wtorek, 09 lutego 2010

Niestety nigdy nie udało mi się wybrać na Gutkowy festiwal filmowy Era Nowe Horyzonty, ani do Cieszyna, ani do Wrocławia. Bardzo żałuje bo to podobno prawdziwe święto kina. Niemniej od samego początku staram się uczestniczyć w jego objazdowym wcieleniu. Zawsze to szansa na spotkanie z niezwykłymi obrazami, których próżno na co dzień szukać. w repertuarze nawet kin studyjnych.

Najnowsza edycja tournee Era Nowe Horyzonty zawita do Częstochowy już w najbliższy piątek i zdominuje seanse w OKFie przez cały tydzień. Szybki rzut oka na festiwalowy rozkład jazdy i nie ma wątpliwości, ze tym razem również będziemy mieli szansę na spotkanie z kinem autorskim, artystycznym i wymagającym:

Steve McQueen autor „Głodu”, jest uznanym artystą sztuk wizualnych. Docenianym i wystawianym przez prestiżowe galerię na całym świecie. Jego debiut filmowy opowiada o bojówkarzach IRA odsiadujących wyroki w angielskim więzieniu na początku lat 80. Obraz ten dotyka tematu przemocy, banalności zła i zbrodni sankcjonowanej przez aparat zła. Film zdobył w 2008 r. canneńską Złotą Kamerę za najlepszy debiut, gdzie doceniono jego niezwykle przemyślaną i wyestetyzowaną formę.

Twórca „Tlenu” Iwan Wyrypajew, wyrasta z tradycji teatralnych. Jest postrzegany jako jeden z ważniejszych głosów młodej rosyjskiej dramaturgii. Bezkompromisowy, zaangażowany i radykalny. „Tlen” powstał na podstawie jego sztuki, o tym samym tytule, lecz bliżej mu do estetyki videoklipu niż do tradycyjnie rozumianego filmu fabularnego. Mocno eksperymentujący obraz łączy w sobie różne gatunki, estetyki, techniki. Jest swoistym kolażem słowno-muzycznych elementów i obrazów. W jednej z głównych ról Karolina Gruszka.

Przedstawiciel Polski w tym zestawie „Las” też nie mieści się w tradycyjnych ramach filmu fabularnego. Reżyser i scenarzysta Piotr Dumała jest plastykiem, rysownikiem i przede wszystkim jednym z najbardziej znanych twórców animacji. Dlatego też jego film opowiadający o więzi schorowanego ojca i opiekującego się nim syna jest namalowany na styku tradycyjnej fabuły i animacji.

„Plaże Agnes” to z kolei swoisty filmowy pamiętnik/ autobiografia jednej ze współtwórczyni francuskiej Nowej Fali Agnes Vardy. Reżyserka kreci o sobie dokument za pomocą plastycznych obrazów, inscenizacji ważnych w jej życiu wydarzeń i przeplatając je fragmentami dawnych projektów. Wszystko zaś okrasza autoironicznym komentarzem.

„Burrowing” Hellstroma i Wenzela zapowiada się w tym zestawieniu najbardziej klasycznie. Historia chłopca żyjącego we współczesnej Szwecji, który przygląda się światu, który wpadł w pułapkę szarej codzienności. Osiedle domków jednorodzinnych - komfort, spokój - powinien być rajem na ziemi, lecz mieszkają tam ludzie smutni, melancholijni i nieszczęśliwy. Film opowiada o innej drodze, o byciu obok. I jak na kino skandynawskie przystało jest to obraz nastrojowej, spokojnej kontemplacji.

Johan Grimonprez to kolejny przedstawiciel sztuk plastycznych. „Dubel” jest niejako rozwinięciem jego wideo instalacji „Lokking for Alfred”. Historia spotkania Hitchcocka z własnym sobowtórem, oparta na opowiadaniu brytyjskiego pisarza Toma McCarthy'ego, jest tu pretekstem dla reżysera do rozważań na temat multiplikacji, podwojenia jako metafory współczesności. Całość utrzymana jest w stylistyce wielopoziomowego kolażu, ułożonego z różnych typów narracji (fragmenty dokumentów, reportaż, programów informacyjnych, reklamy, filmów i scen nakręconych współcześnie).

Takie filmy trzeba oglądać w kinie, z całą jego aurą, klimatem. Pełne skupienie, wyłączamy świata zewnętrzny. DVD czy Divix w tym przypadku to tylko pół środki. Więc trzeba próbować znaleźć czas na wyprawy do OKFu w najbliższym tygodniu

poniedziałek, 08 lutego 2010

Do tej pory rzadko wspominałem tutaj o Jasnej Górze. Miejscu, które przecież do głębi wrośnięte jest w to miasto i właściwie jest jego symbolem na świecie. Unikałem tego tematu trochę z premedytacji, a trochę dla tego, że mnie Jasna Góra przerasta. Nie do końca ogarniam aspekt duchowy tego miejsca, ale też jego wpływu na politykę i rozwój Częstochowy. Dlatego też zabieram się za Klasztor Jasnogórski od nietypowej strony.

Jest jedno takie miejsce na Jasnej Górze, które bez względnie uwielbiam. Same mnie tam nogi niosą, gdy już u paulinów się pojawię. Mam tu na myśli „Golgotę Jasnogórską” Jerzego Dudy Gracza. Ta malarska droga krzyżowa niezwykłego artysty, wyeksponowana jest na górnej kondygnacji wejściowej części kaplicy Matki Bożej. Czyli trochę na uboczu, ale też w bezpośredniej bliskości serca klasztoru. Ma to swoje znaczenie, bo dzięki temu nie jest to miejsce nazbyt zatłoczone, ale słychać też tam wyraźnie puls religijno-pielgrzymkowego życia.

Mam mocno osobisty stosunek do tych obrazów. Jasna Góra kojarzy mi się ze sztuką klasyczną, przejrzystą, przewidywalną – a tu mamy osiemnaście dzieł współczesnego malarstwa, które wychodzi daleko poza to, co oferuje na co dzień „estetyczny przemysł religijny” w parafialnych kościołach. Nie wstydzi się być świadomie jarmarczne, prowincjonalne, przerysowane. Na tych obrazach dzieje się za dużo, jest za tłoczno. Zapełniają je charakterystyczne dudo-graczowe postacie: smutne, brzydkie, komiczne. Przeglądam się tam trochę jak w lustrze, a za plecami widzę patetyczną, głośną, polską religijność.

Ale jest tam coś niesamowicie optymistycznego. Obietnica czegoś więcej. Pod fasadą teatralnej rytualności, nachalnego symbolizmu widać metafizykę. Tajemnice. To malarstwo jakoś gra na mojej wrażliwości religijnej i estetycznej. Lubie tam przychodzić i zanurzać się po prostu we własne myśli. To miejsce temu sprzyja

sobota, 06 lutego 2010

Dziś o 18 w Konduktorowni wernisaż wystawy „Architektura PTCL”, młodego, związanego z Częstochową artysty Tomasza Musiała.

Prezentowane prace z jednej strony przedstawiają gwałtownie zniszczoną architekturę miejską, z drugiej zaś są wycieczką w kierunku tematu ludzkiej śmierci i choroby. Estetyczną próbą przeżycia i przezwyciężenia ich. Tematyka przywodzi na myśl, wyraźnie obecne we współczesnej humanistyce, problem wniknięcia i uzależnienia współczesnego człowieka od struktury miasta. Ich wspólnej egzystencji, degeneracji i wzrostu. Czy to właściwy trop interpretacyjny, trzeba się będzie osobiście przekonać na wystawie.

Prace interesujące są również ze względu na pewien szczegół warsztatowy. Tworzono je z wykorzystaniem techniki biczowania płótna skórzanym rzemieniem.

Trzeba przyznać, ze wygląda to bardzo intrygująco. Niezwykle ekspresyjny i znaczący gest twórczy.

piątek, 05 lutego 2010

Galeria Teatr From Poland niedzielne wieczory w lutym i w marcu, proponuje spędzić ze sztuka sceniczną. Start godz. 19. Bilety w cenie 15./10 zeta. Będą to głównie spotkania z Teatrem From Poland i Wojtkiem Kowalskim – również te starsze przedstawienia, ale przecież nie wszyscy je jeszcze widzieli (np. ja mam braki).

I tak oto:

7 luty i 7 marzec – StendapKomedy [Scenariusz/reżyseria: Jarosław Filipski; Występuje: Wojciech Kowalski; Scenografia: Joanna Chwastek; Muzyka: Marek Makles (Habakuk) oraz zasłyszana tu i ówdzie.] Przedstawienie reklamuje się tak: „Jeden człowiek na scenie i ma godzinę, by opowiedzieć o sobie i o wielu takich jak on. Będzie szokująco, śpiewająco i nielogicznie. Alternatywnie. Bohater monodramu to człowiek ogarnięty libido tantrycznym o odcieniu prometejskości - pochodzenia bajronicznego, oczywiście. Nasz bohater doświadcza traumatyzmu cierpienia i śmierci. Czuje, że mógłby wykatapultować z orbity egzystencji do samo zbawienia poprzez unieruchomienie grobu i reifikowanie trupa. Prześladuje go pobłysk dziecięcej frenezji, chociaż dzieckiem już nie jest...”

21 luty i 21 marzec – Saxofonista [w roli głównej Wojciech Kowalski; w roli reżysera Wandrzej Gesiarz; scenariusz/reżyseria Jarosław Filipski.] „Nie trzeba być Jerzym Stuhrem, żeby się nim stać - to myśl, która nasuwa się , gdy oglądamy najnowszą propozycję Teatru from Poland - spektakl "Saxofonista". Już sam tytuł jest nawiązaniem do jednej ze sztuk, w której znany aktor święcił tryumfy. A przecież tych nawiązań doszukujemy się co chwilę - i nagradzamy salwami śmiechu. W gruncie rzeczy jednak spektakl jest opowieścią o sprawie bardzo poważnej. To nie mierzenie się z postacią - legendą polskiego aktorstwa, chęć czynienia błazenady z jej dokonań, zachowań itp., co z góry skazane by było na przegraną, a nasz śmiech zamieniłby się w prostacki rechot. "Saxofonista" to studium pozy aktora prowincjonalnego, którego wcielenie się w gwiazdę, podpatrywanie jej, przejmowanie gestów i zachowań wiedzie do pozbawienia własnej osobowości, samozniszczenia, szaleństwa. Przedstawienie opowiada parę prawd o zachowaniach aktorskich, grze, która staje się życiem. Kpi z nich, ale zarazem wyostrza naszą wrażliwość na nie.” Pisał po premierze Janusz Pawlikowski w "Życie Częstochowskim".

28 luty i 28 marzec - Porady dobrego wojaka Szwejka [występuje Wojciech Kowalski scenariusz/reżyseria Wojciech Kowalski] I żeby być konsekwentnym z cytatami to Julia Liszewska z ArtPapieru: „Kowalski mógł iść na łatwiznę – dzieło Haška jest tak nośne, że wystarczyło np. poprzestać na wygłoszeniu ze sceny kilku śmiesznych monologów czy opowieści Szwejka. Byłoby śmiesznie, wesoło i bez sensu. Na szczęście tak się nie stało. Z opasłej powieści Kowalski - scenarzysta zręcznie wykroił perełki haškowego humoru: fragmenty o szpitalu psychiatrycznym, o bywalcach knajp, o handlu psami, wojskowych symulantach, i przeplótł je utrzymanymi w mrocznej atmosferze tekstami z „Hamleta”: o życiu i sztuce, w szczególności aktorskiej. Miejscami świat wykreowany przez Haška został delikatnie dostosowany do realiów współczesnych i lokalnych (np. Szwejk opowiadający o zaginięciach psów czyta ogłoszenia z jednej z częstochowskich gazet) [...]Kowalski, umiejętnie bawiąc się słowem, konwencjami teatralnymi, kostiumem i scenografią stworzył spektakl ciekawy, pokazujący siłę teatru niezależnego, gdzie nieważny jest gmach, zainwestowane środki finansowe czy wygodne fotele. Ważny jest człowiek, stojący na scenie i to, co chce przekazać.”

A 14 marca premiera „Oni patrzą” teatru Narybek From Poland [występuje: Paweł Ziegler; scenariusz/reżyseria Jarosław Filipski]

czwartek, 04 lutego 2010

W najbliższy weekend czeka nas sporo zabawy w rytmach raggae. Będę wizualizował sobie, że to zsynchronizowana akcja właścicieli częstochowskich klubów, którzy jamajskimi rytmami, chcą stopić trochę śniegu i przegonić zimę. Może trochę za wcześnie na topienie marzanny, ale nic to. Ja tam chętnie przyłączyłbym się do takiej inicjatywy.

Zatem dla każdego coś miłego.W piątek w GTFP będzie gościć Vavamuffin, czyli teraźniejsze, niezwykle popularne oblicze jamajskich rytmów. Chłopaki z Warszawy kupują mnie niesamowitym tempem, rytmem i energią. Nie boją się mieszać styli, gatunków i przede wszystkim słychać, że dobrze bawią się muzyką. A na koncertach podobno scena z tego wszystkiego, aż staje w ogniu. Dlatego jak ktoś chce zacząć swoją przygodę z raggae to najlepiej w piątek w GTFP. I potem tak jak ja nie będzie mógł miesiącami wyzbyć z głowy, że „Powietrze pachnie, jak malinowa Mamba”.

W sobotę w Rurze, raggae w bardziej klubowej odsłonie, czyli Reggea Marleyki. 6 lutego wypada 65 rocznica urodzin Boba Marleya, więc i okazja jest doskonała. Nie będę nawet udawał, że znam się na tych wszystkich selectach i sound systemach. Dlatego zainteresowanych tym kto będzie celebrował muzyką urodziny Mistrza, odsyłam do źródeł: Mista Mikael, El Casei The Sensi, Golden Hen, Geesista.

Natomiast w niedziele w klubie ZERO wycieczka historioznawcza, koncert Izraela. Legendarnej grupy, która na początku smutnych, szarych lat 80. przemyciła do Polski odrobinę Jamajki i to w najczystszym rasta stylu. Wielkie osobowości muzyczne, wielki debiut, który wstrząsnął ówczesną sceną muzyczną. Wiadomo, dzisiaj Izrael to raczej wspomnienie mitu, niż prawdziwy zawodnik liczący się na scenie muzycznej. Lecz warto pojawić się w ZERO choćby w ramach wycieczki do źródeł. Wizyty w muzeum tez bywają ubogacające.

środa, 03 lutego 2010

W sobotę w Klubie Iluzja – Alamo, casting do lokalnej grupy happeningowej. Trzeba wykazać się kreatywnością i otwartością, by otworzyć sobie drzwi do bogatego królestwa działań paraartystycznych. Grupa może nie jest jakoś wybitnie rozpoznawalna i aktywna, ale coś już na swoim rachunku ma i warto się zainteresować.

Uwielbiam happening i gdybym był młodszy i pełniejszy zapału to sam bym się zgłosił. Tego typu akcji w niesamowity sposób rozsadzają sztukę od środka. Bo czy to jeszcze sztuka? Drapieżne działania, atakujące tradycyjny podział artysta-odbiorca i zdecydowanie wkraczające w przestrzeń publiczną. Co więcej dawno wykroczyły poza domeną sztuki abstrakcyjnej. Chociażby taki flash mob, który w równym stopniu jest działaniem artystycznym, jak i przewrotną formą odbudowania miejskiej wspólnoty. Elementy happeningu wyjątkowo upodobali sobie też działacze polityczni, społeczni oraz spece od reklamy . I bardzo dobrze, happening to przecież ciągłe przekraczanie granic.

wtorek, 02 lutego 2010

Dziś nie będzie o koncertach, przedstawieniach, wystawach. Dla odmiany zapraszam na konferencję naukową. Może i zaskakująca propozycja, ale jest kilka powodów dla których warto zwrócić uwagę na seminarium rozpoczynające się w czwartek OKFie.

Po pierwsze to część 7 Triennale Sztuki Sacrum „Dom droga istnienia”. Dlatego ta konferencja może okazać się cennym uzupełnieniem wystawy, którą już się zachwycałem. Sztuka współczesna bez zanurzenia się w kontekst, pozostanie błahym bełkotem.

Konferencja organizowana jest przez Instytut Sztuki PAN w Warszawie, co pozwala mieć nadzieję na porządny merytoryczny poziom. Szybki rzut oka na sylwetki i publikacje zaproszonych gości (m.in.: Prof. Ewa Rewers [UAM], Prof. Janusz Barański[UJ], dr hab. Dariusz Czaja [UJ], dr Wojciech Michera [UW] ) obiecuje tez interdyscyplinarność i różnorodność spojrzenia na zagadnienie.

Będą też filmowe rodzynki. Projekcja „Tanga” Zbigniewa Rybczyńskiego, pierwszego polskiego filmu nagrodzonego Oscarem (krótkometrażowy film animowany 1982). Oraz prezentacja filmu dokumentalnego zrealizowanego w ramach 7. Triennale Sztuki Sacrum „Dom w tradycji śląskiej” Wojciecha Majewskiego.

Sam temat, figury domu na styku antropologii kultury, historii sztuki, estetyki i kulturoznawstwa jest niezwykle pociągająca. Przynajmniej dla mnie.

Może tylko godziny mało przystępne (choć standardowe dla konferencji naukowych). Kto jednak ma czas i nie boi się naukowego, niech korzysta z okazji. Dopełnianie wystawy, naukową dyskusją to bardzo dobry zwyczaj, niestety jeszcze nie powszechny u nas.

A szczegółowy program imprezy można znaleźć tu.

poniedziałek, 01 lutego 2010

Od rocznicy wyzwolenia Częstochowy minęło kilka tygodni (16 stycznia), lecz ostatnio ten temat do mnie wrócił. I jak to w przypadku historii nie jest łatwo w pełni się ustosunkować. Czy faktycznie jest co świętować, czy po prostu jeden okupant przejął pałeczkę po drugim.

Coraz częściej doceniam jednak moje dziecięce odczucia w tej sprawie. Kiedyś podczas spacerów po Cmentarzu Kule, lubiłem odwiedzać pomnik żołnierzy radzieckich. A ponieważ nie dorosłem jeszcze wtedy do historyczno-politycznego dyskursu, uwielbiałem po prostu puszczać wodze wyobraźni i wymyślać historie żołnierzy którzy zleźli tysiąc kilometrów, żeby tu dokończyć żywota. I dlatego zawsze 1 listopada pale światło tym biednym, wyrwanym z domów chłopakom. Ofiarom wojny.

źródełko

niedziela, 31 stycznia 2010

Wczoraj wieczorem w GTFP, zgodnie z oczekiwaniami, muzyczna uczta była najwyższych lotów. Zaskoczyło mnie zaś coś zupełnie innego. Przy wejściu oprócz biletu każdy otrzymywał niezwykle zgrabny i estetycznie wydany informator. Przewodnik po planowanych w tym miesiącu imprezach kulturalnych w mieście. Szok, powiało normalnością.

Nad „Co, gdzie, kiedy” już się kiedyś pastwiłem, próbując dociec natury absurdów tego wydawnictwa. Wczoraj wpadło mi w ręce jego zupełnie nowe oblicze, a co więcej udało się poznać i miło pogawędzić z członkiem odmienionej redakcji. I cieszy mnie, że jest nadzieja, że ta normalność potrwa dużej.

Nowe „Co, gdzie, kiedy” cieszy oko: profesjonalny skład, ciekawy layout , rewelacyjna okładka. Po prostu udało się przekroczyć formę urzędowej broszury, w stronę współczesnego designu. Podobną rewolucję mamy na poziomie treści. Już nie tylko suche kalendarium, ale też krótkie opisy koncertów, wystaw, przestawień, filmów. Znalazło się nawet miejsce na wywiad z Karmazyniello, ciekawostki historyczne i wizytę w Paradoksie w ramach poszukiwania miejskiego stylu. A to podobno dopiero początek. Plany są takie, by coraz więcej było tych dodatkowych treści.

No i wreszcie największa bolączka, czyli dystrybucja. „CGK” ma podobno teraz wyjść na ulice i szukać młodych ludzi. Ma być pod ręką w klubach, kawiarniach, pubach i instytucjach kultury. Przy tym zwiększa zarówno objętość jak i nakład. Lada chwila ma wystartować nowa strona internetowa.

Jestem podbudowany. Znaczy, że można, że się da. Że jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie...

piątek, 29 stycznia 2010

Dziś o 18 w Regionalnym Ośrodku Kultury wernisaż fotograficznej wystawy „Cykl REM” Magdaleny Hueckel.

Młoda artystka (fotograf, scenograf) zagłębia się w materię sennych marzeń. Stara się je zdekonstruować i uwiecznić na kliszy. Estetyczna wizualizacja nieuświadomionych lęków, emocji, pragnień, czy też samego mechanizmu snu.

Takie oniryczne, artystyczne wędrówki to zazwyczaj karkołomne przedsięwzięcie, ale prace Hueckel z tego cyklu, które udało mi się znaleźć w necie, wyglądają całkiem obiecująco.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18