CZĘSTO LOVE CHOWA

Wpisy

  • niedziela, 31 stycznia 2010
    • CO, GDZIE, KIEDY – REAKTYWACJA

      Wczoraj wieczorem w GTFP, zgodnie z oczekiwaniami, muzyczna uczta była najwyższych lotów. Zaskoczyło mnie zaś coś zupełnie innego. Przy wejściu oprócz biletu każdy otrzymywał niezwykle zgrabny i estetycznie wydany informator. Przewodnik po planowanych w tym miesiącu imprezach kulturalnych w mieście. Szok, powiało normalnością.

      Nad „Co, gdzie, kiedy” już się kiedyś pastwiłem, próbując dociec natury absurdów tego wydawnictwa. Wczoraj wpadło mi w ręce jego zupełnie nowe oblicze, a co więcej udało się poznać i miło pogawędzić z członkiem odmienionej redakcji. I cieszy mnie, że jest nadzieja, że ta normalność potrwa dużej.

      Nowe „Co, gdzie, kiedy” cieszy oko: profesjonalny skład, ciekawy layout , rewelacyjna okładka. Po prostu udało się przekroczyć formę urzędowej broszury, w stronę współczesnego designu. Podobną rewolucję mamy na poziomie treści. Już nie tylko suche kalendarium, ale też krótkie opisy koncertów, wystaw, przestawień, filmów. Znalazło się nawet miejsce na wywiad z Karmazyniello, ciekawostki historyczne i wizytę w Paradoksie w ramach poszukiwania miejskiego stylu. A to podobno dopiero początek. Plany są takie, by coraz więcej było tych dodatkowych treści.

      No i wreszcie największa bolączka, czyli dystrybucja. „CGK” ma podobno teraz wyjść na ulice i szukać młodych ludzi. Ma być pod ręką w klubach, kawiarniach, pubach i instytucjach kultury. Przy tym zwiększa zarówno objętość jak i nakład. Lada chwila ma wystartować nowa strona internetowa.

      Jestem podbudowany. Znaczy, że można, że się da. Że jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „CO, GDZIE, KIEDY – REAKTYWACJA ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      niedziela, 31 stycznia 2010 09:45
  • piątek, 29 stycznia 2010
    • FOTOGRAFIA PSYCHOANALITYCZNA

      Dziś o 18 w Regionalnym Ośrodku Kultury wernisaż fotograficznej wystawy „Cykl REM” Magdaleny Hueckel.

      Młoda artystka (fotograf, scenograf) zagłębia się w materię sennych marzeń. Stara się je zdekonstruować i uwiecznić na kliszy. Estetyczna wizualizacja nieuświadomionych lęków, emocji, pragnień, czy też samego mechanizmu snu.

      Takie oniryczne, artystyczne wędrówki to zazwyczaj karkołomne przedsięwzięcie, ale prace Hueckel z tego cyklu, które udało mi się znaleźć w necie, wyglądają całkiem obiecująco.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 29 stycznia 2010 10:42
  • czwartek, 28 stycznia 2010
    • "WESOŁY JESTEM I ŚMIEJĘ SIĘ DO ŁEZ"

      Myślę, że już najwyższa pora odganiać zimę za pomocą ciepłych dźwięków. A w ten weekend będzie ku temu znakomity powód.

      Zacznijmy jednak od przystawek. Już dziś w Duqesie coverowy koncert da Inqbator. Duqestowe występy Kuby na dobre wpisały się już w muzyczny pejzaż miasta, więc wypadałoby wreszcie o nich wspomnieć. `

      W piątek w ZERO impreza z okazji 10lecia zespołu BEDU. Oprócz jubilatów zagrają również Roboty Drogowe. Natomiast w GTFP koncert charytatywny na rzecz rodzinny, której niedawno spłonęło mieszkanie z całym dobytkiem. Przyjaciół w potrzebie będą wspierać przedstawiciele lokalnej sceny: St. City Surfers, Narcoleptic, Blindmind, Far Away i Labreyt.

      Danie główne czek nas jednak w sobotę. W Galerii Teatr From Poland zagrają Pustki. Jedna z najlepszych młodych, polskich kapel alternatywnych. Na ostatnim off-festivalu komplementował ich niezwykle Johnatan Poneman, założyciel legendarnej amerykańskiej wytwórni Sub Pop, a w tym roku dostali zaproszenie na prestiżowy festiwal SXSW w Austin.

      Pustki funkcjonują na polskim rynku muzycznym juz od 1999r. ale ich prawdziwa kariera zaczęła się wraz z wydaniem trzeciego albumu „Do Mi No” (2006r.) Tu prawie każdy kawałek był hitem: „Bałagan”, „Słabość chwilowa”, „Tchu mi brak”, „Telefon do przyjaciela”, „Nic do powiedzenia” itd. Udało im się nagrać przebojowe piosenki, które mocno zapadają w głowę, a przy tym nie tracą nic z alternatywnego zadziora.

      Dwa lata później, po zawirowaniach kadrowych, ukazuje się „Koniec Kryzysu”. Album po którym fani obiecywali sobie bardzo wiele i któremu udało się przeskoczyć wysoko zawieszoną poprzeczkę. To materiał dużo bardziej stonowany i eksperymentalny. Mniej tu skocznych, harmonijnych melodii, a teksty wydają się jeszcze dojrzalsze i bogatsze emocjonalnie. To była trochę taka gra vabank. Bardzo łatwo poślizgnąć się na muzycznej melancholii, popaść w banał, sztampę - jednak Pustki wyszły z tej próby obronną ręką. Przynajmniej w oczach wielu słuchaczy i ekspertów, którzy właśnie „Koniec Kryzysu” wskazywali jako płytę roku 2008. Tylko przez to przeklęte „Parzydełko” mamy teraz taką zimę.

       

      Do Częstochowy zespół przyjeżdża promować swoje najnowsze dzieło „Kalambury”. Album specyficzny bo składający się z utworów napisanych do wierszy polskich poetów: Leśmiana, Tuwima, Słomińskiego itd. Oprócz kawałków znanych już z projektów „Broniewski”, „Gajcy”, „Wyspiański Wyzwala”, jest tu sporo premierowego materiału. Ciekaw jestem jak te kawałki zabrzmią na żywo.

      O koncertach Pustek słyszałem różne opinie, sam nigdy nie maiłem okazji być (bo taperka się chyba nie liczy). Zatem czas wyrobić sobie wreszcie własne zdanie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 stycznia 2010 10:47
  • środa, 27 stycznia 2010
    • SINTETIK POCAŁUNEK

      Dziś w ramach akcji poznawania młodych częstochowskich artystów wybrałem się do Muzeum Częstochowskiego w Ratuszu. Tam na poddaszu eksponowana jest właśnie mała, kameralna wystawa Karola Bartona (rocznik 87).

      Kilka prac wartych było tego spaceru na mrozie, szczególnie te syntetyczne pocałunki (nie dałem rady ich wygooglać, trzeba się przejść osobiście). Zresztą wprawki filmowe, też całkiem dobrze rokują.

      Postać do zapamiętania.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      środa, 27 stycznia 2010 20:42
  • wtorek, 26 stycznia 2010
    • KINEMATOGRAF BRACI KRZEMIŃSKICH

      Nadrabiając zaległości z dziejów miasta Częstochowy natrafiłem na historię braci Krzemińskich. I przekonałem się, że jestem totalnym ignorantem, bo wcześniej nie miałem pojęcia, że moje miasto miało swoje zasługi w pionierskich latach polskiej sztuki filmowej. A tu okazuje się, ze jest na ten temat nawet internetowa witryna oraz, że 4 lata temu była tematyczna wystawa w Pałacu Ślubów.

      Władysław i Antonii Krzemińscy pochodzili z podupadłej szlacheckiej rodziny z okolic Radomia. I jako jedni z pierwszych na ziemiach polskich dojrzeli w rodzącej się kinematografii sposób na zarabianie pieniędzy. Pod koniec XIX w. wędrowali, z zakupionym od braci Lumiere aparatem projekcyjnym, po całej Polsce i Rosji. Młodszy z braci wprowadzał w tym czasie swoje ulepszenia do francuskiego wynalazku. Pierwsze próby założenia stałego kinoteatru Krzemińscy podjęli w Łodzi w 1899r., ale na stałe związali się właśnie z Częstochową.

      Z kinematografem przyjeżdżali tu już wcześniej, ale decyzja o budowie stałej sali kinowej zapadła w okolicach roku 1909. W sposób oczywisty jest to związane z odbywającą się w tym czasie w Częstochowie Wystawą Przemysłowo-Rolniczą. Licząc na wzrost prestiżu miasta otworzyli kino „Odeon” przy al. NMP 43, a dwa lata później kupili kamerę i sami kręcili relacje z większych wydarzeń, wyświetlając je jako dodatkową atrakcję w swoim kinie. Między innymi był to jeden z najstarszych filmów dokumentalnych w Polsce „Pożar zapałczarni w Częstochowie” z 1913r.

      Córka Antoniego tak wspomina „Odeon”: „- Jestem urodzona w latach 20., więc Odeon pamiętam już tylko z jego późniejszego okresu [...] Było to bardzo eleganckie kino. Utkwiło mi w pamięci, że bileterki chodziły w przerwach i rozpylały w sali wodę kwiatową. Pamiętam gabinet ojca i stryja - był dość surowy i wcale nie imponował wystawnością. Obaj byli zresztą ludźmi skromnymi. Najbardziej zapamiętałam, jak na pokaz swojego filmu przyjechał Eugeniusz Bodo - był dla swoich nastoletnich fanek bardzo miły.”

      W 1933 roku wobec dołka finansowego, w którym na skutek kryzysu znaleźli się Krzemińscy, kino Odeaon wraz z całym oprzyrządowaniem zostało zlicytowane. Pionierzy polskiej kinematografii nie złożyli jednak broni. W drewnianym budynku w podwórku kamienicy Al. NMP 12 założyli kinoteatr „Eden”. Zapożyczając się u częstochowskich Żydów wyposażyli je w nowoczesną jak na owe czasy, aparaturę projekcyjno-dzwiękową firmy A.E.G. z jej renomowanymi projektorami typu "Tryumphator". i wyposażyli w rozsuwaną elektrycznie kurtynę oraz elektryczny gong. Słynne były też wygodne, składane krzesła w pierwszym rzędzie. Wyświetlano tam między innymi legendarny „Gabinet Figur Woskowych”.

      Po wojnie „Eden” przemianowany został na „Tęczę”. Przez kilka lat jako kierownik prowadził ją Antonii Krzemiński (jego brat zmarł w 1942r.). Ale „Tęcza” to zupełnie inna historia...

      I teraz tak sobie myślę, że wielka szkoda, że OKF ma już nową nazwę. Bo jakby nie miał, to bym namawiał, by nazwać go właśnie „Odeon”.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 stycznia 2010 18:45
  • poniedziałek, 25 stycznia 2010
  • sobota, 23 stycznia 2010
  • piątek, 22 stycznia 2010
    • "ZAGRAJ TO SAM. ZA DAWNE CZASY"

      Od paru lat częstochowski OKF (choć teraz powinienem chyba pisać „Kino Iluzja”) trzyma się bardzo dobrze. Podejrzewam, że w dużym stopniu to dzieki temu, że stał się on częścią sieci kin studyjnych. Nie wiem czy ma to bezpośrednie przełożenie na jego sytuację ekonomiczną, ale na pewno zdecydowanie ubogaca program. Teraz łatwiej nam załapać się na wszelkie ogólnopolskie inicjatywy skierowane do tego typu kin.

      Cykl „Klasyka kina” jest tu najlepszym tego przykładem. Od pewnego czasu, lokalni miłośnicy filmu mają szansę zobaczyć na dużym ekranie, obrazy które uważane są za kamienie milowe światowej kinematografii: „Metropolis”, „Hair”, „Obywatela Kane”, „Grega Zorbe”, „Pół żartem pół serio”, „Przeminęło z wiatrem”, "Gabinet Doktora Caligari". Jeden tytuł w miesiącu, kilka seansów – jest to inicjatywa rozciągnięta w czasie i długofalowa. I niby znamy te tytuły doskonale z telewizji, dvd jednak nic nie zastąpi seansu kinowego.

      W związku z czym zapraszam od dziś do czwartku do OKFu na „wykład” z historii filmografii. Temat: „Casablanca”. Film legenda z 1942 r., jeden z najsłynniejszych melodramatów, który na dobre zadomowił się w popkulturowej ikonosferze. Kojarzą go wszyscy, nawet jeśli nie oglądali. Obraz na równi doceniany przez widzów i krytyków. Genialni aktorzy, Humphrey Bogart i Ingrid Bergman, w głównych rolach, i prosta historia o miłości i wojnie opowiedziana w starym dobrym hollywoodzkim stylu. W tej prostocie tkwi siła.

      No i oczywiście kultowe cytaty:

      „- Po co właściwie przyjechałeś do Casablanki?

      - Do wód.

      - Do wód? Przecież tu jest pustynia.

      - Źle mnie poinformowano.”

       

      „- Jakiej jest pan narodowości?

      - Jestem pijakiem.

      - To znaczy, że Rick jest obywatelem świata.”

       

      „Ze wszystkich knajp na całym świecie musiała wejść właśnie do mojej”


      Co prawda nie ma efektów 3D, ale i tak magia kina działa.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      piątek, 22 stycznia 2010 10:04
  • czwartek, 21 stycznia 2010
    • ZŁE MIASTO

      Temat wraca jak bumerang. A to ogólnopolski tygodnik kreśli obraz Częstochowy jako miasta nie lubianego przez swoich mieszkańców, a to podobne wnioski płyną z badań opinii publicznej. Nie ma co ukrywać były Prezydent Wrona, tez w dużym stopniu padł właśnie ofiarą niechęci Częstochowian do Częstochowy.Nie utożsamiamy się z miastem, nie wspominając nawet o poczuciu regionalnej dumy.

      To jakiś ogromne zjawisko, do analizy dla sztabu fachowców w UM, którzy będą przygotowywać plan rozwoju i promocji miasta (a co pomarzyć można każdemu). Dlatego ja nawet nie będę próbował brać się z nim za bary.

      Zastanawia mnie tylko, gdzie tak naprawdę leży problem. Czy naprawdę jesteśmy złym miastem, ze szczątkowym przemysłem, brakiem perspektyw na rynku pracy i słabą edukacją? Czy też wszyscy chorujemy na „najlepiej jest tam gdzie nas aktualnie nie ma”, i nie potrafimy docenić tego co mamy?

      I nie zadowoli mnie zwykłe „prawda leży po środku”. Przydałyby się tu dogłębne badania socjologiczne. A biorąc pod uwagę, że miasto to tak naprawdę jego mieszkańcy, zatem ich wstręt do Częstochowy jest formą niechęci do samych siebie – to psychoanalityk też miały pole do popisu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „ZŁE MIASTO ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aatrzy
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 stycznia 2010 12:37
  • środa, 20 stycznia 2010

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR