CZĘSTO LOVE CHOWA

Wpisy

  • piątek, 25 lutego 2011
    • REDAKTOR MANN

      Dziś do Gaude Mater przyjeżdża, promować swoją książkę „Rockmann czyli jak nie zostałem saksofonistą”, Wielka Osobowość: Wojciech Mann.

      Uwielbiam go w każdej postaci i nie jestem w tym uwielbieniu osamotniony. Uwielbiam go w telewizji, mimo, iż zazwyczaj konferansjerka jest dla mnie zajęciem podrzędnym, to on w tej roli potrafi wznieść się na wyżyny. Uwielbiam go jako satyryka i zgadzam się z rankingiem „Przekroju”, według którego „Za chwilę dalszy ciąg programu”- mimo, że od lat nieemitowany- nadal pozostaje jednym z najśmieszniejszych produktów TVP. Cieszę się, ze dziś rządzi on na tubkach.

      Uwielbiam Pana Wojtka w radio. Jest jednym z ostatnich prawdziwych dziennikarzy muzycznych, oddanym swojej pasji ze wszech miar. Uwielbiam go słuchać gdy opowiada o muzyce, ale..

      No właśnie tu jest pewne „ale”. Po prostu nie daję rady dłużej słuchać muzyki puszczanej przez redaktora Manna. Zupełnie jakbym miał jakąś alergię, zazwyczaj wytrzymuje z trzy kawałki, a potem musze uciekać. I tak jak często mam ochotę w radio wyciszać „pogadanki DJ’a” miedzy utworami, to tutaj najchętniej wyłączałbym się na same utwory. Wiem, że to źle świadczy tylko o mnie. Boleśnie odczuwam, że aż tak bardzo różnię się w muzycznych gustach, od jednego z moich dziennikarskich idoli.

      Dla uczciwości trzeba dodać, że wejściówek na dzisiejsze spotkanie już dawno nie ma. Co krok w necie można tylko znaleźć utyskiwania na ten fakt i gorące apele, że może ma ktoś jednak odstąpić jakąś wejściówkę. Takie życie: sala mała, fanów Wojciecha Manna wielu.

      Dlatego jeśli ktoś szuka, alternatywnego sposobu na spędzenie dzisiejszego wieczora proponuję wystawę fotografii wszelakiej w Montmartre. Zaprzyjaźniony lokal, zaprzyjaźniona inicjatywa, więc pewnie jestem stronniczy, ale na „Ramach” było bardzo sympatycznie, więc jest szansa, że na „Ulubionych” uda się powtórzyć ten klimat.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „REDAKTOR MANN”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 25 lutego 2011 09:51
  • środa, 23 lutego 2011
  • wtorek, 22 lutego 2011
    • IDEE UPADŁE - ODSŁONA DRUGA

      Tak dla porządku, odsłona pierwsza TU

      Dziś chciałem napisać parę słów o projekcie, który świetnie wpisuje się w moją teorię, że Częstochowa wciąż na nowo rokuje, ale nigdy tak naprawdę się nie rozwija.

      „42-200 Częstochowska Gazeta Klubowa” – wspomnienie tego wydawnictwa świeci mi w głowie jak alarmowa dioda, gdy za bardzo nakręcę się w rozmyślaniach: jak to wspaniale odmienia Częstochowę nowe CGK. W końcu mieliśmy już w mieście bezpłatny informator kulturowy – fajnie pomyślany, nieźle pisany – a dziś mało kto o nim pamięta. Miałem nawet trudności, żeby przypomnieć sobie/ wygooglać dokładne daty jego ukazywania się. Zatem zgaduje: 2002-2006 ?

      Tak czy siak daty te pokrywają się z moja nieobecnością w mieście, a później z bolesnym okresem przyzwyczajania się do Częstochowy na nowo. Dlatego „42-200” znam tylko jako nieregularny czytelnik, ale i tak bardzo go lubiłem. Ceniłem, że to było takie bezpośrednie, emocjonalne dziennikarstwo. Relacje z imprez były często osobiste i subiektywne , ale i to miało swoje plusy. Poza tym zazwyczaj ktoś tam dbał, żeby pewien warsztatowy poziom trzymać. Felietony, wywiady, prezentacje częstochowskich miejsc i postaci, - na  bazie archiwalnych numerów można by bez problemu odtworzyć obraz kulturowej Częstochowy początku XXI w, a przynajmniej ważnego jej wycinku.

      Przede wszystkim jednak, był to zalążek doskonale rokującego twórczego środowiska. Przez „42-200” przewinęło się dużo osób pełnych energii i z potencjałem. Można było sobie obiecywać po tej klubowej gazetce bardzo wiele, miała ona sporo atrybutów, by przemienić to miasto. A tu nagle przestała się ukazywać i koniec. Nic z tego dalej nie wynikło, nie było przekazania pałeczki. „42-200” zniknęło z częstochowskich lokali i przez kilka lat nikt nawet nie próbował zająć tego miejsca.

      Dlaczego tak się stało to pewnie trzeba by się dopytać kogoś związanego z tym projektem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „IDEE UPADŁE - ODSŁONA DRUGA ”
      Tagi:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 lutego 2011 13:01
  • sobota, 19 lutego 2011
    • ŚWIĘTA WOJNA

      photo by Katarzyna Bilska

      Wybrałem się wczoraj pierwszy raz w życiu na bitwę freestyle. Tak mi się zebrało na stare lata, bo wcześniej nie było jakoś okazji. W ramach zainteresowań coś tam udało obejrzeć się w tv (bywały kiedyś całkiem obszerne relacje z Bitwy Warszawskiej) albo na tubkach, ale na żywo nigdy. Tym razem zachowałem jednak czujność i wypatrzyłem święto wolnego stylu w KTFP. Postanowiłem się ruszyć póki chce mi się jeszcze wieczorami wychodzić z domu.

      Oczywiście czułem się tam staro (strach człowieka bierze, gdy uświadomi sobie, ze spora część publiki rodziła się pewnie w czasie gdy Kaliber nagrywał swoją pierwszą płytę) i nie do końca w temacie (bo choć nadal pozostałem sympatykiem to hiphop już dawno przestał być moją pasją). Na imprezie było jednak zaskakująco pozytywnie. Bałem się o poziom, bo Częstochowa zawsze leżała trochę na uboczu hiphopowej sceny, a tutaj słowa hulały na scenie, że aż miło było posłuchać .

      Ani mi w głowie silić się tutaj na fachową ocenę warsztatu uczestników, bo po prostu się na tym nie znam, ale jako słuchacz trochę z boku byłem pod wrażeniem. Oczywiście nie obyło się bez fruwającego mięsa i tekstów o matkach, ale samo nadzienie było znakomite. Dużo poczucia humoru, popkulturowe, sportowe, społeczne, polityczne nawiązania i wszystko składane w błyskawicznym tempie. Wiązane na kolanie w połamane wersy, nie tylko żeby się rymowało, ale żeby tempo się zgadzało, pasowało pod flow i jak najmocniej ubodło przeciwnika. Bardzo fajny to sport i faktycznie na żywo generuje dodatkową dawkę emocji.

      Swoją drogą freestyle to doskonały materiał do kulturowych, antropologicznych badań. To taki rytuał ubrany w piórka zawodów. Samce wychodzą na eksponowane miejsce i prężą muskuły w walce o dominację. Testosteron bucha z każdego kawałka ich skóry, a męskie ego mają napompowane do granic wytrzymałości. Taka rola, wszystko jest tu świadomie przerysowane. Trochę się poszczypią, poprzepychają, ale odbywa się to w ramach pewnych reguł. Po skończonym rytuale, wszystkie samce znów zgodnie funkcjonują w ramach jednego stada. [Pytanie dodatkowe dla tropicieli gender: jaki odsetek wśród freedstyl'owców stanowią kobiety? I czy one też przybierają pozę na supermacho, czy możliwy jest jakiś feministyczny wariant tego rytuału?]

      A tak na serio gdybym miał kogoś przekonywać do hiphopu to chyba właśnie freestyle najlepiej się do tego nadaje. Zbiera się taka grupa hiphopowców - na oko doskonałe wcielenia wszelkich stereotypów na temat tej subkultury – a gdy wchodzą na scenę dzieje się magia. Doskonałe wyczucie rytmu, muzyki, doskonałe panowanie nad materią słowa i umysł cały czas na najwyższych obrotach. Bo trzeba wyprowadzić nokautującą serię punchlinów, a do tego potrzeba trzymać się tematu, uważnie słuchać przeciwnika i za wszelką cenę unikać banału. Statystycznie częściej są pudła, ale czasem jak ktoś wyprowadzi cios to pojawia się prawdziwa poezja. I wszystko to rozstrzyga się w ułamkach sekund.

      Znów zamiast relacji wyszła mi wielka dygresja. To może na koniec tylko powiem, że Mixer i Trojan faktycznie mają kawał scenicznej charyzmy!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      sobota, 19 lutego 2011 18:09
  • piątek, 18 lutego 2011
    • KULTURA W CIEMNYCH ZAUŁKACH

      źródełko

      Bardzo lubię gdy sztuka wymyka się różnym szacownych instytucjom i żywiołowo rozpływa się po mieście. Lubię gdy atakuje zupełnie nieoczywiste przestrzenie. Gdy jej obecność zaskakuje nagle podczas spacerów. Stąd chyba moja słabość do street artu, który jest doskonałym przykładem takiej kulturowej partyzancki miejskiej. No ale oczywiście graffiti nie wyczerpuje tematu.

      Częstochowa nie rozpieszcza takimi akcjami. Nie wiem czy to wynika z przekonania, że prawdziwa sztuka dzieje się tylko w galeriach, czy ze zwykłego lenistwa. No ale jakieś tam jaskółki są. W wakacje była oczywiście kura w akcji, która doskonale wpisuje się w mój postulat „więcej sztuki na ulicach!”. Zabrakło natomiast kultowego „Ruszamy Miastem”. Zupełnie nie wiem dlaczego w zeszłym roku nie odbyło się to zasłużone graffiti jam. Mam nadzieję, ze to tylko wypadek przy pracy i w tym roku tradycja będzie kontynuowana. Ściany „wysmarowane” przy poprzednich edycjach, to prawdziwe częstochowskie galerie zewnętrzne. Podobnie jak monstfurowa ”Kładka Gallery”. I fajnie, że dzieje się to trochę na uboczu, w miejscach wydawałoby się nieprzychylnych sztuce.

      Oswajanie miejsca „nieprzychylnego sztuce” przyświeca chyba również organizatorom FRYTKI OFF. To naprawdę brawurowy pomysł organizować festiwal kultury niezależnej, akurat na ulicy Piłsudzkiego. Mnie jednak to działa na wyobraźnię. Trzeba się wpychać artystycznie tam gdzie niekoniecznie nas chcą, a nuż cos pozytywnego z tego wyjdzie. Bo potencjał ta okolica ma - performance, happeningi, przedstawienia teatrów ulicznych, mogą tam zabrzmieć zupełnie zaskakująco. To spore wyzwanie oswajać akurat taką przestrzeń, ale warto podejmować tylko te największe wyzwania.

      Ale na tym nie koniec. Za przestrzeń miejską bierze się też Gaude Mater. Naprawdę! Chodzą słuchy, że ma ona odgrywać ogromną rolę podczas tegorocznej nocy kulturowej. Yupi! - chciałoby się napisać, ale pożyjemy zobaczymy. Zresztą to działania w ścisłym centrum miasta, więc gdzie te ciemne zaułki? No chyba ze ktoś pokusi się o akcję: „artystyczna instalacja w każdej bramie”, to by było coś. Prawie tak brawurowe jak zaproszenie jakiegoś awangardowego hiphopowa, żeby zagrał koncert w starych budynkach Wełnopolu. Oh wait…

      Po co o tym wszystkim piszę? Bo chciałem puścić troszku puścić wodze wyobraźni i wytypować jeszcze kilka miejsc, które aż się proszą by tam wpaść i narozrabiać:

      Teatr niezależny w MERKURYM – od razu przyznaje się bez bicia, pomysł zasłyszany, który zwalił mnie z nóg. Niby centrum, ale aktualnie zamknięte, niedostępne. Te wszystkie puste przestrzenie, aż się same proszą… Rewelacyjna idea i gdyby się kiedyś udało byłby hit.

      Mega instalacja na starym mieście – jest pewna grupa artystów na świecie która bawi się w ogromne architektoniczne instalacje w przestrzeni miejskiej. Gdyby kiedyś jakiegoś zaprosić, żeby wykazał się na częstochowskim starym mieście. Historia tego miejsca, aż się prosi o jakiś artystyczny komentarz. Byleby tylko z dużym rozmachem. W końcu to ostatnie oddechy tego miejsca, więc mu się należy.

      Body art na Hucie – jeśli kiedyś uda się zrobić drugą edycję Festiwalu Działań Parateatralnych i Performance’u „OFFsceniczny” to myślę, ze nie ma się co skazywać na jakiś ciasny klub. Huta to jest wyzwanie, oni tam chyba mają sporo niewykorzystywanych przestrzeni. Postindustrializm i sztuka ciała, czy to nie komponuje się pięknie?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „KULTURA W CIEMNYCH ZAUŁKACH ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 18 lutego 2011 14:40
  • czwartek, 17 lutego 2011
  • piątek, 11 lutego 2011
    • FREAK

      Dziś kolejna notka z cyklu: „fajne koncerty w mieście, na które mam ochotę się wybrać, ale niestety nie dam rady”. Tym razem: ARMIA w Zero.

      Żal mi, że przegapiam ten koncert z kilku powodów.

      Po pierwsze nigdy jeszcze nie widziałem ich na żywo. Wstyd! Przecież to kapela legenda, trudno przecenić jej wkład w rozwój polskiej muzyki punk i rock. Kiedyś wnuki mogą mi się spytać: „ słyszałeś kiedyś ‘Opowieść zimową’ na koncercie dziadku?” i ja tylko bezradnie będę mógł wzruszyć ramionami. Armia rzadko zagląda do miasta Świętej Wieży, więc nie wiadomo kiedy znów będę miał szansę nadrobić te zaległości.

      Po drugie „Freak” to naprawdę niezły album. Odjechany, zaskakujący, odstający od ich muzycznego dorobku, ale przy tym intrygujący. Nie wiem czy Armia na dłużej sprawdziłaby się w takich klimatach, ale nawet jeśli to był jednorazowy wyskok, to komunikat do fanów był wyraźny: „żyjemy i mamy jeszcze coś do powiedzenia!”

      I w końcu po trzecie, ciekaw jestem jak teraz wygląda Armia. W jakim koncertują składzie, co grają? Od wydania „Freak” minął już ponad rok, wiec ciekaw jestem jaką ścieżką muzyczną zespół podąża dziś?

      Może ktoś podzieli się wrażeniami po koncercie?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „FREAK”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 11 lutego 2011 09:10
  • czwartek, 10 lutego 2011
  • wtorek, 08 lutego 2011
    • BYŁA PARNA ZIMA, I PADAŁ CZARNY ŚNIEG

      Zaraz po premierze „Prąd stały/ Prąd zmienny” Lao Che, miałem syndrom przejedzenia. Minęło za mało czasu od wydania solowej płyty Spiętego, chyba też za mały był dystans od „Gospel” (którą to płytę katowałem do zdarcia nośnika). Dlatego też czwarty album kapeli z Płocka przyjąłem na chłodno.Płyta bezsprzecznie warta uwagi, ale wydawała się mocno nierówna i przez to zostawała w cieniu poprzedniczek.

      Czym jednak więcej czasu mijało, tym wsłuchiwałem się w nia zwiększą uwagą. Teraz nie mam wątpliwości, że „Magistrze pigularzu”, „Życie jest jak tramwaj”, „Urodziła mnie ciotka” to jedne z najlepszych kawałków w historii grupy. I choć Spięty jako tekściarz coraz częściej łapie zadyszkę, to nadal ma przebłyski geniuszu.

      Ostatecznie jednak przekonałem się do nowego materiału gdy usłyszałem go na żywo. Świetnie komponuje się z resztą dorobku grupy, a sam zespół nie stracił nic ze scenicznej charyzmy. Więc kto nie słyszał Prądu na żywo, niech koniecznie pojawią się w czwartek w Rurze. Lao Che to po prostu pewniaki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „BYŁA PARNA ZIMA, I PADAŁ CZARNY ŚNIEG”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 lutego 2011 13:19
  • poniedziałek, 07 lutego 2011
    • ÓSMA NOC

      Jest już luty, czyli najwyższa pora napisać coś o czerwcowej Nocy Kulturalnej. W końcu to teraz w dużym stopniu rozstrzygać się będzie jej tegoroczna forma. Propozycje imprez można zgłaszać do Gaude Mater do końca miesiąca. Czyli zostało w sumie nie tak dużo czasu.

      Nie będę ukrywał, że zaczynam sporo sobie obiecywać po tegorocznej edycji. Docierają do mnie wielce obiecujące głosy: że już od jakiegoś czasu jest całkiem spory ruch w tym temacie; że ktoś wziął się za organizację tej imprezy, a nie tylko za zarządzanie nią; że pojawiają się ciekawe pomysły, że atakowana ma być przestrzeń miejska; że sporo osób już się zaangażowało. Jednym słowem wygląda na to, że istnieje szansa do powrotu do normalności. Wizja reanimacji Nocy Kulturalnej i  mocnego debiutu Frytki off, pozwala mieć nadzieję, ze może oto nadchodzi ten wygadany przełom.

      Kilka dni temu, gadaliśmy sobie jednak w kameralnym gronie w samochodzie i był to dla  mnie zimny prysznic, który schłodził trochę moje oczekiwania. Padło pytanie: czy po tych kilku latach kryzysu, da się jeszcze twórczo wypełnić formule Nocy Kulturalnej? Może ona jest już wyczerpana? Ja mam ogromy sentyment do tego wydarzenia i kompletnie o tym nie myślałem w takich kategoriach, ale wątpliwości wydają się być do pewnego stopnia zasadne.

      Bezsprzecznie tym razem Gaude Mater inaczej zabrało się do organizacji tej imprezy i wielka chwała im za to. Weszli w autentyczny dialog z animatorami kultury w mieście i od razu zrobiła się bardziej przychylna atmosfera. Nie wiadomo jednak czy Gaude Mater uda się unieść Noc Kulturalną w takiej formule. I czy uda się przełamać niechęć i żale, pewnej części animatorów i niezależnych artystów, które wyrosły podczas współpracy przy poprzednich edycjach NK. Będzie to spory test dla tej instytucji.

      Ale poddawane próbie będzie również środowisko animatorów i artystów. W końcu tak naprawdę Noc Kulturalna spoczywała zawsze na ich barkach. GM wykazało się większą otwartością na dialog, ale nie wiadomo co na to druga strona. Może wszyscy myślą już tylko o Frytce OFF, a na Noc szkoda im będzie energii? Środowisko nie jest jakieś ogromne, nazwiska zaangażowane w te projekty z pewnością będą się powtarzać. A tu szykuje się duży skok. W zeszłym roku w czerwcu dołująca NK, a tym razem NK stroi piórka, podczas gdy  Frytka wsparta funduszami z UE ma jeszcze większe ambicje. Młoda, niezależna, częstochowska kultura wreszcie ma pole do popisu. Tylko czy podoła?

      W końcu trzeba powiedzieć też o kasie. Zewsząd słychać, że miasto jest w ekonomicznym kryzysie, że czekają nas oszczędności. Zatem jaki budżet będzie miała w tym roku Noc Kulturalna? Bo bez odpowiedniego wsparcia finansowego nawet najlepsze pomysły, nie będą wyglądać odpowiednio okazale. Szkoda byłoby zmarnować dobry klimat który wytworzył się ostatnio wokół NK. Ludzie rozmawiają o niej, wymieniają się pomysłami na imprezy, akcje Gdyby teraz ktoś zakręcił kurek z dotacjami, to tym samym wcisnąłby gwałtownie na hamulec i kraksa gotowa.

      W ten sposób docieramy też do mojej ostatniej wątpliwości. Oczekiwania, nadzieje wobec NK rosną w błyskawicznym tempie – czego ja jestem najlepszym przykładem. Z jednej strony to fajne, motywuje do działania, ładuje energią. Ale z drugiej niesie zagrożenie, że wywinduje to poprzeczkę dla tej imprezy niesamowicie wysoko. Że już nie starczy, żeby było lepiej niż w zeszłym roku, dwa lata temu czy trzy. Że jeśli Ósmej nocy nie uda się przywołać klimatu tych pierwszych, to ludzie mogą się ostatecznie zniechęcić. A byłoby szkoda.

      Stąd też moje przeczucia, że Noc Kulturalna zbliża się do przełomowego momentu. Jeśli nie uda się tym razem, to później nikomu nie będzie chciało się już o tą markę walczyć. No ale na razie wiele pozwala wierzyć, że ten zły scenariusz nie będzie miał miejsca. Oby!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „ÓSMA NOC ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 07 lutego 2011 13:45

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR