CZĘSTO LOVE CHOWA

Wpis

czwartek, 03 kwietnia 2014

KINO NIEBIESKIEGO/ZIELONEGO EKRANU

Trzeba być czujnym. Fajne eventy zdarzają się często w różnych miejscach o nieoczywistych porach. Tym razem pozostać czujnym pozwoliło jurajskie.info i niezawodna Ola – od nich dowiedziałem się o wczorajszym wykładzie profesora Andrzeja Gwoździa na AJD. Wielkie dzięki, bo gdybym przegapił wizytę w Częstochowie śląskiego speca od filmu i nowych mediów, to plułbym sobie w brodę. Po studiach zostały mi w głowie nazwiska kilku speców z tej dziedziny, których publikacje staram się w miarę możliwości śledzić. Oczywiście prof. Gwóźdź jest na tej liście. Dlatego przegapić jego wykład byłoby złamaniem własnych zasad.

Co więcej profesor przyjechał na zaproszenie częstochowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Filozoficznego, zatem wreszcie udało mi się zobaczyć lokalne środowisko branżowe. No i miałem też okazję przyjrzeć się wreszcie nowemu budynkowi Wydziału Nauk Społecznych AJD – kurczę robi wrażenie. Elegancko, nowocześnie, pomieszczenia nieźle osprzętowane, sama przyjemność studiować. Propsy.

Na samym wykładzie zaś okazało się, że jednak stęskniłem się za akademicką formą. Brakuje mi jej na co dzień. Tego specyficznego przeładowania terminologicznego, dyskusji które trwają dłużej niż sam wykład, konfliktów między naukowymi osobowościami, postaci które nie przepuszczą żadnej okazji i zamiast zadawać pytania, dzielą się swoimi teoriami, osób które zadają pytania nie na temat. Chyba po prostu lubię taki tygiel, bo często coś dobrego z niego wynika. Tym razem sama dyskusja mocno rozjaśniła wykład i gdyby jej nie było chyba właściwie bym go nie zrozumiał...

Bo profesor Gwóźdź, roboczo nazywając pewne zjawisko „kinem dizajnu”, wziął na warsztat kino, które w coraz mniejszym stopniu rejestruje rzeczywistość, a coraz bardziej kreuje ją od zera. Przy pomocy komputerowych efektów, zmniejsza się rola różnych tradycyjnych części filmowego rzemiosła: scenografii, rekwizytów, kostiumów, a nawet aktorów. Współczesne kino rozrywkowe zmierza ku swoistej animacji i prof. Gwóźdź pyta co z tego wynika. Słusznie chyba zauważa, że kino w erze estetyki cyfrowego nadmiaru potrafi więcej pokazać niż ukryć. Namawia, by patrzeć i chłonąć, a odwodzi raczej od prób rozumienia. Profesor Gwoźdź twierdzi, ze skoro wszystko jest podane od razu, na zasadzie siatkówkowej błyskawiczności, to gubimy w kinie proces wyobrażania sobie. Jeśli dobrze zrozumiałem, jego zdaniem, kiedyś w kinie wyobraźnia musiała pracować pełną parą, a współczesne kino dizajnu wyobraźnię usypia. Bo tam już jest wszystko podane na tacy. Zgrabne symulakrum, które jest atrakcyjniejsze od prawdziwej rzeczywistości.

No i gdyby tu się rzecz urwała, wyszedłbym z wykładu z poczuciem dużego niedosytu i zdziwienia. Bo jak to, profesor, który na temacie filmu i nowych mediów zjadł już zęby – nagle wchodzi na apokaliptyczne tony, że źle się dzieje. Że przed wojną to było kino, a teraz to szkoda gadać.

Na szczęście później była dyskusja, która uświadomiła mi, że to jednak ja nic nie zrozumiałem (czasem miło jest sobie uświadomić, że się nie rozumie). Bo to zupełnie nie chodziło o aksjologiczne ujęcie (mirmiłowanie było didaskaliami), lecz o pionierską, metodologiczną wyprawę w nieznane. Profesor Gwóźdź postanowił się zabrać za temat, którego filmoznawcy raczej unikają. Nie mają odpowiednich narzędzi, by właściwie opisać to kino, które zamiast rejestrować rzeczywistość raczej ją kreuje od zera. To dla nich coś zupełnie nowego, czują się bezradni,więc wolą raczej zbyć krótkim: szmira, gra komputerowa, banał, niż spróbować opisać nowe zjawisko. A prof. Gwóźdź mówi: sprawdźmy to, zobaczmy gdzie to idzie. Jakie drzwi to zamyka, a jakie otwiera. Fakt, daleka jeszcze droga do diagnoz jakie nowe perspektywy przed kinem otwiera ta cała rewolucja... Miałem napisać technologiczna, no ale właśnie rzecz w tym, że ona jest nie tylko technologiczna. Bo oto zmienia się status ontologiczny postaci filmowych, miejsc, przedmiotów. Poważna sprawa! Będę z niecierpliwością wyglądał, co tam docelowo prof. Gwóźdź o tym wszystkim napisze i gdzie go to zaprowadzi

Pobudzająca intelektualnie była ta wczorajsza wizyta na AJD. Inspirująca. Różne kwestie usadowiły mi się teraz z tyłu głowy, zobaczymy kiedy wyskoczą. Dobrze jest robić sobie od czasu do czasu taką gimnastykę umysłu. Brakuje mi tego na co dzień.

A prawda jest taka, że cała ta notka powstała tylko dlatego, żebym mógł sobie wrzucić zdjęcie Marva (uwielbiam Marva!!!). Tutaj mam pretekst, bo „Sin City” jest sztandarowym przykładem gwoździowego kina dizajnu. Co więcej, przykładem, który otwiera dużo drzwi...

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
aatrzy
Czas publikacji:
czwartek, 03 kwietnia 2014 21:47

Polecane wpisy

Kanał informacyjny

szablonowe serca: MONSTFUR