piątek, 20 listopada 2009

Dziś znów zaserwuje sobie małą podróż sentymentalną. Do miejsca które w latach 90. wydawało się prawdziwym sercem miasta. Oczywiście mam na myśli przesławną ulicę Dekabrystów, która w tamtych czasach była naszą lokalną odpowiedzią na piotrkowską w łodzi. No dobra trochę przesadzam. Był to raczej zalążek miasteczka studenckiego. Tworzący się na dziko, lecz w sposób naturalny, w pobliżu akademików. Gdzieś wyczytałem, że w najlepszym momencie funkcjonowało w okolicy prawie 40 knajp i żadna nie narzekała na zbyt małą ilość klientów. A potem przyszła prohibicja i dziś trudno uwierzyć, że kiedyś na DeKa umawiali się wszyscy.

Moje pierwsze wizyty na Dekabrystów to pojedyncze koncerty i jam session w akademikach, a dokładnie w studenckich klubach „Filutek” i „Rywal”. Byłem wtedy na etapie nieśmiałego pukania do dorosłości, wiec fascynował mnie ten studencki świat. Brakowało natomiast śmiałości (i dowodu osobistego) by przesiadywać w kultowym Biffie czy Bisie. Znam więc atmosferę tych miejsc, za najlepszych czasów, tylko z opowieści. Wyobrażałem sobie wtedy, że to intelektualne i rozrywkowe centrum miasta, starzy bywalcy znają się jak rodzina, a legendarny Wujek Józek (model studentów plastyki WSP, późniejsza gwiazda „szansy na sukces”) to guru kontrkultury.

Zadomowiłem się dopiero w Zanzibarze i Porterze (pozdro Marcin i Piotrek – tak, tak to wy mnie sprowadziliście na złą drogę). Klubach funkcjonujących w podziemiach byłego Komobexu/Montexu. Nie zawsze przy wejściu sprawdzano tam dowodu i młodzież licealna była tolerowana. Przesiadywałem tam, choć nigdy nie pasowałem do tych miejsc. Były to knajpy raczej dla lubiących potańczyć, albo pograć w bilard. Co jednak znaczy presja towarzystwa. Więc siedziało się tam, piło rozwodnione piwo i gadało o Bogu i pierwszych miłościach.

Na szczęście dość szybko przenieśliśmy się znów bliżej akademików, gdzie właśnie powstawała knajpa, za knajpą. Tawerna ze swoim szantowym klimatem i akwariami. Grota, która wydawała się monteverestem, bo wpuszczali (teoretycznie) powyżej 21 lat. Ulubione SantaFe, które wciąż i wciąż się rozrastało, a i tak cholernie trudno było znaleźć tam wolne miejsce. Można tak wyliczać dalej: Mechaniczna Pomarańcza, Tawerna, D'art, Kongo, West... Idąc wieczorem na DeKa miałeś pewność, że spotkasz kogoś znajomego – więc mogłeś iść nawet sam i bez grosza przy duszy.

Działo się tam dużo i głośno. Co niestety nie podobało się mieszkańcom pobliskich bloków. Przepychanki trwały kilka lat, aż w końcu władze miasta stwierdziły, że prawdziwi studenci to się uczą, a nie przesiadują w knajpach - i wprowadziły w okolicach akademików prohibicje. Oczywiście po drodze były niesławne juvenalia 2003 i zamieszki, które okazały się gwoździem do trumny tego miejsca. Na szczęście ja już wtedy studiowałem poza Częstochową i minęła mnie wątpliwa przyjemność obserwowania jak DeKa pustoszeje.

Dziś pawilony na DeKa są ciche i spokojne. Ale przy okazji też puste, brudne i zaniedbane. O tym, że tli się tam życie świadczy tylko kilka pizzerii i innych jadłodajni. Pojedyncze bary funkcjonują gdzieś w dalszej okolicy akademików, ale daleko im do czasów świetności.

A studenci? Okopali się w akademikach i tylko od czasu do czasu, jak jest ładna pogoda, masowo wychodzą na trawniki przed, by tam grillować, pić piwo i drażnić sąsiadów.

W necie nie mogłem znaleźć fotografii tych starych knajp, no to wpis „upiększymy” sobie tak:


czwartek, 19 listopada 2009

Kurcze naprawdę nie poznaje tego miasta. Rozhulało się muzycznie na dobre. Dzieje się dużo, różnorodnie i na poziomie. I za każdym razem jak już myślę, że to finał, to niespodziewanie przyjeżdża ktoś z moich ulubieńców. Zapraszam zatem na kolejny subiektywny spacer po koncertowych propozycjach najbliższych dni.

Już dziś przyjeżdżają dwie kapele, które budzą duże emocje, mają sporo fanów. Natomiast ja fenomenu ich popularności nie potrafię zrozumieć. Przede wszystkim w ZERO zagra COMA. Rockowy zespół, który bez szczególnej medialnej promocji zyskał w Polsce status kultowego. Nie to, żebym uważał, że źle grają – chłopaki z łodzi prezentują solidny, średni poziom – ale dla mnie brak im błysku. Brak tego czegoś co pozwala być w awangardzie, przecierać nowe szlaki. Choć może to ich świadomy wybór: opieramy się na klasycznych, sprawdzonych wzorcach; nie męczymy publiki udziwnieniami; gramy starego, dobrego rocka. Ludzie chyba tego nadal potrzebują, bo odbiór jest zdecydowanie pozytywny.

Zupełnie inaczej ma się sprawa z SOFĄ która zagra dziś w Rurze. Oni wciąż poszukują swojej tożsamości, w różnych muzycznych regionach. Słychać u nich trochę neo soulu, hiphopu, r’n’b czy funku. Nie wszystko tu jednak się zazębia, czuć, że to poczwarka z której dopiero coś fajnego może się urodzić. Ale wcale nie musi. Dlatego nie do końca rozumiem, skąd, juz teraz aż taka popularność tego zespołu ze stajni Kajaxu. Mają co prawda na koncie doskonałą wspólną koncertówkę z Ostrym, ale też nijaki płytowy debiut. Choć uczciwie musze przyznać, że najnowszy singiel mocno wpada w ucho:

Dziś też kontynuacja projektu Młoda Scena Jazzowa. W Paradoksie zagra MPS Quintet, w skład którego wchodzą studenci Akademii Muzycznej w Krakowie. Natomiast jutro na zakończenie Festiwalu „Jesień Jazzowa 2009”, koncert Dominik Bukowski & Joonatan Rautio Quartet.

W weekend przypomina o sobie również Galeria Teatr From Poland. W piatek zaprasza na rockowo-punkowe koncerty Radio Bagdad i NAIV. Niestety ci pierwsi już chyba zawsze będą mi się kojarzyć z nieszczęsnym Londyn dzwoni, a drudzy są wyjątkowo anonimowi. Dlatego reklamuję to imprezę z pewną taką ostrożnością.Śmielej zapraszam na sobotę, kiedy to grać będzie Nefre i Niceness, ale to impreza dla lubiących rytmy reagge.

Natomiast w niedziele, koncert który mnie bardzo cieszy. Bardzo, bardzo, bardzo. Klub Carpe Diem i Fight This Generation zapraszają na występ Bajzla. Jednoosobowego projektu, który rzadko pojawia się w mediach. Nie ma statusu wielkiego alternatywnego wydarzenia. Ale w mojej opinii jest autorem najlepszej polskiej płyty tego roku: Miłośnij. Już debiut Piotra Piaseckiego (bo to ten muzyk, znany chociażby z naprzykłat, stoi za tym projektem) obiecywał sporo. Takiej energii często nie potrafi wygenerować wieloosobowy band, a tu mieliśmy do czynienia z muzyką, od początku do końca przez jednego człowieka. Ba! Nawet na koncertach, rzadko kiedy korzystającego z pomocy innych muzyków. A druga płyta, daje jeszcze więcej. Jest po polsku i widać jak doskonale Bajzel czuje język. Żonglerka słowami i znaczeniami na najwyższym poziomie. Muzycznie też jest jakby o poziom wyżej. Zresztą co ja będę gadał po próżnicy:

Taki bajzel warto przeżyć i mieć.

 

środa, 18 listopada 2009

Żeby wyrwać się z ponurych klimatów, narzekania na miasto i kulturę akademicką, dziś będzie o fajnej inicjatywie częstochowskich studentów.

Studenckie Koło Teatralne „naJana” powstało dwa lata temu i ma już w swoim dorobku pięć spektakli. Osobiście nie udało mi się widzieć ich na scenie, ale opinie zbierają dość pozytywne. Słychać głosy, że jest potencjał, pasja, ambicje i energia. Czyli wszystko czego tak naprawdę potrzeba amatorskiemu teatrowi.

Moją prywatną miarą tego typu zjawisk, jest pytanie: czy ograniczają się one do zastanych, okrzepłych form, czy też krążą bez ustanku, w poszukiwaniu coraz to nowszych środków wyrazu? Wygląda na to, że „naJana” aspiruje do tego drugiego modelu, co nie ukrywam bardzo mnie cieszy. Ich nową inicjatywą jest „Spotkanie z dramatem” czyli prezentacja współczesnych utworów dramatycznych. Publiczne czytanie sztuk teatralnych ma w Częstochowie juz pewną tradycję, dobrze więc, że ktoś ją kontynuuje i rozwija. Na pierwszy ogień, w październiku, poszedł tekst Lidii Amejko „Nondum”. Frekwencja była przyzwoita (przykładając oczywiście odpowiednią miarę), wrażenia pozytywne, a całość zakończyła się gorącą dyskusją o dramacie i teatrze.

Dziś o 20:00 w Iluzja Alamo Music Club druga odsłona spotkań. „naJana” przeczyta „Dobrze” Tomasza Mana. Dobrze

poniedziałek, 16 listopada 2009

No to odwołaliśmy sobie prezydenta miasta.

Nie to żebym był jakimś wielkim miłośnikiem Tadeusza Wrony, wręcz przeciwnie. Uważam, że to polityk który nie potrafi podejmować trudnych decyzji. Jego wizja ograniczająca się do Częstochowa = pielgrzymki, duchowa stolica Polski, też nie szczególnie mi leży.

Nie zrobił on jednak nic takiego, co uzasadniałoby sięgniecie po narzędzie referendum. Szczególnie pod sam koniec kadencji. Bo teraz możliwe, że będziemy wybierać nowego prezydenta tylko na kilka miesięcy.

Z mojej perspektywy wyglądało to na wojnę w piaskownicy, która trochę mnie śmieszy i smuci. Dyskusja społeczna na poziomie: jest źle, zróbmy nowe przetasowanie, a potem powolutku zaczniemy zastanawiać się co zrobić by było dobrze – to kpina. Niestety tzw. „Przyjaciele Częstochowy” już na zawsze kojarzyć mi się będą z awanturnictwem i wypowiedziami w stylu: ”deptak można zrobić w okolicach starego miasta albo katedry”.

Teraz miastem rządzić będzie wybrany przez premiera komisarz. Rada Miasta zdecyduje czy do stycznia/lutego czy do listopadowych wyborów samorządowych. Już się nie mogę doczekać kampanii wyborczej. Fajnie będzie posłuchać jak to każdy ma proste rozwiązania dla Częstochowy, jak to wystarczy postawić krzyżyk w odpowiednim miejscu, a w ciągu kilku miesięcy miasto powstanie z kolan i stanie się liderem regionu. Prawie jak w bajce.

sobota, 14 listopada 2009

Nie wiem jak to się stało, ale podczas mojej ostatniej koncertowej wyliczanki zapomniałem o bardzo sympatycznej imprezie. Ale nie ma tego złego, chłopaki mają całą notkę dla siebie. Jutro w ramach Eska Rock Tour w Rurze o 19 zagrają Ocean i Lipali.

Mam pewien sentyment do obu kapel, choć może nie należą do ścisłej czołówki moich ulubionych zespołów. Ocean czerpie wzorce od najlepszych i choć sami nie są może tytanami muzycznego warsztatu i oryginalności to ich pomysł na granie jest bardzo ciekawy. To takie mocno (post?) rockowe granie, ze sporą energią i wyraźnymi emocjami. U mnie mają wielkiego plusa za inspiracje deftonsami i tytuł drugiego albumu (czyli „depresyjne piosenki o niczym”)

Natomiast Lipali słucham głównie ze względu na sentyment do Illusion pierwszej kapeli Lipy. Może to niesprawiedliwe, ale te grupy zawsze będą porównywane. Lipali jest całkiem przyzwoite, ale wiadomo, że to już nie to samo. Nie ten czas, nie to miejsce, nie ci sami ludzie. Choć nadal czuje tam ducha tej legendarnej grupy. Obowiązkowa podróż sentymentalna dla wszystkich tych, którzy tak jak ja większość licealnych imprez szaleli przy „Nożu”, „Kłach”, „Wojtku” i „Don’t Creep”. Ech, to były czasy. Jak fajnie było być młodym.

czwartek, 12 listopada 2009

Ten blog spełnia swoją funkcję, przynajmniej z mojej perspektywy. Coraz więcej wiem o tym mieście, coraz bardziej je rozumiem, rodzi się nawet między nami pewien stosunek emocjonalny. Minęło dopiero kilka miesięcy, a zmiana jest zdecydowana. Nadal jednak zastanawiam się czemu Częstochowa jest prowincjonalna, albo dlaczego taką zdaje się być. Odpowiedź na to pytanie jest jak wyprawa po Graala. Zapowiadają się wyjątkowo długie poszukiwania i nikt nie obiecuje happy endu. Gdybym jednak już teraz musiał na coś stawiać, wybrałbym diagnozę: szczątkowe życie studenckie.

Jakby to ująć, żeby nie popaść w banał? Chyba najlepiej krótko. Trudno mówić o perspektywach rozwoju miasta, gdy większość młodych ludzi na progu dorosłości po prostu z niego ucieka. I mało kto wraca. Trudno się dziwić, bo Politechnika ciągnie się w ogonie technicznych uczelni w kraju, a AJD po wykształceniu legionu bezrobotnych pedagogów, nerwowo próbuje odnaleźć swoją nową tożsamość. Natomiast o uczelniach prywatnych, aż strach wspominać. Sytuacji nie ratuje też lokalizacja ”miasteczka studenckiego” – kto stawia akademiki w samym środku „starego” osiedla? Wojna o prohibicję na dekabrystów to tylko skutek takich decyzji. Oczywiście postawa władz miasta wobec studentów: „wy tu jesteście tylko gośćmi, więc radźcie sobie sami”, nie buduje dobrego klimatu i jest kiepską reklamą.

Oczywiście nie chcę generalizować: są w Częstochowie fajni, kreatywni studenci i mądrzy wykładowcy, lecz to wszystko wyjątki. Giną gdzieś na szarym, przytłaczającym tle. I naprawdę chciałbym przesadzać. Na palcach jednej ręki, można policzyć lokalne studenckie inicjatywy. Podczas gdy w innych miastach to żaki napędzają kulturę niezależną, u nas są oni przede wszystkim bywalcami tancbud w stylu Depo czy innego DonKichota. Gdy zdarzy mi się wyrwać na jakiś ciekawy koncert, przedstawienie czy wystawę, roczniki akademickie to minimalny procent publiczności. Większość stanowią moi rówieśnicy (i wyżej) oraz licealiści. Ci pierwsi coraz bardziej wypaleni, a ci drudzy za rok, dwa znów masowo wyemigrują z miasta.

I zdaję sobie sprawę, że to takie narzekanie dla narzekania. Bo brak pomysłów na zmianę tego stanu rzeczy. By ci najlepsi chcieli wybierać częstochowskie uczelnie, ożywiając przeciętną masę. Miasto nie widzi problemu, uczelnie okazały się niezdolne by rozwiązać go własnymi siłami. A ja obawiam się, że Częstochowa przespała już swoją szansę na zbudowanie solidnej bazy akademickiej (jak zrobiła to w swoim czasie chociażby Zielona Góra). I nawet nie wiem jak to spuentować. Smutne.

wtorek, 10 listopada 2009

Jesień,zimno, za oknem plucha i z domu wychodzić się raczej nie chce. A tu muzyczne kluby znów kuszą i trzeba przyznać argumenty mają dosyć mocne. Więc chyba warto przezwyciężyć depresyjne stany i jednak ruszyć się z domu.

Już dzisiaj gratka dal miłośników polskiego hiphopu, a właściwie jego bardziej „ulicznej” twarzy. DonGURALlesko, KASTA, Familia HP nie bawią się w eksperymenty, nie badają granic gatunku ani nie wytyczają jego nowych kierunków. Nie ma co się oszukiwać. Prezentują jednak przyzwoity poziom (co na polskiej scenie nie jest niestety standardem), więc jeśli ktoś lubi to, chyba warto się dziś w Rurze pojawić. Ale to tak naprawdę rozgrzewka

W czwartek, również do Rury, zawita jedna z najciekawszych polskich tras koncertowych tej jesieni. Trójka Tour to wspólny występ Czesława Mozila, Gaby Kulki i Dick4Dick. Tego który śpiewa, nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Czesław z marszu zdobył sympatie alternatywnej publiczności, podbił salony i zgarnął 3 Fryderyki. Jego debiutancki album błyskawicznie wpadł mi w ucho, ale równie szybko znużył i wyprowadził się z odtwarzacza. Nie zachwycił również koncert na zeszłorocznym OFF Festiwalu. Jednak Czesław zdecydowanie zyskuje na klubowych występach. Nie bez powodu dwa razy przez niego GTFP pękała w szwach, a i ja bardzo dobrze wspominam ostatni Paradoksowy występ. Mozil ma dystans do siebie, swojej muzyki i umie się nią bawić.

O Dick4Dick sam nie wiem co napisać. Bez wątpliwości to doskonali muzycy, którzy udzielają się w licznych innych uznanych projektach. Potrafią nagrywać bardzo dobre piosenki (nie szukając daleko „Hollywood”), a koncertowo to ścisła polska czołówka. Podczas ich ostatniej u nas wizyty, podobno było tak gorąco, że na scenie lądował damska bielizna. Nie każdy potrafi zrobić taką atmosferę. Z drugiej jednak strony mam wrażenie, że chłopaki przeginają. Cały ten freakowy image , przegięcia na scenie raczej mnie odrzucają niż bawią. A może po prostu jestem już stary i nie mieszczę się w ich targecie.

 

Dlatego dla mnie z całej stawki najciekawsza jest Gaba Kulka. Nie debiutantka, ma już w dorobku trzy albumy, ale dopiero niedawno jej kariera nabrała tempa. Zdecydowanie nie jest producentem przebojów, za to spotkanie z jej muzyką jest podróżą wgłąb niesamowitego, kobiecego świata. Przy tym potrafi odnaleźć się w różnych sytuacjach:

 

Baaba Kulka - 666: The Number of the Beast from yantei on Vimeo.

W piątek kolejną dawkę polskiej alternatywy serwuje ZERO. Łąki Łan to spora porcja punk&funk oblana podwójną dawką absurdu. (Uprzedzając pytania, sam nie wiem czemu dicków czepiam się za image a ich nie). Natomiast w GTFP królować będzie reggae, dub idubstep. W ramach BRISTOL SOUND wystąpią: 2 Kings, Rob Smith, The Scientist Sound System, Rise up!, The Lordz (Warszawa) i Broda (Habakuk). Jednym słowem wysoki europejski poziom.

A w sobotę deser. W ZERO dalszy ciąg przeglądu klasyki rodzimego rocka, czyli koncert Proletariatu. A by miłośnicy jazzu nie czuli się pokrzywdzen,i Paradoks zaprasza na występ Frank Parker&Maciej Fortuna Project. Muzyczna kolaboracja polsko-amerykańska, słabo rozreklamowana, ale z pewnością warta uwagi

poniedziałek, 09 listopada 2009

Oto jak wygląda Częstochowa 2009 w oczach fotografów.

Laureaci czwartego konkursu "Kilmaty Częstochowy"

W kategorii "Klimatyczne Fotografie" wygrał fotoreporatż Patrycji Zubrzyckiej

Natomiast w kategorii "Fotografie promocyjne" wygrała słynna "dziewczynka bez ptaszków" w kadrze Marcina Jędryki.

Gratulacje. Tak sobie myślę, że te zdjęcia więcej mówią o mieście, niż na pierwszy rzut oka by się zdawało.

piątek, 06 listopada 2009

Klimaty Częstochowskie, czyli cykliczny konkurs fotograficzny, to jedna z najlepiej wymyślonych i przeprowadzonych tego typu akcji w mieście. Po pierwsze pada na podatny grunt. Miłośników fotografii w Częstochowie jest wiele, wystarczy spojrzeć na bogate życie fotoblogowe. A ponieważ ma dość otwartą formułę, jest to szansa na spojrzenie na miasto w bardzo szerokiej perspektywie. Przede wszystkim jednak, promocja konkursu nie jest może ogromna, ale za to skuteczna. Elegancka strona internetowa (gdzie można sobie zobaczyć, prace z poprzednich edycji), informacje w lokalnych mediach, pozytywna opinia. Widać, że ktoś o tą imprezę dba i komuś zależy.

Dziś o 17 w Pawilonie Wystawowym Muzeum Częstochowskiego w Parku Staszica prezentacja finalistów 4. edycji konkursu. Spośród prawie 500 fotografii 90 autorów jury w zakwalifikowało do wystawy 46 fotografii 28 autorów. Najlepsi w dwóch kategoriach: „fotografia klimatyczna” i „fotografia promocyjna” zostaną nagrodzeni netbookami i akcesoriami fotograficznymi. A pokonkursową wystawę będzie można oglądać do końca roku

Dla przypomnienia w zeszłym roku wygrała Elżbieta Siwik „Deszczowym reportażem”

Ale to nie koniec uczty dla miłośników fotografii. O 19 w Teatrze S, w podziemiach DH Schott, odbędzie się wernisaż wystawy największego polskiego konkursu fotografii prasowej Grand Press Photo 2009. Gościem specjalnym laureat tegorocznego Grand Prix – fotoreporter Gazety Wyborczej Trójmiasto, Rafał Malko.

Niespodzianką ma być bonus muzyczny. Koncert zespołu Graal – nowego dziewięcioosobowego projektu „Ziuta” Gralaka z Budyniem z Pogodno na wokalu. Jestem pod wrażeniem, zapowiada się więcej niż ciekawie.

czwartek, 05 listopada 2009

Dziś urodziny Muńka Staszczyka – żywej legendy częstochowskiego muzykowania

To sympatyczne, że jubilat spędza swoje święto w Częstochowie. Na dodatek aktywnie muzycznie. Dziś w ZERO „Brzmienie Świętej Wieży” czyli właśnie 46-ste urodziny lidera T.Love. Gwieździe na scenie towarzyszyć będą: Szambo, Rażeni Piorunem i Ptaszyska.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
statystyka