyli zapraszam we wtorek (26.02) do Willi Generała na 18.00, by pogadać sobie o serialach. Nie da się ukryć, że to spotkanie wypływa z moich osobistych fascynacji. Uwielbiam współczesne seriale, oglądam je nałogowo, zażarcie dyskutuję o nich gdy tylko mam okazję i tak po ludzku je przeżywam. Na dodatek zupełnie się nie wstydzę, że dałem się załapać w sidła kultury popularnej.

      Fascynują mnie też seriale jako fenomen dzisiejszej kultury. Taki kopciuszek, który z kocmołucha zmienił się się w księżniczkę. W końcu na początku to były tylko niziny kultury masowej, powielania schematów, uproszczony warsztat i przerysowane aktorstwo. Zresztą co ja będę opowiadał, taka papka nadal ma się dobrze i stanowi procentową większość telewizyjnej produkcji (pozdrowienia dla twórców polskich seriali). Jednak krok po kroczku w tym praoceanie beznadziei zaczęło się rodzić nowe życie, by na początku XXI wieku wybuchła prawdziwa rewolucja. Dziś oglądanie seriali to już nie tylko hobby gospodyń domowych, oglądają ją młodzi, starsi, studenci, wykładowcy akademicy, elity społeczne i kulturowe (cała szkoła frankfurcka przewraca się w grobie). Nikt się tego nie wstydzi, wręcz wypada się chwalić nowo odkrytymi tytułami. Nie oglądasz, wypadasz z najistotniejszego kulturowego nurtu, przestajesz łapać nawiązania, konteksty i nie masz szans zrozumieć ogromu memów. Jesteś kulturowo niepełnosprawny.

      Dziś seriale coraz częściej porównywane są do kina artystycznego. Twórcy na małym ekranie opowiadają o tym, co nie mieści się w hollywoodzkich kanonach. Nie znam drugiej tak przejmującej, filmowej diagnozy współczesnego amerykańskiego społeczeństwa jak „The Wire”. Bez grania na niskich instynktach, bez zbędnego lukru, po prostu trafny przegląd mechanizmów wykluczających społecznie i ich konsekwencji. I to wszystko w ramach „zwykłego” serialu o gliniarzach. Kiedyś zagmatwana narracja była w serialach nie do pomyślenia, dziś właśnie na niej buduje się potencjał większości seriali.

      W Hollywood pracują nad kolejną metodą ograniczania fabuły na rzecz miejsca dla efektów specjalnych, a w telewizji amerykanie rozliczają się z własną historią. „Deadwood”, „Boardwalk Empire”, „Mad Men” wspólnie tworzą niesamowitą panoramę przemian amerykańskiej codzienności poprzez kolejne dekady. Nie zapominajmy też o najważniejszym, że to seriale w ogromnym stopniu rozsadzają od środka zastane schematy popkultury: „Rodzina Soprano” film gangsterski, „Gotowe na Wszystko” operę mydlaną, „Shameless” seriale familijne, „Deadwood” western, „Battlestar Galactica” science fiction itd.

      Ta błyskawiczna ewolucja gatunku, była również możliwa dlatego, że przy serialach dziś pracują najlepsi scenarzyści, operatorzy, reżyserzy i aktorzy. To tu rodzą się megagwiazdy. Seriale potrafią być prawdziwą trampoliną do wielkiej kariery (kto robił restart kultowego Star Treka w kinie? J.J. Abrams twórca „Zagubionych”; kto będzie odpowiadał za nowe „Gwiezdne Wojny”? oczywiście również J.J. Abrams).

      W końcu też nie chodzi tylko o to co oglądamy, zmienia się również sposób w jaki to robimy. Seriale przyspieszają nadejście neotelewizji. Coraz powszechniejsze zaczyna być oglądanie seriali sezonami, zamiast standardowego czekania z tygodnia na tydzień na nowy odcinek. Nadejście DVD i internetu zrobiło swoje. Wokół seriali powstają również społeczności, które oglądają każdy odcinek po kilka razy, odkodowują ukryte tam tajemnice i wskazówki (np. „Zagubieni”). Czyli kultura konwergencji pełną parą!

      Dlatego nie dajmy się oszukać, tym którzy twierdzą że kultura dzieje się tylko w teatrze, muzeum, kinie, czy filharmonii. Na pohybel krytykom, telewizja zaczyna mówić coraz ważniejsze rzeczy i coraz piękniej. Cieszmy się tym!

      I jeszcze raz zapraszam na wtorek.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      sobota, 23 lutego 2013 15:47

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR